Regulamin 
Profil
Wyszukaj
Idź do strony:
Odpowiedz
Miałem sen. Wielki sen...
Grimuar
Kapituła
Moderator
Ulcus
Postów: 988
Punkty: 2390
Miałam sen dziwny, wielowątkowy i pogmatwany, dużo podróży, przemieszczania się z miejsca na miejsce, aż docieram z dwoma nierozpoznawalnymi, ale przyjaznymi mi osobami do świątyni.

Olbrzymia katedra przytłacza mnie strzelistymi oknami przez które wpada dziwne żółto-zielone światło. Idę środkiem i widzę, że wnętrze świątyni otwiera się przede mną jak rozpruty brzuch, z którego leje się strumień krwi. Patrzę pod nogi, podłoga zmienia się w szeroką, ale płytką rzekę, w której we krwi unoszą się setki fragmentów ludzkich ciał. Nie czuć żadnego zapachu. Idę brzegiem w górę rzeki, ściany świątyni rozmywają się, aż widzę już tylko rzekę płynącą przez pustkowie. Światło słońca staje się pomarańczowe. Zaczynam rozumieć, że ciała płynące rzeką, to ludzie, którzy wierzyli w boga, którzy zostali zabici, zginęli, umarli.. Przechodzę przez rzekę i widzę niewielkie wzniesienie tuż przy drugim brzegu. Na szczycie, w ziemię powbijane są kije, a pośród nich sterczy przekrzywiona, groteskowa imitacja krzyża, poprzepalanego gdzieniegdzie i dziwnie zdeformowanego, tak, że na szczycie zdaje się być widać coś na kształt oczodołów. A być może na szczycie zatknięta jest też czaszka jakiegoś zwierzęcia. Nie wiem, bo gdy zbliżam się coraz bardziej zaczynam odczuwać ogromną moc tego miejsca. Ono czuje, albo raczej jest chaosem skondensowanych emocji, tak intensywnych, że prawie namacalnych. Powietrze robi się ciężkie i gęste. Czuję ciężar, który opada na mnie i przygniata do ziemi. Nie jestem z stanie się ruszyć. Boję się, że zostanę tu tak na ziemi odczuwając lęk, który nigdy nie zniknie. Boję się też, bo czuję, że miejsce oczekuje nadejścia czegoś. Próbuję analizować ciężar i zrozumieć czym dokładnie jest i czemu służy właśnie tu. Ale to nic nie zmienia. Odczuwam tylko lęk przed siłą, której nie rozumiem.

dziwnie złowieszcze to było
Offline
Profil
Wiadomość
Postów: 4991
Punkty: 0
Jestem jakaś dziwna dziś. :-)

Dziadek Morfeusz zafundował mi taką jazdę, o jakiej nie sądziłam, że jestem w stanie sobie sama ją wyśnić. Od wielu lat nie zostałam zbombardowana snem bez jakichś strachów czy dziwactw, snem ciepłym, bezpiecznym, takim z którego obudziłam się wesoła i wypoczęta. W zasadzie nie miał żadnej fabuły, ale byli w nim sami mili ludzie, cudowne słońce, góry i odludzia, lasy, przyjazne zwierzątka, uśmiechnięte szczodre panie, przystojni opiekuńczy panowie i nawet ja sama w swoim śnie dobrze się ze sobą czułam.
Co jest absolutnym fenomenem, bo zazwyczaj w snach nie do końca nawet jestem sobą.

