Lovecraft, tak jak Dick, miał obsesję na punkcie jednego tematu. Dicka przestałem czytać po -nastu książkach, ale były to książki dla mnie ważne. Z Lovecraftem jest podobnie, chociaż w mniejszym stopniu, bo temat Dicka był dla mnie bardziej fascynujący. Miał jeden temat, "ograniczoną przepustowość mózgu", ale tym tematem zmienił oblicze horroru. Czytanie jego opowiadań to dla mnie wyprawa w znajomy region, który lubię odwiedzać.
A Wellsa lubię za "Wojnę światów" i audycję z 1938, za wydane u nas w PRL-u zbiory "Opowieści fantastyczne", za "W głębinach", lekko horrorowatą opowieść marynistyczną, za romantyczną wizję nauki, bogactwo pomysłów i ogólnie za to, że był jedym z pierwszych. Ja te rzeczy pochłaniałem i nigdy mnie nie nudziły.
A Poe'go też bardzo lubię.
Out of the night that covers me,
Black as the pit from pole to pole,
I thank whatever gods may be
For my unconquerable soul.
Całkiem fajny ten wątek bo nie trzeba zakładać do każdej z osobna polecanki nowego Chociaż Zuławski już niemal zasłużył na swój odrębny watek - widziałem że w filmie już jest (sorry Krzaku, nie zauważyłem wcześniej). Ale Ad rem.
Dziś chciałem się podzielić wrażeniami z ostatnio przeczytanej książki. Niestety jest to drugi tom z cyklu, muszę więc sięgnąć pamięcią do wiosny 2008 roku (jak to dawno było - jakby 5 lat minęło), kiedy to zakończyłem lekturę dzieła dwójki krakowskich autorów Łukasza Orbitowskiego i Jarka Urbaniuka Pies i Klecha: Przeciwko wszystkim.
Niektórzy może pamiętają niesamowite opowiadanie tej dwójki, opublikowane dawno dawno i nieprawda temu w SF pt. Żertwa. Stało się ono kanwa dla całej powieści której bohaterami są milicjant i ksiądz. Milicjant to twardy facet trochę w stylu 07 zgłoś się, który chętniej przyłoży bandycie w gębę niż przejrzy akta sprawy. Ale cóż - miał efekty, więc wyznaczono go do specjalnego zadania. Z kolei ksiądz Gil (ksiądz doktor habilitowany) człowiek rozdarty między modlitwę, uniwersytet a butelkę z mocnym trunkiem (bardzo bardzo spłycam) ma za sobą także doświadczenia jako egzorcysta. Ich przełożeni postanawiają przeto sformować z nich zespół do rozwiązania zagadkowej sprawy morderstwa księdza (na tyle zagadkowa że w 1987 r. władze i kościół jednak postanowiły współdziałać zamiast wykorzystać ją do rozgrywki politycznej). Niebawem otrzymują kolejne zadanie - trafiają na trop spisku satanistycznego, który prowadzi ich wprost na pierwsze po wyborach czerwcowych 1989 r. posiedzenie Sejmu. Przy okazji są świadkami i uczestnikami wielu zabawnych sytuacji wprost zaczerpniętych z różnych dobrze znanych dzieł od Lema po kino hollywoodzkie. Ciekawa jest natomiast demonologia w książce. Chodzi o koncepcję Steinerowskiej Antropozofii wywodzonej od Goethego. Na tyle mnie to zaciekawiło, ze pojechałem na spotkanie z autorami na ostatnim ConStarze. bardzo było fajnie
No i oczywiście sięgnąłem po tom drugi: Pies i Klecha: Tancerz. Spodziewałem się podobnej porcji czarnego humoru i trochę wariackich pomysłów - od Jarka Urbaniuka wiedziałem, że rzecz będzie o Mickiewiczu, ale przypuszczałem, że będzie to ciekawe bo ciekawe ale jednak typowe dla polskiej fantastyki czytadło. Tymczasem książka okazała się dziełkiem na tyle rzeczowym, że pokusiłbym się o określenie genialna. Nie przypadkiem, gdyż autorzy odwalili kawał solidnej roboty zarówno pod względem poszukiwań naukowo/bibliotecznych jak też w kwestii konstrukcji fabularnej i języka. Jeśli Przeciwko wszystkim z czystym sumieniem polecałem jako ciekawą pozycję to o Tancerzu muszę powiedzieć, że w tym co określamy polską współczesną fantastyką jest to pozycja niemal obowiązkowa. Wróżę nawet autorom jakąś nagrodę. Poważne podejście do tematu zaowocowało czymś co można by nazwać polskim kodem Leonar... Mickiewicza. Jest to wycieczka do podstaw naszej kultury narodowej Wycieczka niezwykle interesująca i bałwochwalcza zarazem. Na wieszcza już nigdy nie spojrzymy tym samym okiem.
Lista książek, które Esensja poleca na prezent świąteczny. Pomijając nawet tradycyjne polskie obrządki, warto zerknąć jakie pozycje wydane w tym roku uznali za najbardziej warte przeczytania.
W piątek skończyłem czytać nową książkę Andrzeja Ziemiańskiego Breslau Forever.
