Regulamin 
Profil
Wyszukaj
Idź do strony:
Odpowiedz
Ulice Miasta
Lublin Pod
Papula
Postów: 25
Punkty: 50
Coś wyszło z otchłani... wspomnienie tych słów rozbrzmiało w głowie króla, gdy mnich skończył mówić.

Twe słowa smutkiem napełniają me serce, aczkolwiek rad jestem słyszeć iż przybywacie nas wspomóc, gdyż tak odbieram waszą wizytę. Proszę was zatem, udajcie się w raz ze mną do mej aktualnej siedzimy gdzie rozmówimy się na ten temat.

Odwrócił się kierując spojrzenie na Handlarza Opowieściami stojącego w tłumie.

Nubuku Czysty. Znajdź proszę Sędziego i Kata po czym przybądźcie do mej wieży. Powinniście przy tym być.

Madame. Przekaż proszę Ojcu i Carowi, że mogą dołączyć i posłuchać jeśli zechcą. Rzucił w stronę zgromadzonego tłumu.

Przeniósł spojrzenie z powrotem na mnicha. Sugeruje zatem byśmy udali się do mego domostwa. Zapraszam.


Pewne jest, że wprost proporcjonalnie do rozwoju osady potrzebne były nowe rozwiązania techniczne, które utrzymywały osadę czy później już miasto, na tym właśnie poziomie. To forma standardu czy jak kto woli, niezbędnego luksusu.
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Triada
Postów: 80
Punkty: 160
Thairessa:
- Nuuuubuuuuk... - zawyła, znudzona. - Chodźmy już... On cię chyba nie chce słuchać...
Wyraźnie się jej nudziło. Zwłaszcza, że znowu naburmuszyła się, tym razem na tę "wiedzę dzieci". Sama przecież była dzieckiem.
Wyjrzała w kierunku wskazanym przez Franza. Drgnęła.
- Nubuk... Przecież ja to widziałam... Procesja... Mówiłam ci...
Zadrżała, i to silnie. Jakby się wystraszyła.

Nubuk:
Czysty, stojąc w tłumie, przyglądał się zgromadzeniu. Prostował się i wyciągał głowę w górę, byle tylko widzieć, co się dzieje. Przed jego oczami, w powietrzu, wirowała siedmiokątna dwudziestopensówka. Chociaż wokół było ciemno jak pod ziemią, przy każdym obrocie moneta uśmiechała się do niego srebrnym błyskiem. Pieniążek powoli, jakby wbrew czasowi i grawitacji, zbliżał się do ziemi... Nagle jego obroty zaczęły zwalniać, aż zamarł przed oczami Nubuka, a odbijające się światło nie pozwalało odczytać symboli na jej powierzchni. Skrzekliwy głos w uszach Nubuka wypowiedział dwa słowa:
Stary przyjacielu...
Szponiasta dłoń chwyciła go za kark. Pazury lekko kaleczyły skórę. Ręka uniosła go, jak małe kocię...