Dziękuję Ci Sandmanie. Taki sen daje nadzieję, że być może nie spisałeś moich nocy tak całkiem na straty. :-*

PS: A, zapomniałam, sen tak mnie wciągnął, że 2x przestawiłam budzik, żeby nie musieć z niego całkiem się otrząsać i niniejszym jestem zaspana i spóźnię się do pracy. ;-)
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez 2010-04-06 06:45:09
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Kapituła
Moderator
Ulcus
Postów: 988
Punkty: 2390
Ja wiem od czego to - przejrzałaś tą piękną i pełną bajkowych stworków i krain książeczkę obrazkową wczoraj i trzymałaś w ręku stworka zrobionego przez Nornika!
Offline
Profil
Wiadomość
Postów: 4991
Punkty: 0
Tak, to na pewno dlatego. :-)
Albo przez wermut z karotką. ;]
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Ulcus
Skąd: Chełm/Lublin/reszta świata
Postów: 1077
Punkty: 2309
Nie wiem, czy to wczorajsza prelekcja otworzyła mi łeb, czy co...

Ogólnie śniły mi się jakieś prace archeologiczno-konserwatorkie. Przed wielką katedrą, która była używana jako obora (uczyłam się doić krowy, mimo że normalnie umiem ^^';). Btw. pamiętam tylko dwie sceny:
- krótka scenka gdy rozkopywaliśmy z ludźmi (nie pamiętam większości)próg, w który wrósł jakiś korzeń. Wszyscy mówili, żebym to zostawiła, że to się zaleje kwasem, ale ja nakopałam dziurę, wyciągnęłam wszystkie korzenie, znalazłam skąd prowadzą i się to wycięło. Wtedy dostałam ochrzan za "marnotrawienie czasu".
- drugi fragment snów to pomysł Biołych. Otóż porozkopywali trawnik, z którego mieliśmy zedrzeć trawę, coś wsadzając w niektóre miejsca i łącząc to kablami. Mnie się wydawało, że wiem, co robią, więc kiedy podali detonator "szefowi" tej operacji (nie kojarzy mi się z jakąśkolwiek konkretna osobą) i zaczęli uciekać, pocięłam z buta za nimi. Zaraz za nami rozległ się genialnie wielki wybuch... Potem scena, jak siedzimy we troje w jakiejś knajpie paryskiej z czasów świetności bohemy: Bioły w garniturze i białym szaliku na szyi, Dorota w sukni i weneckiej masce, ja sama nie pamiętam, ale też coś pasowałam. I naradzaliśmy się, czy wrócić.
Z tego co kojarzę, wróciliśmy zobaczyć efekty detonowania trawy, ale tego już nie pamiętam dobrze...
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Moderator
Crusta
Skąd: Frederiksberg
Postów: 1726
Punkty: 3858
Jak widać, wczorajszy Bioły - zblazowany, w szaliku i berecie, prowadzący odczyt na wieczorku poetyckim - był jednak zbyt szokujący. Teraz się śni ludziom po nocach.

:P
"Nie ma żadnej drogi do szczęścia. To szczęście jest drogą." (Budda Siakjamuni)

Unhallowed Metropolis
Offline
Profil
Wiadomość
Postów: 4991
Punkty: 0
Śniło mi się, że w środku zimy z 20-stopniowym mrozem nagle wystąpił taki dzień (a była to niedziela, 5 grudnia), że nagle temperatura skoczyła do +30 i wszędzie zaczęły zakwitać kwiaty, miliony kwiatuszków, liście rozwinęły się na drzewach, zieloniutka trawa pokryła trawniki, słońce świeciło, ptaszki śpiewały a małe wiewiórki skakały po drzewach.

A potem znowu spadła temperatura i śnieg i wszystko umarło. I wtedy się dopiero zaczęła jazda, ale lepiej nie będę jej opowiadać, bo to był jeden z najbardziej chorych snów jaki miałam.
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Ulcus
Skąd: Chełm/Lublin/reszta świata
Postów: 1077
Punkty: 2309
Zastanawiałam się, gdzie to zamieścić, jako że sen dotyczył Lost Days, ale był tak pokręcony i nierealny, że jednak traktuję go jako sen, a nie zapowiedź :P