Jest to rzecz bardzo w stylu Ziemiańskiego. Przesycona spiritus Poloniae i szalonym humorem (ja lubię ten specyficzny humor pana AZ). Ponieważ rzecz dzieje się w trzech wymiarach czasowych niejako jednocześnie, a przy tym w jednym - przecież międzynarodowym - mieście, naturalnie obraca się wokół różnych wydarzeń historycznych odmalowanych przez autora poprawnie, choć z celowym przerysowaniem pewnych zjawisk. Typowy doskonały kryminał z wątkami fantastycznymi, szybką wciągającą akcją i - jeszcze raz to podkreślę specyficznym humorem. Autor daje też odczuć czytelnikowi swój pogląd na pewne sprawy, w tym oczywiście sytuację współczesnej Polski. GORĄCO POLECAM!!! Zwłaszcza dla bywalców Wrocławia - pozycja obowiązkowa.
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez Mordred 2008-12-15 18:54:14
Z wypiekami na twarzy skończyłam dziś czytać Księgę Cmentarną Neila Gaimana.
Książka prześwietna. Lekka i przyjemna, pełna starych, dobrych "konwencjonalnych" strachów-na-lachy. Przywodzi na myśl czarno-biały komiks i filmy Tima Burtona.
Kapitalna.
To może coś na zachętę?
W ciemności przesuwała się ręka trzymająca nóż. Nóż miał rękojeść z polerowanej czarnej kości i klingę gładszą i ostrzejszą niż jakakolwiek brzytwa. Gdyby cię skaleczył, pewnie nawet nie zauważyłbyś tego. Nie natychmiast.
Nóż zrobił już niemal wszystko, co miał do załatwienia w tym domu. Zarówno klinga, jak i rękojeść były mokre.
Drzwi wejściowe wciąż stały otworem, lekko uchylone, tak jak nóż i człowiek, który go trzymał, gdy wśliznęli się do środka.
Ów człowiek, Jack, zatrzymał się na podeście. Lewą ręką wyciągnął z kieszeni czarnego płaszcza wielką białą chustkę i wytarł nią starannie nóż waz z okrytą rękawiczką prawą dłonią, która go dzierżyła. Polowanie niemal dobiegło końca.
Rozprostował palce. Jack był przede wszystkim profesjonalistą, tak przynajmniej często powtarzał i nie pozwoliłby sobie na uśmiech przed końcem roboty.
Włosy miał ciemne, oczy także. Na dłoniach nosił rękawiczki z najcieńszej jagnięcej skórki.
Jack ruszył schodami, stąpając bezszelestnie po wykładzinie. Jego uszyte z czarnej skóry buty błyszczały tak bardzo, że wyglądały jak ciemne zwierciadła: było w nich widać odbicie maleńkiego jasnego sierpa księżyca...
Otóż ten właśnie mężczyzna z nożem to początek historii chłopca, zwanego Nikt Owens. Żywe dziecko, wychowane na cmentarzu, otaczane opieką zmarłych. Wśród korowodu barwnych postaci pojawia się Silas, mentor chłopca, odziany w czarny aksamit mężczyzna o magnetycznym głosie i ostrych jak brzytwy paznokciach, mieszkający w cmentarnej kaplicy, panna Lupescu, stara panna tak na marginesie, mówiąca z dziwnym wschodnim akcentem, nosząca krawat i dziwny, zwierzęcy zgryz, czy banda ghuli, do których zaliczają się biskup Bath i Wells, słynny-pisarz-Wiktor-Hugo, cesarz Chin i 33. prezydent Stanów Zjednoczonych. Ponadto w książce przewija się cały kalejdoskop zmarłych, np. rozkochana w rycerzu z wojen francusko-angielskich pochodząca z czasów wiktoriańskich panna Eufemia (1861-1883, Śpi tylko, o tak, Śpi z Aniołami), egzaltowany osobnik, którego nagrobek głosi: Tu spoczywają doczesne szczątki Nehemiaha Trota, Poety, 1741-1774, Łabędzie śpiewają przed śmiercią, autor "Bukieciku piękna zebranego przez dżentelmena szlachetnego urodzenia", który na złość zawistnym krytykom ukrył swe dzieła, zakładając, że wieki przyszłe poznają siłę jego geniuszu, wciąż czekający na owo literackie odkrycie stulecia, Liza Hempstock, pochowana bez nagrobka zgładzona młoda czarownica, czy Jossiah Worthinghton, baronet, 1770-1836, Oby przebudził się w chwale, znany głównie z tego, że jest (był) baronetem. Dzięki nim chłopiec uczy się Znikania, Strachu i Grozy, Nawiedzania i Wędrówki w Snach, a także zgodnego z dobrym obyczajem powitania i konwersacji z przedstawicielami wszelkich stanów z ostatnich pięciu stuleci.
Polecam gorąco.
Książka dla wszystkich - tych starszych i młodszych, każdy odnajdzie coś ciekawego dla siebie.
Dla niektórych ciekawostką może być, że pojawiają się tam postacie, noszące miano pan Dandys i pan Kat :]
Człowiek o wąskich horyzontach lepiej widzi to co przed nim.