Regulamin 
Profil
Wyszukaj
Idź do strony:
Odpowiedz
Miałem sen. Wielki sen...
Postów: 4991
Punkty: 0
Hyhy, proponuję nową "przewlekłą" zabawę forumową częściowo podpatrzoną na innych forach a częściowo spowodowaną ostatnimi wydarzeniami sennymi w życiu własnym.
Otóż kiedy przyśni się Wam coś wyjątkowego, czym chcielibyście podzielić się z przyjaciółmi, nie krępujcie się. Wbijajcie do tego topika i piszcie, a my będziem czytać.

To zacznę, bo już mnie palce świerzbią...

Sen, 9.08.2008, nagłe zaśnięcie za dnia, po całonocnej imprezie, 16:00-18:00

Jesteśmy w starym poPRLowskim pustym bloku. Klub przygotowuje się może do jakiegoś LARPa, albo do imprezy innego typu w tymże bloku. Nagle wśród kolorowo ubranych ludzi roznosi się wieść, że ktoś na 3cim piętrze odnalazł coś niezwykłego, idę więc to zobaczyć. Wchodzę do pustego mieszkania, ściany są odrapane, brudne, podłogi z gołego betonu. W mieszkaniu jest tylko otwarte na oścież okno. Wyglądam przez nie... zamiast popołudniowej zimowej ulicy w Lublinie która powinnam była zobaczyć widzę sięgającą po horyzont, jak morze trawiastą, kołyszącą się, szumiącą, oświetloną jasnym słońcem równinę. WTF?! Nagle orientuję się, że w pokoju jest coś jeszcze. Wielka, zamocowana na metalowych chwytakach soczewka. Całość przypomina lupę z podstawką, tyle że jest bardzo bardzo duża, patrzę przez nią, lecz zamiast widzieć kawałek ściany i podłogi, widzę z dużej wysokości zarośnięty krzewami angielski dziki ogród. Wewnątrz przecinają się małe alejki, po których bardzo szybko, automatycznie, jakby w grze komputerowej, poruszają się małe, przypominające dzieci, ale bardzo grube i przysadziste stworzenia o czerwonej i czarnej skórze. Nagle orientuję się, że momencie kiedy dostrzegliśmy je, one dostrzegły także nas.