Wszystko zaczynało się szykowaniem do pleneru. Mieliśmy wynajęte coś w rodzaju sali gimnastycznej w jakiejś szkole. Po obu stronach były rzędy ławek i krzeseł,ludzie się szykowali, walały się stroje, kosmetyki. Z osób, jakie pojawiły się w tej części snu pamiętam Squirel (w powyciąganym swetrze i jeansach, orgowała wszystkim), Jacę (przymierzał chyba ze 6 różnych cylindrów i nie mógł znaleźć odpowiedniego do płaszcza) i pomagającą mi wybierać ciuch Evitę. Potem była jeszcze Akashne, która przyniosła mi gorset-kamizelkę.
W ogóle ta część snu skupiła się właśnie na moim stroju, a właściwie problemach z nim. Bo tu odgrywaliśmy jakieś istniejące w przeszłości postacie i nie miałam tego, czego chciałam. Pamiętam, że od błękitnej spódnicy z turniurą i czerwonego żakietu (ale mieszanka...) przeszłam do ceglastego koloru kompletu ze spódnicą "syreni ogon" i właśnie tym gorsetem-kamizelką i że podobno było to wypożyczone z muzeum.

Następna część snu dzieje się na ulicach miasta, ale tonie jest Lublin. Lublin nie ma wysokich,gotyckich katedr co krok, po Lublinie nie jeżdżą starodawne tramwaje, Lublina nie zasnuwa mgła.
Szłam, spóźniona, z kilkoma panami. Kojarzę wśród nich Jacę i Filipa Ginalskiego, ale było ich jeszcze kilku. Nagle widzę nadjeżdżający tramwaj, ledwo go widać zza mgły. Wiem, że jedzie przy budynku, gdzie kiedyś mieszkała grana przeze mnie postać. Przepraszam chłopaków i biegnę, ale kiedy dobiegam, tramwaju nie ma. Nie istniał nigdy - był widmem.
W tym momencie dobrze wiem, jak wygląda budynek, gdzie miałam pojechać tym tramwajem. Wysoka, rozpadająca się kamienica z przeszkloną klatką schodową - znam ten budynek z jednego z wcześniejszych snów, z tym że wtedy spełniał zupełnie inna rolę. Zaczynam się bać.

Mam świadomość, że naokoło nas krążą fotografowie, ale nie widać ich. Jaca bierze mnie pod rękę i proponuje iść do kościoła. To wielka, zrujnowana gotycka katedra. Idziemy ekipą przez cały środek, do pierwszych rzędów po lewej. Trwa msza, która prowadzi ksiądz-punk, o niebieskich włosach, z kolczykami w całej twarzy i pancerzami-szponami na palcach. Siadamy obok zbiorowiska bladych i sinych rusałek, topielic, demonów. To inni uczestnicy LostDays, kościół miał być plenerem, ale księdza miało nie być. Tak samo jak ludzi na mszy. Ksiądz odwraca się do nas, wyzywa nas od szatanów i każe opuścić te święte miejsce. Trochę się kłócimy, ale w końcu całą ekipą wstajemy i wychodzimy bocznym wyjściem.

Następnie idziemy do ogrodu-parku, bardzo podobnego do tego, jaki znam z rodzinnego Chełma - wielkie pustki, gdzieniegdzie drzewa i krzewy, puste alejki. Ustawiamy się tam parami wzdłuż jednej z alejek - ja dostaję za partnera nieznajomego mi, bardzo wysokiego i chudego mężczyznę o twarzy z białym makijażem. Trochę przypomina Biołego z twarzy, ale jest o wiele wyższy i ma czarne włosy. Zaczynamy tańczyć walca, powoli schodząc z pagórka. Mój towarzysz zaciąga mnie w boczną alejkę, następnie znikamy za zasłoną drzew, we mgle. Zdaje sobie sprawę, że tak umarła moja postać, zabita w lesie przez upiora...


Budzę się.
Offline
Profil
Wiadomość
Odpowiedz