|
Ziomeczki moje miłe :-)
Ja w klubie/sekcie długo nie dłubię a jednak do każdego przywiązałam się bardziej lub mniej w ciągu tego czasu. Dobrze się z wami czuję i dostaję adrenalinowego kopa jak coś razem robimy. Starzy, młodzi, nowi, odnowieni czy gderający :-) wszyscy są zawsze mile widziani na tych naszych poniedziałkowych i innych zlotach. I chyba o to chodzi, żeby się dobrze czuć wśród ludzi z którymi się siedzi na nudnej prelekcji, z ktróymi się ma kaca w 30 stopniowym upale, takie tam.
To o czym Merlin napisał - jasne brakuje ludzi i zawsze będzie brakowało, bo człowiek by musiał trzy życia mieć, żeby dla wszystkich znajomych czas znaleźć, a wiadomo jak się nie podlewa tego drzewka to tak sobie powoli schnie (chyba że kaktus to dłużej wytrzyma).
Czemu niektórzy zostawili tę roślinkę - mają inne i tyle, czasem wrócą podlać, ale czasem zapomną. Czemu? Takie życie. Nie ma co płakać, bo lepiej się cieszyć tym co się ma i tymi którzy są i chcą być. Bo wiemy że im zależy :-)
Ci którzy nie mogą dotrzeć, lub nie chcą - to wyłącznie ich decyzja. Szkoda - owszem, ale czy naprawdę uważacie że te osoby się ni pojawiają bo to KLUB się zmienił? bo to KLUB jest nie taki?
Zaryzykuję hipotezę - to te osoby się zmieniły, więc i klub się zmienił, plus doszly nowe osoby (czy siursze, czy różowsze, czy gorsze - to juz wy starzy wyjadacze oceniajcie jesli chcecie) ale tak jak Falkner pisał - zmiany - taka kolej rzeczy.
Tak all in all - przeszłość i wspomnienia powinny być pozytywne i skłaniać nas do kolejnych pozytywnych działań a nie do babciowego smęcenia. Wiem, wiem, każdemu się zbiera, ale po to ma takich walniętych klubowych wariatów, żeby go wtedy kopnęli w zadek, posmarowali stopy smalcem i skoczyli do bimbrowego sadu na rwanie ziemniaków.
Polecam na letnią chandrę! :-)
|