Zaczęła się rzeź. Wyszły, najpewniej, przez "okno na równinę", kiedy nas dostrzegły. Nie widzę ich, ale widzę skutki ich działalności, krew, krzyki, urwane kończyny. "Dzieci", bo tak o nich mówię, to potwory które, niby z Silent Hilla, wyszły z okna i teraz mordują kogo popadnie. Są śmiertelnie niebezpieczne. Próbujemy w kilka osób wydostać się z bloku, ale śnieg przed nim zbroczony jest krwią, wszędzie leżą ciała, gdzieś blisko słyszę krzyk. Nagle ktoś mnie chwyta za ramię - to Gomora w swojej czerwonej jak krew LARPowej sukience. Swoją drogą musimy wyglądać trochę dziwnie w tych strojach, ale kogo to teraz obchodzi, walczymy o życie. Gosia każe nam biec za sobą. Nie do końca wiedząc co robię podążam za nią na zewnątrz, gdzie pędem przecinamy zasłane ciałami podwórko i jak wystrzeleni z procy, oszaleli ze strachu, wpadamy do starej kamienicy pamiętającej chyba obie wojny światowe. Przeskakujemy po schodkach i wpadamy do mieszkania po prawej, tuż na parterze. Gomora dopada do wielkiego starego drewnianego okna i popycha okiennice. Zamiast lubelskiej ulicy znów naszym oczom ukazuje się trawiasta, piękna, spokojna, słoneczna równina i gród drewniany, otoczony ostrokołem (tak to się chyba nazywa), jakbyśmy widzieli przeciwną stronę równiny w stosunku do tej widzianej w bloku. Gosia mówi szybko, jest zdenerwowana:
- Skoro one przeszły stamtąd tutaj, to my musimy przejść stąd tam. Wtedy będziemy bezpieczni.
Wiemy, że ma rację. W naszym świecie jednak jesteśmy na parterze, tam okno wisi na wysokości 4, albo i 5 piętra. Wiążemy swoje torby, bluzy, paski i przerzucamy przez futrynę. Jedno po drugim spuszczamy się w dół, w gęstą, sięgającą pasa trawę. Widzimy wiszące wysoko w powietrzu okno bez budynku i zwisającą zeń plątaninę naszych rzeczy osobistych. Rozglądamy się, pachnie tu trawą, suchą ziemią, słońcem. Nagle Gosia, która schodzi ostatnia, mówi:
- Słuchajcie, nie przestraszcie się. Ja już tutaj wcześniej byłam i wiem już, że ten świat ma taką specyficzną właściwość, która zaraz zacznie się dziać. Ponieważ my nie jesteśmy z tego świata, świat ów uważa nas za obcych i stara się nas pozbyć w jedyny sensowny sposób jaki mu przychodzi do głowy.
Nie wiemy co ma na myśli, patrzymy na siebie zaniepokojeni. Nagle patrzę na swoje dłonie. Zaczyna się od paznokci, zaczynają blednąć i czernieć. Moje palce, a później dłonie i przedramiona wpierw przybierają trupiobladą barwę, żyły stają się ciemnofioletowe i wyraźnie zaznaczone. Gniję żywcem, obracam się w kilkudniowe, spuchnięte, zzieleniałe zwłoki. Patrzę przerażona po moich towarzyszach i widzę w ich oczach mój strach. Każdy z nas ulega tej przemianie. Każdego z nas świat ów próbuje wyprzeć, zabić, przemienić w zwłoki, tylko dlatego, że tu nie pasujemy i że nie jesteśmy stąd.
Jedynie Gosia nic a nic się nie zmienia, kiedy nam wypadają włosy, zęby, z nosów, oczu i uszu wypływa nam zielonkawa limfa... Spokojnym głosem Gosia mówi dalej:
- Nie bójcie się. Świat próbuje nas wyprzeć, ale my, z racji tego kim jesteśmy i z powodu tego, że jesteśmy tu obcy też mamy pewną właściwość. Każdy RPGowiec, który wchodzi do tego świata ma szczególną moc. Potrafi stworzyć wszystko to co sobie wyobrazi...
Wysilam wyobraźnię, myśl, głowa mi pęka, po chwili widzę, jak moje ramiona i dłonie z powrotem nabierają życia. Udaje mi się odwrócić proces! Gośka się uśmiecha zadowolona. Za moim przykładem idą pozostali klubowicze. To niewyobrażalna moc. Po chwili stajemy się znowu sobą. Nagle Ivil, bo jest tam z nami, marszczy brwi i uśmiecha się lekko, jakby się nad czymś zastanawiał. Po chwili na jego plecach wyrastają wielkie, bajecznie kolorowe, motyle skrzydła

<budzę się nagle, jak w amoku>
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Ulcus
Skąd: z krypty
Postów: 1319
Punkty: 2924
O rany.
Zbieram szczękę z podziemi.
Mocne.

Wiewiórko, a myślałaś o tym, żeby pisać scenariusze do komiksów?

Swoją drogą, jesteś jedyną osobą - poza moją Mamą - która przyznała, że się jej śniłam. Tylko czemu jak już występuję w czyimś śnie, to jest to koszmar? ;)

Niezła rzecz.
Mocna jak czerwone malboro o świcie na pusty żołądek.
Człowiek o wąskich horyzontach lepiej widzi to co przed nim.
Offline
Profil
Wiadomość
Postów: 4991
Punkty: 0
Gomora napisał:
Wiewiórko, a myślałaś o tym, żeby pisać scenariusze do komiksów?


