Trafił w moje ręce egzemplarz "Chłopaków Anansiego" należący do Aiducha (do odbioru w każdej chwili na Pana Tadeusza). Zacząłem od czytania po rozdziale na dobranoc (cała Polska czyta dzieciom, a ja czytałem Hardkorowi ) Skończyłem w trakcie urlopu.
Sympatyczne i humorystyczne czytadełko. Nic poza tym. Marco mówił mi, że jak nie czytałem Amerykańskich Bogów, to nie będę w stanie bardziej docenić. Ale po pierwszym rozdziale nie spodziewałem się niczego więcej ponad dobrą rozrywkę i to dostałem.
Słowiku, przeczytaj "Amerykańskich Bogów", "Nigdziebądź" lub "Sandmana" ( komiks, ale dla mnie, najlepsza "powieść" Neila ). Są to, według różnych osób, najlepsze jego dzieła. Ja mógłbym dorzucić, jeśli poszerzamy zakres o "powieści graficzne", "Księgi Magii" - wielu uważa że to tylko Harry Potter dla dorosłych, dla mnie jednak ta książka ( wydanie w Polsce jest jednotomowe ) jest jednak naprawdę głębokimi filozoficznie dziełem.
Nigdziebądź czytałem przed Gangami i mnie nie zachwycił. To także li tylko czytadełko. (ale przecież czytadełka także są potrzebne dla rozrywki) Amerykańskich Bogów obiecał pożyczyć mi Marco, więc z ciekawości się zapoznam.
Ja mam trochę Sandmanów. Ze 6 części. Pierwsze dwie, a potem kilka wyrywkowych, osobnych opowieści, których w zasadzie nie trzeba czytać w kolejności. Moją ulubioną częścią jest najbardziej odjechana, straszna i magicznie niezwykła część "Krainy snów", której nie mogę upolować jakoś. To był mój pierwszy Sandman jakiego czytałam i który autentycznie powalił mnie na kolana. Opowieść o królestwie kotów, które zbierają się na kocim wiecu, aby przypomnieć ich własne legendarne czasy kiedy to koty rządziły ziemią a ludzie byli ich niewolnikami... Wow. Albo ta opowieść o kobiecie, która zobaczyła Ra...
Niesamowite, wybitne... :-)
Nigdziebądź pokazał mi tylko ciekawy świat, język i postacie. Nic więcej. Proste, miłe czytadełko.
Po pierwszym rozdziale Chłopaków Anansiego zdołowałem - widziałem w tym schemat Nigdziebądzia. Na szczęście, potem poszło w inną stronę i całkiem mi się podobało, chociaż nie było niczym szczególnie dużym. Fajna kompilacja mało znanych w Polsze mitów.
Za to rzeczywiście, Amerykańskich Bogów warto przeczytać. Nie jest to taka prosta, rozrywkowa lekturka, chociaż od pewnego momentu książkę się wchłania.
"Próbujecie uwolnić smoka z rąk kobiety? To nie powinno być na odwrót?"
Czytałam wszystkie trzy opisane przez Marca książki. Przy każdej bawiłam się przyzwoicie, ale żadna z nich nie jest dla mnie rewelacją.
Nigdziebądź jest moim zdaniem najbardziej z nich sympatyczny, a kilka występujących w nim motywów ("drzwi", szczury), lokacji (sama idea "Pod", metro) i postaci (Markiz!), to wyjątkowe cacuszka. I to prawda - zabawa językiem to jedna z głównych atrakcji powieści. Dlatego bardzo, bardzo lubię Nigdziebądzia i najczęściej do niego wracam.
Amerykańscy Bogowie to świetny pomysł, ale czytadło dość ciężkie i wypakowane po brzegi dłużyznami. A Chłopaki Anansiego to... no whell, czytadło, którego już nawet nie pamiętam.
Tak naprawdę zgadzam się częściowo z "obiegowymi" opiniami na temat Gaimana, że w historii jego twórczości tak naprawdę najwyższą wartość ma "Sandman". I że "Bogowie" to powieść z dużym zapleczem erudycyjnym wiedzy religioznawczo - mitologicznej. Że "Nigdziebądź" to powieść mistrzowska językowo i że aby ją w pełni docenić trzeba być Anglikiem ( ;-)), najlepiej Londyńczykiem i czytać, oczywiście w oryginale. Że "Koralina" to jedna z najbardziej niezwykłych opowieści jednocześnie dla dzieci i bardzo dla dorosłych. I to chyba tyle, ale sam Gaiman nigdy nie pretendował do miana twórcy jakoś specjalnie wybitnego. To strasznie fajny człowiek.
Dla chętnych - wywiad z Gaimanem. Facet broni się sam.