Padł taki pomysł, tutaj, wśród nas, żeby - w celu upamiętnienia Śfirelkonu II, oraz dziejących się tu bezeceństw, dokumentować go dzień po dniu, godzina po godzinie w topicu blogopodobnym. Otóż dzieje się. Teraz. A was, frajerzy, nie ma.
Właśnie wróciliśmy z Tesco. Mamy nowego jeżyka (stary zjedliśmy, w większości Bioły), Lu-GO!, śfirelowy sernik i Em-ową babkę. Lodówka tryska od piw, mamy chyba ze 20 gatunków, w tym Faxa o smaku wódki. ;-)
Zastanawiamy się, czy kolejne chwile imprezy wpływać będą na jakość naszych postów. Rozważamy ustawienie sobie przypomnienia w komórce. Słuchamy Kamelotu i hymm. Nie wiem co napisać. W sumie impreza dopiero się zaczyna, więc nie ma o czym.
Ding-dong!
Pierwsze pół godziny imprezy minęło. Więc co słychać? Zacznijmy od tego, że połowa piwa Faxe o smaku wódki dziwnym zbiegiem okoliczności zniknęło. Było... wódkowo.
Płyta zespołu Kamelot wciąż leci (długa jakaś). W sumie nawet daje radę.
Tor rozmowy skierował się na Japonię i związane z nią tematy. Na przykład: czy wiecie, że w Lublinie znajdują się aż CZTERY knajpy serwujące sushi? Na pewno nie... Frajerzy...
Oho! padło imię Fumiko. Czas kończyć. Dozo za pół godziny.
If you don't eat yer meat, you can't have any pudding! How can you have any pudding if you don't eat yer meat?!
Piszę w rytm Jacksona. Michaela. Nieważne. Bawimy się świetnie. Kolejne kapsle od piw odpadają, atmosfera się rozluźnia. Jest mega nieźle, więc frajer, kto nie przyszedł.
Aktualnie skończyliśmy obsmarowywanie filmów Bollywoodu i rozmarzanie się nad musicalami. Ogólnie debata krąży wokół melodii, nut i innych schiz. Doprawiam to wszystko zabawą różnymi przedmiotami, jakie znajdę, z masażerem na czele. Pierwszy raz jestem u Śfirel, trzeba to uczcić. Oj, robiono mi zdjęcie jakiś czas temu. Oczka mnie dalej pieką, więc znikam. Klawiatura zaraz przejdzie na następną osobę. Zaraz... Za pół godziny... Whatever, idę po drugie piwo.
Ha! Zgromadziliście się w jakiejś Mandżurii i myślicie, że jesteście fajni, frajerzy! Ha! Piwo to nawet w Puławach mają, a tutaj to jest jeszcze martini, i krówki, i ciastka, i mozarella, wiwat Podwierzbie, ot co. Ha.
"Próbujecie uwolnić smoka z rąk kobiety? To nie powinno być na odwrót?"
<gasi Marca brutalnym komentarzem, który nie nadaje się do zacytowania na forum>
Mamy ciastka, milion rodzajów piwa, wino oraz moją ukochaną wódkę. A do tego najlepsiejszy, najsmaczniejszy i najzajebistszy sernik na świecie, o. Wrócę cięższa o 5 kilo - nie mówcie Biołemu!
Właśnie snute są plany terrAkademikonowe. Wspomnieliśmy też w naszych rozmowach o sensie życia, magisterkach oraz emowatości zwierząt futerkowych. Mamy imprezę taneczną, a ja się pilnuję, żeby nie robić błędów w poście. Moja inwencja się w tym momencie kończy, wysuszona przez jakieś kolorowe procenty.
Puenta Biołego: piwo Fax się skończyło.
Puenta Śfirel: i ch**.
Moja własna, prywatna, zakrapiana puenta: dzień bez puenty, heleu!
"Nie ma żadnej drogi do szczęścia. To szczęście jest drogą." (Budda Siakjamuni)
Hmm... Ciężko o wenę, gdy synapsy w mózgu nie podlane alko. Z kuchni dobiega szyderczy śmiech Wiewiórki a Bioły się kaja za to, że w L.O. chodził z kim mógł.
Zapadła cisza, przerywana miarowym szuraniem łyżki o dno talerza. Dorota je zupę. eM chyba zasnęła. Tak kończy się puszczanie na imprezach Deep Purple.
