|
A czy ktoś widział ten milion topielczych krzaczorów, które ja pogubiłam podczas PIIGa? ;-) Czuję, że wylądowały w śmieciach, jak i reszta wodnotopielczego przebrania i parę innych, mniej namacalnych rzeczy. :-)
Hyhy.
Aż dziw, że podczas powrotu do domu od razu po imprezie w stanie wskazującym na bycie całkiem martwym, śpiącym i półprzytomnym nie zgubiłam plecaka, torby z laptopem, bluzy, obrazu-zdjęcia z 1911 roku i wszystkich tych miliona pakunków, które z solennym postanowieniem chciałam dowieźć do Chełma. I nie uwierzycie: dowiozłam w całości, poza telefonem, który roztrzaskał się ni stąd ni zowąd w tragicznych okolicznościach, pod skarpą na ulicy Ruskiej. :-)
Honeywhay, to co od kogoś pożyczałam jest albo u mnie, albo u Selket&Lashla, jakoś pół na pół pewnie. Jakby kto szukał. :-)
Lowe.
sqrl
|