Z Pyrkonu.
Thanatos zalewał nas potokiem tekstów, z których większość niestety już zaginęła w mrokach dziejów, ale kilka z nich (zapisanych naprędce na programie konwentowym w Amore del Tropico) na szczęście dotrwało do tej chwili, bym mogła je uwiecznić.
(rozmowa o jakimś problemie technicznym - tekst ma sens czytany na głos)
Ktoś: Wiesz co może pomóc? Plastikowe kubki z Żabki.
Thanatos: Kubki z Żabki...
Amphibian fecal matter?
(rozmowa o kosie)
Ktoś: "Wielosfer" jest jak "wieloryb"!
Thanatos: Je plankton?
(rozmowa przy kebabie)
Thanatos: Ten sos jest naprawdę ostry! Jest tak ostry, że czuć go w łokciu! (chwila ciszy, ja i Sqrl skonfundowane) No wiecie, cukier w kostkach, woda w kolanach, sos w łokciu... (dalsza konfuzja) A nie, on mi ściekł przez rękaw!
(kultowa już rozmowa botaniczna)
Ja: Dlaczego to się nazywa "pokrzyk wilcza jagoda"?
Thanatos: Bo po spożyciu pokrzyczysz, a potem zjedzą cię wilcy.
(radość, radość)
Ja: Ale i tak najbardziej podoba mi się nazwa "szalej".
Thanatos: Taka forma rozkazująca, rozumiesz. (chwila zastanowienia) Wiele polskich nazw miejscowości też jest tak utworzonych. "Miel-no", "Strzel-no"... "No-wysącz..."
Niestety (albo stety), opowieść o Konwentowym Wielkim Przedwiecznym jest niezapisywalna