Uśmiechnął się, kiedy Trinovantesa nazwał siebie królem Miasta Cieni. Utkwił wzrok w plecach Pana-na-Wieży, tego, który za często był ostatnio wspominany, a za rzadko widywany w swoim regnum.
- Czy stanie się Królem? Jak myślisz? – Handlarz powiedział w przestrzeń, nie zmieniając wyrazu twarzy ani pozycji.
Ludzie instynktownie rozsunęli się, byleby nie stać tuż przed Krążcą. Od tego miejsca bił straszny, nienaturalny chłód. Choćby mieli stać na głowie, nie chcieli znaleźć się tam, gdzie była niedostrzegalna, eteryczna postać.
Kilka osób odwróciło się, słysząc te słowa, wypowiedziane z autentycznym zaciekawieniem. Nikt się nie odezwał, na twarzach malował się szok i strach. Ktoś spiorunował bezczelnego jegomościa w kapeluszu wzrokiem. Nikt nie zwrócił uwagi na to, że w szmery w tłumie wmieszał się łagodny wiatr, w którym ktoś uważny mógłby usłyszeć słowa wypowiedziane szeptem oraz czyjś śmiech...
- Ale ten szaleniec jest w tej chwili pewnym gwarantem porządku i pokoju. Ma siłę wystarczającą do wprawienia Miasta Cieni w ruch. Jeśli pomogą mu... Ludzie. – na ostatnie słowo padł dziwny akcent, jakby miało ono jakieś szczególne znaczenie, a nie oznaczało kogokolwiek z tych, którzy stali wokół.
Ta wypowiedź wywołała jeszcze większe zaskoczenie niż poprzednia. Szaleńcy nie są niczym nowym w Lublinie Pod, ale ktoś rozmawiający z samym sobą na środku tłumu? Kawaler we fraku obejrzał się, żeby upewnić się, że nikt nie mówił do stojącego za nim dziwaka, starsza dama podniosła binokle do oczu, by lepiej przyjrzeć się temu człowiekowi, na twarzy którego delikatna sieć zmarszczek wokół oczu przeczyła młodzieńczym rysom...
- I to będzie zadanie dla Czystego, jeśli tylko będzie miał na czym budować...
Grubawy jegomość nachylił się do swojej towarzyszki, by wyszeptać jej do ucha parę poufnych słów, potwierdzonych złośliwym uśmieszkiem. Zawtórował mu nerwowy chichot panny zasłaniającej twarz wachlarzem.
- Tak to już jest... Najwyraźniej po to jestem potrzebny. Mało kto to zauważa. Ja nie mam innego wyjścia. Ciekawe, co sądzi o tym Chłoptaś...
Niektórzy zaczęli zastanawiać się, czy lepsze widowisko jest przed Absyntem, czy tutaj, tuż obok...
Wtem Pan-na-Wieży zwrócił się do w do Krążcy. Tłum rozstąpił się, jakby spojrzenie Trinovantesa rzucało pioruny. Szepty nasiliły się, ktoś musnął dłonią płaszcz Czystego, który podobno miał moc wskrzeszania zmarłych...
- Oczywiście, przekażę zaproszenie braciom. Czy jesteś pewien, że to wszyscy, którzy powinni się tam znaleźć? Czy nie powinieneś zaprosić jeszcze Sumati? - Czwarty mówił niezbyt głośno, ale chociaż nie było go w słowach, w głosie była ledwie dostrzegalna nutka szacunku.
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez Nubuk Czysty 2008-12-31 15:53:31
Lubelski Pod-Nad-Krążca, Handlarz Opowieściami i Innym Towarem Jakimkolwiek
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Papula
Postów: 25
Punkty: 50
Nie odpowiedziała na mój poprzedni apel. W obecnej sytuacji nie mam zatem zamiaru zapraszać jej ponownie. rzucił już nie odwracając się do Nubuka.
Pewne jest, że wprost proporcjonalnie do rozwoju osady potrzebne były nowe rozwiązania techniczne, które utrzymywały osadę czy później już miasto, na tym właśnie poziomie. To forma standardu czy jak kto woli, niezbędnego luksusu.
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Triada
Postów: 80
Punkty: 160
- Niewiele spraw Pod jeszcze ją obchodzi. Ale uważam, że jej wiedza i moc może być potrzebna. Nie powinieneś tak szybko skreślać ludzi, królu... - delikatny uśmiech wstąpił na twarz Nubuka, kiedy patrzył Trinovantesowi prosto w oczy.
Lubelski Pod-Nad-Krążca, Handlarz Opowieściami i Innym Towarem Jakimkolwiek
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Lublin Pod
Postów: 55
Punkty: 112
Obserwowała Króla. Tak chciała, żeby choć na nią spojrzał, żeby...

Stała i obserwowała.
Czekała.
Zrozumiała - taka musi być jej rola - stać w cieniu i czekać na swoją kolej. I wykorzystać czas, który będzie miała, tą krótką chwilę między jedną Bardzo Ważną Sprawą a drugą. Nie było to łatwe do przełknięcia, ale taki już jej los. Musi się z tym pogodzić

Z drugiej strony - to dawało jej czas, czas który mogła - musiała! - dobrze wykorzystać. A przecież były nierozwiązane sprawy, projekty które wciąż czekały gdzieś na granicy świadomości, poza horyzontem...

Ale powoli, powoli - na wszystko przyjdzie czas. Musi się najpierw nauczyć najprostszych rzeczy, żeby potem przejść do tego, co mogło się pojawić.