Przeszło mi to już kiedyś przez myśl. Podobnie jak pisanie powieści (nawet zaczęłam, kilkanaście, w tym jedną dociągnęłam do prawie 70tej strony), pisaniem scenariuszy do planszówek i karcianek (nawet rozmawiałam o tym z Puszonem z Kuźni Gier), pisaniem własnego RPGa (z kolegą nazbieraliśmy już materiału prawie na 1/4 wspólnego systemu, a potem zapomnieliśmy - choć do dziś uważam, że potencjał miał ;-)), rysowanie komiksów (narysowałam dwie strony, do tej pory uważam, że genialne, ale nikt poza mną jakoś tak nie myśli..), malowanie na płótnie (namalowałam 3 dla matki i rzuciłam w diabły, do tej pory straszą mnie po noach), bycie sławnym muzykiem (spędziłam 12 lat w szkole muzycznej i dupa, od 7 nie wzięłam instrumentu do ręki), bycie wokalistką muzyczną (dograłam do muzyki Endrju 3 próbne wokale a potem wstydziłam się nagrać niepróbne i tyle z tego było), bycie sławnym literatem (napisałam 3 teksty dla Światłocieni po czym wena mi się skończyła i uciekłam) i parę innych twórczych aktywności. Jak widzisz ze mną jest jak z wichurą pod tym względem. Mocne wejście ale stosunkowo jednorazowe. :(

Cytat
Tylko czemu jak już występuję w czyimś śnie, to jest to koszmar? ;)


Nie jestem pewna czy to był koszmar. Miał "koszmarne" momenty, ale dla mnie był jednym z najbardziej emocjonujących snów jakie mi się w tej pustej łepetynie wyklikały w przeciągu ostatniego roku. I cieszę się, że to właśnie Ty, Gosiu. Dawałaś mi we śnie poczucie bezpieczeństwa. ;)

Cytat
Mocna jak czerwone malboro o świcie na pusty żołądek.


Dobrze, że już prawie nie pamiętam co to za uczucie. Rok, miesiąc i trzy dni. :sword2:
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Ulcus
Skąd: Nowa Aleksandria :D
Postów: 729
Punkty: 1596
cudne.. ^^)
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Ulcus
Skąd: z krypty
Postów: 1319
Punkty: 2924
squirel napisał:
I cieszę się, że to właśnie Ty, Gosiu. Dawałaś mi we śnie poczucie bezpieczeństwa. ;)

Jeju, dziękuję...
Dawno mi nikt większego komplementu nie sprawił... :)

A co do Twych zainteresowań, to widzę, że jesteś prawdziwym człowiekiem renesansu :D
Człowiek o wąskich horyzontach lepiej widzi to co przed nim.
Offline
Profil
Wiadomość
Postów: 4991
Punkty: 0
No dobra, ale kto teraz opowie kolejny wielki sen?
Offline
Profil
Wiadomość
Admin
Grimuar
Car Luxurians
Skąd: Medysławowo
Postów: 2109
Punkty: 7812
Hmmm... śniło mi się parę razy coś ciekawego... tylko że większość z tych snów spisałam... i znajdziecie je w Artykułach - Opowiadaniach... Tak, Tak... przyznaję się, te opowiadania są autorstwa bardziej mojej głowy niż mnie... Czy jak to nazwać.

Jeden taki mały, ale dość klimatyczny sen:

Byłam czarnym smokiem. Najpierw walczyłam z ciężko opancerzonym rycerzem. To było łatwe do wykonania. Potem było gorzej - naprzeciw mnie stanął drugi smok: błękitny, o wiele ode mnie większy, potężny. Ale zachęcona pierwszym zwycięstwem zaatakowałam - on z łatwością uniknął ataku, później kolejnego i tak przez dłuższy czas. Co więcej, nie ukrywał, że się przy tym dobrze bawi, gra ze mną w kotka i myszkę. Nie rozumiałam dlaczego, za to zaczynało docierać do mnie, że pokonanie błękitnego smoka może przekraczać moje siły. Poza tym czułam, że wkrótce on przestanie się bawić i zaatakuje na poważnie - nie mam szans z tego wyjść z życiem. Gdzieś coś mi mówiło, że sama go nie pokonam i muszę poczekać na sojusznika. Przybył - czerwony smok. Również mniej więcej mojej wielkości, razem wyglądaliśmy jak dwa jamniki próbujące pokonać wyżła. Ale razem z czerwonym przyszło olśnienie - nie miałam szans przypuścić skutecznego ataku na błękitnego ze względu na jego wyjątkową umiejętność - czytanie w myślach. Dlatego bez trudu przewidywał moje kolejne posunięcia i ich unikał. Co więcej, wyczuwał moją rosnącą niepewność, ciesząc się z niej. Na szczęście czerwony wiedział,jak go pokonać: blokując swoje myśli i intencje i zdając się na naszą własną umiejętność - a ta polegała na tym, że z czerwonym potrafiliśmy działać jak jedna istota, bez porozumiewania się, rozumiejąc się instynktownie, działaliśmy razem i spójnie, jak dwie ręce wyrastające z jednego ciała. Wystarczyło tylko się zgrać.
I tym razem to Błękitny nie miał szans...

