Jeszcze mimochodem wtrącę, że przychodziłam w poniedziałki po równo - i dla Was, i dla Markizy Angeliki, nie tylko mi chyba przygody heroiny w opresji spędzały sen z powiek

(Selket, pozdro)
Kurczę, przydałby się jakiś infantylny, ckliwy i kompletnie kiczowaty serial kostiumowy, który można byłoby z podobnie licznym gronem zacnych komentatorów śledzić. Jak sobie przypomnę tych piratów i sułtana w haremie, no i Pana Męża naszej dzielnie broniącej swej nadszarpniętej nie raz cnoty bohaterki, któremu to blizna na policzku, w zależności od upodobania i stopnia trzeźwości specjalisty od charakteryzacji raz zjeżdżała na dół, to dziarsko wędrowała pod górę...
Ja tam Sjestę lubię, na dodatek mam blisko, więc jeśli szukacie lokalu na stałe, mnie możecie podpisać pod listą sjeścianą.