I musiała znaleźć Albrechta - On mógł ją nauczyć tego, czego potrzebowała. A żeby go znaleźć, musiała zapytać charonity...
Rozejrzała się - jedyna droga wiodła przez pusty krąg, w środku którego przebywał Król. Nie, tą drogą pójść nie mogła, musiała czekać. Skupiła się ponownie na przedstawieniu, które chłonęli zgromadzeni przed Absyntem mieszkańcy Miasta Pod.
"Każda wystarczająco zaawansowana Technologia jest nieodróżnialna od Magii"...
..."Każda technologia odróżnialna od magii jest niewystarczająco zaawansowana"
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Ulica
Postów: 68
Punkty: 139
Czekała, aż Nubuk zakończy debatę z Trinovantesem, żeby sobie poustalali, kogo zapraszać i gdzie, a kogo niekoniecznie. Musiała przyznać, że się nudziła. Cała ta polityka była nużąca, a przymus bycia blisko Krążcy stawał się momentami nieznośny dla Dziecka Ulicy. Ignorując odsuwanie się i niezrozumienie otaczających osób, usiadła sobie, swoim zwyczajem ostatnim, w powietrzu, zakładając niezbyt udolnie nogę na nogę. Obserwowała swoją rękawiczkę, jakby była najbardziej pasjonującą rzeczą na świecie.
A jednak czuła niepokój, a nie tylko znudzenie. Podenerwowanie, zmartwienie, obawę. Zbagatelizowałaby to pewnie, przecież ile razy teraz czuła się dziwnie, od czasu, gdy wizje nabrały większego pogmatwania, a jej psychika zyskała wolność od własnego ciała, ale zależność od innej osoby?
Nagle coś ukłuło ją, zabolało. Poczuła się dziwnie, ogarnęło ją zimno. Wróciło wspomnienie, jakże inne od wizji...

Była już zmęczona całym dniem. Zamartwianie się o rozpadające się miasto, poczucie bezsilności, bieganie na oślep... To, że jak zwykle rzadko kto ją słuchał, poza tą egzotyczną damą, Nubukiem i... I tym Czymś, co właśnie się podsiadło. Niesamowita istota, podobno pieszczoszka Sumati, usiadła tuż przy Thairessie na schodach. Dziecko Ulicy uważało, że to spokojne i bezpieczne miejsce, poza odsuwaniem się na boki, żeby nie być zdeptaną, nie było kłopotów.
Nubuk kazał uważać, tak. Ale była zbyt zmęczona. Jej słowa, jak i ochrypły szept Gargoyli mieszały się w jej wspomnieniach, tworząc nieodgadniony szum. Szept, cisza, znów szept... Nuta tak usypiająca... I te dziwne uczucie chłodnych palców na szyi... Jakby szponów może...
Szpony? Na szyi?
I ten ból. Niemożliwy do opisania; zresztą, rozryte gardło nie wypowie ni słowa, by opowiedzieć, nie zawołają usta, z których odpływa krew. Czerwona, gorąca posoka plami ubranie, zalewa schody. Thairessie zimno, czuje uciekające życie. Mroźny dotyk na plecach, niczym kostka lodu sunąca w dół...


Przerażona Thairessa zaczęła krzyczeć.
Uduchowione Dziecię Ulicy... Tylko nieliczni ją słyszą, jeszcze mniej widzi
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Vesiculum
Skąd: Pod
Postów: 32
Punkty: 67
Charonita wstał z zimnego bruku. Sam nie wiedział przez jak długo się tam znajdował. 5 minut? Godzinę? Dłużej? Czas, jak zwykle zresztą, nie odgrywał roli. Długi czas szedł bez celu patrząc, jak kocie łby uciekają mu spod butów.

Dużo myślał. Zastanawiał się, czy jest tu jeszcze dla niego miejsce. Może najwyższy czas odejść? Zamknąć się w swoim zimnym, małym sklepie i nie pokazywać się światu.

"Zupełnie tak, jak Konstantyn w swoim ogrodzie..." przeszło mu przez myśl.

Jego zamyślenie przerwał niecodzienny widok. Grupa mieszkańców Miasta stała zgromadzona wokół przybyszy. Tak, na pewno nie wywodzili się stąd. Porcelanowe Serce przystanął na uboczu tuląc do siebie swoją ukochaną i zaczął przysłuchiwać się rozmowie.
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Miasto Cieni
Postów: 59
Punkty: 118

Wychodząc z warsztatu Alberta czuła jeszcze rozbawienie, przypominając sobie wymianę zdań pomiędzy Bajarzem a Niemcem. Z przyjemnością zaciągała się dymem papierosa z Nad, stanowiącego w Mieście Cieni niemałą rzadkość.

Jej uwagę zwrócili liczni gapie zgromadzeni wokół dziwnych mnichów i człowieka, w którym rozpoznała Pana-Na-Wieży. Bracia nie wyglądali na dobrotliwych i łagodnych, tym bardziej więc postanowiła się przyjrzeć bliżej zgromadzeniu. Wmieszała się w tłum, łowiąc urywki docierającej do niej rozmowy.
- Trybunał ma bowiem podstawy sądzić, że Kraina ta znajduje się w znacznie większym niebezpieczeństwie... – ton dzierżącego płonącą pochodnię mnicha, wspartego na rzeźbionym kiju, był silny i pewny.