-----------------------------------------------------------------

I drugi sen, który zrobił na mnie spore wrażenie:

Siedziałam w kawiarni ze znajomymi. Sądząc po strojach i otoczeniu - był przełom XIX i XX wieku.

Wyjrzałam przez okno: na ulicy stał jakiś człowiek i rozpylał coś z małej buteleczki, wyglądało jak perfumy. Popsikał w powietrze parę razy i szedł dalej, po kilku krokach znowu...

Stopniowo wokół mnie ludzie zaczęli zachowywać się dziwnie, jakby nagle wzięła wszystkich przemożna ochota na seks. ;) Ale z każdą minutą ich szaleństwo rosło, a po chwili większość ludzi wokół zachowywała się, jakby popadli w seksualny amok: zszarpywali z siebie nawzajem ubrania, rzucali się na siebie i bez opamiętania pieścili, by za chwilę... zacząć walczyć. Niepohamowana żądza zaczęła zmieniać się w pełną furii agresję, ludzie, którzy przed chwilą jeszcze chcieli zbiorowo kopulować, rzucili się sobie do gardeł... Stałam przerażona pośród szalejącego tłumu i zaczęłam rozumieć, że to, co rozpylał mężczyzna nie było zwykłymi perfumami...

Nagle chwyciły mnie torsje. Upadłam na kolana pod ścianą i... po prostu zaczęłam wymiotować (blleh, sorry, ale nic nie poradzę że sen był taki niesmaczny ;) ) W momentach, gdy torsje mnie puszczały i podnosiłam wzrok widziałam, że większość ludzi już nie walczy... przerywali nagle walkę, stawali i na moment nieruchomieli, by za chwilę paść martwymi na ziemię. Kilka osób jeszcze walczyło, kilka wymiotowało, jak ja. A ja zdałam sobie sprawę, że zostaliśmy otruci. Tym.. pachnidłem, które rozpylał w powietrzu tamten człowiek... Szykowałam się na śmierć.

Nie wiem, jak długo to trwało, musiałam stracić przytomność. Gdy się ocknęłam, czułam się słaba ale całkiem dobrze. Zdałam sobie sprawę, że żyję... Najwyraźniej zwróciłam truciznę, reakcja organizmu uratowała mi życie. Gdy wstałam na chwiejnych nogach zobaczyłam, że cała podłoga przede mną zasłana była zwłokami. Gdzie nie spojrzałam - trupy. Na ulicy, za oknem, też. Pomiędzy nimi snuło się kilka bladych, wycieńczonych postaci. Więc kilka osób przeżyło, jak ja, ale można było je policzyć na palcach obu rąk.

Pod ścianą siedziała dziewczyna, obok niej ułożona była duża sterta wypełnionych czymś worków. Zajrzałam - książki. Dziewczyna powiedziała, że te książki nie żyją, zostały otrute tak samo, jak ludzie... Martwe książki zapakowała już do worków by je pogrzebać. Wskazała na stojący niedaleko stół: leżało tam kilka tomów. Te książki przeżyły. W porównaniu z ilością książek w workach, było ich równie niewiele, co ocalałych ludzi a trupów...

Podeszłam do stołu. Książki jak książki, nic niezwykłego. Ale jedna rzecz bardzo mnie zadziwiła. Zapytałam się dziewczyny, skąd wie, że te książki żyją? Skąd wie, że te żyją, a tamte, w workach, nie? Czy słychać, jak oddycha książka? Czy da jej się wyczuć puls?

Nie uzyskałam odpowiedzi - obudziłam się. :)

--------------------------------------------------------

Aha, i jeszcze jeden, pt. "Wycieczka do Kraśnika" z dedykację dla Gomorry i Lashla :D

Sen zaczął się całkiem niewinnie: przyjechałam wieczorem do Kraśnika, wysiadłam na dworcu i zapragnęłam dostać się na ul. Urzędowską (jest taka w Kraśniku :) ). Okazało się jednak, że ponieważ jest godzina prawie jedenasta wieczór, nie ma już autobusów jadących w tamtą stronę. Lało jak z cebra i zaczynało być niemiło. Ale na szczęście znalazł się bus, którego kierowca obiecał podrzucić mnie w okolice ul. Urzędowskiej a do docelowego nru domu sama już miałam trafić.
No to jedziemy.
W pewnym momencie bus zatrzymał się, kierowca pokazał mi jakąś opadającą stromo w dół ulicę i powiedział, że jak zejdę nią to tam jest Urzędowska. Podziękowałam i poszłam. Lało tak strasznie, że brodziłam w kałużach po kostki a ulicą w dole płynęła rzeka. Już przestałam się przejmować tym, że przemokła a w glanach mam pełno wody.
Zeszłam w dół, a tam ulica nie Urzędowska, tylko jakaś 1go maja (nawet nie wiem, czy taka w Kraśniku jest). I tutaj zaczęło się robić dziwnie.

Najpierw zobaczyłam przebiegającego przez ulice małego nosorożca. Gdy po chwili zza zakrętu "na pełnym gazie" wypadł rozpędzony, nie prowadzony przez nikogo, niemowlęcy wózek z okropnymi zwłokami w środku, nawet nie bardzo się zdziwiłam. Stwierdziłam, że ten Kraśnik to straszne dziwne miasto.

Potem zobaczyłam idące pod rękę małżeństwo, ludzi starych a jednocześnie widocznie upośledzonych umysłowo. Ale ponieważ byli to jedyni ludzie, którzy w tej ulewie znajdowali się w okolicy, spytałam ich o drogę. Gdy mężczyzna się do mnie odwrócił zobaczyłam, że ma tylko jedno oko a w miejscu drugiego zieje niezgłębiona, mroczna jama. Ale bardzo przyjaźnie stwierdził, że nie, Urzędowska to na górze i muszę zawrócić. Ale, bym się nie trudziła, pojedziemy windą. I w tym momencie zobaczyłam wolnostojącą, niczym budka telefoniczna, kabinę windy, bezpośrednio na ulicy. Zastanawiałam się, jak pojedziemy na górę, skoro winda nie miała szybu ani nie była do niczego podwieszona, ale wsiadłam razem z tym małżeństwem. W środku były tylko 3 przyciski, mimo to jechaliśmy długo a na liczniku migały kolejne numery pięter...Winda nie zatrzymywała się, a ja pomału zaczynałam się poważnie bać...

I obudziłam się. :)



__________
Ostatnio zmodyfikowany przez Selket 2008-08-20 10:05:21

__________
Ostatnio zmodyfikowany przez Selket 2008-08-20 10:10:54
ONE LIFE. LIVE IT.

Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Ulcus
Skąd: z krypty
Postów: 1319
Punkty: 2924
Hehe, bo Kraśnik to takie magiczne miasto :D

Mieliśmy np. dowód na to, że Kraśnik nawiedzają Nieśmiertelni (tacy z Highlandera), kiedy pewnemu zwyczajnemu zjadaczowi razowca z masełkiem jego ukochany wilczur Faficzek przyniósł na ganek równiutko obciętą ludzką głowę...
I nikt do tej pory nie wie, kim był ów osobnik, który głowę stracił...

A snów takich aż Wam zazdroszczę, ja nie mogę sobie przypomnieć nic podobnego z ostatnich czasów. Nawiedzają mnie natomiast od wielu lat niezwykle męczące (przede wszystkim fizycznie) sny podobne do siebie.