„Jaki Trybunał, do cholery?” – przemknęło jej przez myśl. Spoglądała na dumny profil i mocno zarysowaną szczękę ogolonego na łyso pielgrzyma. – „Co to ma być, jakaś Święta Inkwizycja?”

Głos Trinovantesa rozbrzmiał wśród tłumu. Słuchała, wydmuchując w niebo dym z papierosa. Wiatr, rozwiewający niebieskawy obłoczek tytoniu, porywał też część słów Króla.
- Twe słowa smutkiem napełniają me serce... przybywacie nas wspomóc... Proszę was zatem... siedziby, gdzie rozmówimy się na ten temat.
Pan-Na-Wieży podniósł głos, kierując słowa do Krążcy, którego wraz z towarzyszącym mu Franzem, dostrzegła w tłumie gapiów.
- Nubuku Czysty. Znajdź proszę Sędziego i Kata po czym przybądźcie do mej wieży. Powinniście przy tym być.
Złowieszczy uśmiech przemknął po jej twarzy.

Czas niemal zamarł, kiedy kciukiem wysłał w powietrze monetę. Szybkie obroty uniemożliwiały wyczytanie odpowiedzi jeszcze przed zetknięciem ze stołem. Podążali za nią wzrokiem, by od razu widzieć na którą stronę spadnie. Metaliczny brzęk w tym momencie przypominał dźwięk dzwonu, a nie pieniążka, który uderza w stół. Marka odbiła się po raz drugi... Po trzecim zaczęła się obracać, niemal stojąc na krawędzi. Niemal. Powoli zbliżała się do nich w dalszym ciągu niejasnej odpowiedzi. Świat skurczył się w jednej chwili do wirującej na brzegu blatu monety.

Trinovantes mówił dalej.
- Madame. Przekaż proszę Ojcu i Carowi, że mogą dołączyć i posłuchać jeśli zechcą. -rzucił w stronę tłumu. Nigdzie wśród zgromadzonych nie dostrzegła Czerwonej Pani. Teraz już nie ukrywała uśmiechu, w którym rozciągnęła usta. „Oto mówi Król.” – pomyślała. Wiedziała, że słowa tak czy inaczej dotrą do uszu Madame, chociażby za sprawą którejś z jej dziwek, stojących wśród zebranych. Przez myśl przemknęło jej jeszcze, w jaki sposób Pani dyplomatycznie przekaże dwóm do niedawna tak bardzo znaczącym ludziom, dumne słowa Trinovantesa i jak zwielokrotnione stugębną plotką za kilka dni brzmieć one będą w ustach któregoś z gniewnych i zgorzkniałych mieszkańców Miasta Pod.

Władca-Na-Wieży przeniósł spojrzenie z powrotem na mnicha.
- Sugeruję zatem byśmy udali się do mego domostwa. Zapraszam.

Tłum zafalował.

Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Postów: 70
Punkty: 215
Sugeruje zatem byśmy udali się do mego domostwa. Zapraszam. - słowa Trinovantesa utonęły wśród dźwięków generowanych przez zaaferowany tłum. Tym większy szum wywołały kolejne słowa, tym razem padające z ust przybyszów, słowa dla zgromadzonego u podstaw mównicy ludu tak aroganckie, a jednak wypowiedziane tak szczerze i niemal dobrodusznie, że nikt chyba nie był pewien co dokładnie powinien o nich myśleć.