Jeden to taki, w którym nagle dociera do mnie przerażająca świadomość, że jestem nago gdzieś w samym środku miasta, więc próbuję się gdzieś schować, ukryć, ale nie mogę: zaczynają mi tak niesamowicie ciążyć powieki, że niewiele jestem w stanie zobaczyć. Idę, po omacku szukając jakiejś drogi usiłując za wszelką cenę otworzyć oczy, ale nie mogę, powieki są jak wieka z ołowiu. Próbuje napinać wszystkie mięśnie twarzy, coraz bardziej przestraszona tym, że nie mogę otworzyć oczu. Wszystko inne nagle przestaje mieć znaczenie, staję nagle na środku ulicy, skrzyżowania, wokół ludzie mnie potrącają, coś do mnie krzyczą, potrząsają mną, wokół krzyki, tłum ludzi, klaksony samochodów, a ja stoję z rękami przy twarzy na siłę palcami próbuję rozewrzeć powieki, ale nie mogę, one są coraz cięższe, coraz mocniej się zasklepiają. I już nagle wiem, że jak zamknę oczy i się poddam, to powieki zrosną się ze sobą i już nigdy więcej nie otworzę oczu. Nagle budzę się z obolałymi wszystkimi mięśniami, jakbym fizycznie przez sen starała się przezwyciężyć niemoc organizmu ze snu.

Drugi powtarzający się sen jest o tym, że gdzieś usilnie muszę dojechać, gdzieś zdążyć i staram się za wszelką cenę dobiec gdzieś na czas. Gdzie, po co - tego nie wiem, ale poraża mnie świadomość, że jeśli nie zdążę, stanie się coś strasznego. Biegnę więc, zatrzymuję samochody, usiłuję dostać się do autobusów, pociągów, zaczepiam ludzi z prośbą o podwiezienie - i nikt nie chce mi pomóc. Narasta we mnie panika, więc już nie szukam innych środków transportu, tylko biegnę, wciąż biegnę przed siebie, coraz bardziej zmęczona, ostatkiem sił - i już wiem, że nie zdążę. Nagle pod stopami otwiera mi się ziemia, a ja spadam w bezdenną otchłań i budzę się nagle we własnym łóżku.

A tak na marginesie, Selket, Twój opis wydarzeń ze snu jest niezwykle oniryczny :D:
Selket napisał:
Przybył - czerwony smok. [...] razem wyglądaliśmy jak dwa jamniki próbujące pokonać wyżła.
Człowiek o wąskich horyzontach lepiej widzi to co przed nim.
Offline
Profil
Wiadomość
Admin
Grimuar
Car Luxurians
Skąd: Medysławowo
Postów: 2109
Punkty: 7812
No tak, sny takie jak oba, które opisałaś, znam boleśnie dobrze. Tzn. w pierwszym przypadku to raczej chodzi o wychodzenie gdzieś nago, np. wychodzę na scenę tańczyć i zdaję sobie sprawę, że od pasa w górę jestem naga, bo zapomniałam się ubrać :D Takie z oczami to nie pamiętam, by mi się zdarzyło. No i problem z dotarciem gdzieś - równie dobrze mi znany... :/

==> Gosiu, jeśli chodzi o jamniki i wyżła - kompletnie nie pamiętam, dlaczego akurat takiego porównania użyłam. Może takie właśnie wrażenie wyniosłam ze snu. :)

A co ze snami związanymi z naszym aktualnym zajęciem?
Mnie się jakiś czas temu przyśniło takie coś:

do pewnej wypasionej kliniki weterynaryjnej, w której robiłam staż, przyprowadzono słonia na badanie EKG. Niestety, wyniki były niezbyt dobre, słoń miał zniszczone zdrowie bo pracował w kopalni (!) :D Klinika była świetnie wyposażona, tak dobrze, że jak poszłam do toalety to się okazało, że mają nawet papier toaletowy ze złotego papieru!

Jakieś pomysły na interpretację? :sword2:


__________
Ostatnio zmodyfikowany przez Selket 2008-08-20 16:38:00
ONE LIFE. LIVE IT.

Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Crusta
Skąd: Puławy/Lublin
Postów: 1861
Punkty: 4356
Sny związane z aktualnym zajęciem?

Jak tylko mnie przenieśli na kuchnię miałem totalnie przewalony tydzień. Roboty na maksa, a człowiek się dopiero uczy co i jak. Po kilku godzinach wracało się masakrycznie zmęczonym i człowieka szlak trafiał.
Pewnego dnia miałem mieszaną zmianę, znaczy się pracowałem w godzinach 8-12, 16-22. W tej kilku godzinnej przerwie wróciłem do karawanu, walnąłem się na wyrko i leżałem przysypiając. Już byłem w fazie, gdzie zaczynają się różne dziwne wizje włączać i poczułem się jakbym znów był w kuchni. Stałem przy zmywaku, w moim ręku talerz, czułem obolałe dłonie, a na stole koło mnie piętrzyły się talerze.
Dzięki bogu do karawanu przyszedł Krzysiek i mnie obudził...


Inny sen z mojego tutaj pobytu, chociaż nie do końca z nim związany. Niestety sprzed jakiegoś miesiąca i nie cały dane mi było zapamiętać do dzisiaj.

Trwał kolejny globalny konflikt i jak to Nam-Polakom zawsze było dane, prowadziliśmy wojnę z Niemcami. Razem z Krzyśkiem (mój współlokator w Lublinie i osoba, z którą tutaj jestem) walczyliśmy po Naszej stronie. Gdy siłom polskim udało się ustabilizować front, ruszyliśmy pomóc Czechom, którzy póki co nie mieli tyle szczęścia.
(Niestety to jest bardziej zamazany fragment snu. Przechodząc do momentu, który lepiej pamiętam.)
Postanowiłem wrócić do domu i zobaczyć jak się trzyma moja rodzina, zatem wziąłem z czeskiej jednostki rower i ruszyłem do domu.
Puławy leżały w gruzach. Gdy dotarłem na moją ulicę zobaczę, że mój dom to sterta gruzów, jedna wielka ruina, w której kamień na kamieniu nie pozostał. Gdzieniegdzie kręcili się ludzie i ktoś podszepnął mi, że moja rodzina mieszka teraz u sąsiadów, a zatem tam właśnie się udałem.
Drzwi otworzyła mi matka. Jednak nie była to kobieta, którą pamiętałem. Wyglądała jakby jej przybyło ze 30 lat, przygarbiona, brudna, z mocno pomarszczoną twarzą. Niesamowicie się cieszyła na mój widok. Myślała, że nie żyję. Od razu zaciągnęła mnie do reszty rodziny. Moja babcia niestety nie przeżyła wybuchów, których doświadczyło miasto. Ojciec siedział w czymś co kiedyś było ogrodem. Siedział oparty o płot, podobnie jak matka przygarbiony, jednak wyglądał jakby miał już ze sto lat, a do tego nie miał zębów, co wydawałoby się normalne dla osoby w tym wieku na jaki wyglądał, ale wiedziałem, że tyle nie miał.
Następnie matka zaprowadziła mnie do siostry, ale ostrzegła mnie abym się nie przeraził.
Moja siostra siedziała w resztkach piaskownicy, przytulając do siebie jakąś przypaloną lalkę. Na jej łysej głowie widać było resztki włosów. Jak się dowiedziałem, niedaleko uderzyła bomba atomowa i wszyscy cierpią na chorobą popromienną.
Uciekłem stamtąd jak najszybciej. Wsiadłem na rower i pojechałem do najbliższej jednostki wojskowej aby zrobić coś dla rodziny. Poprosiłem o lodówkę i powiedziano mi, że niedługo będzie dostarczona.
Wyszedłem i nie wiedziałem co robić. Byłem przerażony. Do rodziny czy z powrotem do jednostki?
Obudziłem się.

tvn24: "naukowcy odkryli odległy o setki lat świetlnych układ słoneczny zadziwiająco podobny do naszego, na miejscu jest nasz reporter..." (Bash)
Offline
Profil
Wiadomość
Odpowiedz