- Wybacz, Królu, ale obawiam się, że to niemożliwe... - powiedział z łagodnym uśmiechem Bernard z Hathersage - Wieża Twa, jak obaj dobrze wiemy, znajduje się pod miażdżącym autorytetem Twej królewskiej woli a nam przedstawicielom Trybunału nie wolno ryzykować niepowodzenia misji pod żadnym, nawet związanym z panującą tutaj etykietą, warunkiem. A ponieważ mamy powody przypuszczać, że niektórzy mieszkańcy miasta znajdują się pod wpływem... - tu zawiesił głos i powiódł lśniącym wzrokiem po zgromadzonych, a każdemu zdawało się, że na chwilę zatrzymał spojrzenie na nim, spojrzenie, które mogłoby przewiercać na wylot - ...wpływem, woli i myśli kogoś kto zrobiłby wszystko by zniszczyć mnie i moich braci w jednej chwili w której byłoby mu to umożliwione, nie zdecydujemy się więc odwiedzić miejsc mocy... Proszę Cię zatem, abyś Ty i inni możni Miasta Cieni, którym zależy na jego przetrwaniu, udali się wraz z nami do Wielkiej Biblioteki, gdzie w spokoju porozmawiać będziemy mogli o niebezpieczeństwie czającym się w mroku.
Tu zamilkł, a brat jego pierwszy nie czekając na odpowiedź, wnet zadzwonił dzwonem i ruszył po schodach w dół mównicy. Tu przystanął, czekając na pozostałych mnichów, a nim Bernard zarzucił z powrotem kaptur i uczynił krok, rzucił jeszcze w tłum tajemnicze słowa:
- Niechaj nie boją się do mnie przyjść ci, którzy potrzebują pomocy lub wybawienia... - po czym ruszyli już wszyscy trzej przez rozstępujący się niczym rzeka tłum, ku budynkowi Wielkiej Biblioteki...




Kornika ubawiło całe przedstawienie. Skulony pod swym kapturem obserwował poczynania mnichów i innych zgromadzonych u stóp mównicy ważniaków, zastanawiając się czy ktoś w ogóle zorientował się, że na powrót pojawił się na ulicach miasta. Jego ukrytą w cieniu twarz rozjaśnił uśmiech, kiedy brat wypiął się na Chłoptasia-z-Wieży, za nic mając jego nadęte zaproszenia do wielce-królewskiej siedziby. Kornik wyjął pomiętego skręta, zapalił go i zaciągnął się mocno. Dookoła niego uniósł się śmierdzący starym, niedosuszonym tytoniem, dym. Kornik mocniej owinął się płaszczem i kiedy mnisi poszli w stronę Wielkiej Biblioteki, ruszył w sobie tylko znanym kierunku w poszukiwaniu Cara. Na pewno ucieszy się, gdy go zobaczy i doniesie mu cóż takiego dzieje się dziś na Ulicach Miasta.



Gargoyla radowała się wewnątrz swego zimnego, złego serca a na jej twarzy wykwitał wyraz zadowolenia. Niezauważona pokonała, na wpół małpio skacząc, na wpół unosząc się dzięki swym skórzastym, skrzydłom, odległość dzielącą jedną kamieniczką od drugiej i jak pajęczyca zeszła po ornamentach budynku Wielkiej Biblioteki. Przycupnęła na jednym z ozdobnych parapetów i zajrzała do środka, początkowo mrużąc oczy od palącego się w środku światła. W wielkim pomieszczeniu nie było nikogo, prócz ślęczącej nad starymi manuskryptami, odzianej w bogaty strój Sumati Dhanray Bashkar. A więc tu się skryłaś... - zarechotała pokraczna istota, a w jej głowie zakiełkowała ni stąd ni zowąd myśl, która przywołała na wykrzywioną twarz upiorny uśmiech.
Każdy patrzący na fasadę budynku z zewnątrz ujrzałby jedynie szary gzyms, zgrabną kolumienkę rzeźbioną w nienaturalnego kamiennego bożka, nie odróżniając go nijak od założenia architekta. Ale ona tam była i czekała.
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez StaryLublin 2009-01-05 18:41:15
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Triada
Postów: 80
Punkty: 160
Nagły krzyk Thairessy zaskoczył Nubuka. Odruchowo zrobił krok w jej stronę, ale zawahał się. Przez chwilę stał z ręką wyciągniętą w jej stronę.
Po niebie przemknęła koślawa sylwetka. Czysty dostrzegł ruch na niebie, ale nie zauważył już lecącej Gargoyli.
Przełamał się. Odwrócił się, donośnym głosem powiedział:
- Rozejdźcie się. Wracajcie do domów, lub, jeśli potrzebujecie pomocy, idźcie z Braćmi do Biblioteki. Tutaj nie ma już nic do oglądania.
Przysunął się do Wizjonerki. Położył prawą dłoń na jej ramieniu, po chwili zastanowienia zacisnął zęby i objął ją.
- Dziecko... - wyszeptał do jej ucha - Co się stało? Cśśś... już dobrze.
Oczy miał zamknięte. Jego twarz lekko zbladła, widać było na niej ogromny wysiłek.
Lubelski Pod-Nad-Krążca, Handlarz Opowieściami i Innym Towarem Jakimkolwiek
Offline
Profil
Wiadomość
Odpowiedz