<Marco podnosi się z prochu i pyłu z mocnym postanowieniem riposty>
Myślicie, że wymieniłem wszystko, co tutaj mamy? Nie chciałem, żeby się Wam zrobiło wstyd! Jest tutaj zupa grzybowa, kuchenka, własna oczyszczalnia ścieków, pokemony, cztery psy, kota i trzy samochody, a to jeszcze nie wszystko, bo by się Wam forum zacięło, jakbym zaczął wszystko wymieniać, a piwo sika strumieniami, ot co!
Dorota... <Marco ripostuje brutalnie, tak że na forum się nie nadaje, dorzuca do tego dogłębne badania genealogiczne rodu gwyn_blathów>
W tle ktoś coś mówi o pokemonach, które są wśród nas. Gdzieniegdzie pozdrawiają się rycerze Jedi. Ktoś chce zrywać tysiącletnie pieczęcie. Czuję się zagrożony.
"Próbujecie uwolnić smoka z rąk kobiety? To nie powinno być na odwrót?"
You wanna rock
And nothing's gonna make you stop
And nothing's gonna break you up
Everybody knows you're lost
In the night time, honey
...kawałek oczy trzydziestu czterech i pół człowieka przeszedł płynnie w Kłin, Bohemian Rapsody, nie przerywając dyskusji trwającej w tle. Wielce interesująca rozmowa o poszczególnych dialektach, różnicach pomiędzy ciastem i plackiem i wołaniu w sklepie o pieniądze, absorbowało obecnych, zebranych dookoła niewielkiego stolika wypełnionego różnorodnymi dobrami. Na twarzach zebranych w salonie panny Wiewiórki, wykwitały rumieńce, oczy szkliły się w ciemności i raz po raz ktoś, przejęty wyjątkowo absorbującą kwestią, podnosił głos. Szturmująca balkon ciemność posępnie czaiła się gdzieś poza oświetlonym dziesiątkami świec, pomieszczeniem, snując plany zagarnięcia rozświetlonej enklawy dla sobie tylko znanych celów. Muzyka w tle snuła się, nieco nazbyt głośno i tylko niektóry z zebranych zdawali sobie sprawę, iż na pewno słyszą ją też sąsiedzi.
Pierwsze dźwięki "Kiełbasy Sosydż" wprawiły ją w wyśmienity humor. Wystarczyło kilka gitarowych akordów, aby z lekko zasępionej uczynić niemalże szczęśliwą. Zawsze była jak "nastrojowa", muzyczna chorągiewka na wietrze. Pisałaby pewnie dalej, gdyby nie zaproponowana przez Rockatana perspektywa udania się po piwo, które, już chwilę temu, miało się na ukończeniu. Szacowny zew załopotał ścianami i podłogą, ale jeszcze nie na tyle bardzo by zwalić z nóg kogokolwiek obecnego. Na to było zdecydowanie zbyt wcześnie, więc tylko upomniana przez Dorotę iż kończyć należy, gdyż dawno przekroczyła dostępny sobie czas, wchodząc bezczelnie w forumowy czas osoby kolejnej, krzywiąc się (wcale nie cynicznie, ani nie z niesmakiem, po prostu się krzywiąc), zakończyć zdecydowała tego i tak przydługiego posta.
SZATAN!
A teraz korespondencja z otchłani:
Em: Jak będziesz teraz odpisywać, to napisz, że Em pozdrawia Marca jeszcze raz.
Gwyn: Napisz, że jest luzerem. I że mamy zupę kurczakową i koreczki.
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez 2009-04-24 23:36:47
Z offu lecą teksty z dzieciństwa. Pewne osoby krztuszą się ze śmiechu. Inne próbują ratować zdjęcia. Ja się przytulam do kominka, tęskniąc za płonącym w nim ogniem.
Pora na odpowiedź:
Em: Marzec zdechł prawie miesiąc temu. Teraz jestem stary i będę pisał maturę.
Gwyn: Kwestię luzerstwa będziemy mogli przedyskutować po prelekcji i w ogóle, wstyd mi za Ciebie! Mamy smalec ze skwarkami i cebulą. Join the dark side, we have cookies!
"Próbujecie uwolnić smoka z rąk kobiety? To nie powinno być na odwrót?"
Marco - we have cookies too - moreover, ours are helluva better! A smalcu nie lubię, więc się bujaj, nie robi to na mnie wrażenia.
Impreza w toku. Rozmowy o sporcie, kontuzjach i co kto miał wykręcone, o morderczych ćwiczeniach rozgrzewkowych, straszliwych treningach, obłąkanych tańcach i nieeuklidesowych sztukach walki. Ernest wspomniał coś właśnie o wibratorze analnym i królu porno, siedząc na wielkiej stercie pościeli. Bioły macha głową. Em macha urządzeniem do masażu. Wiewióra podryguje wesoło na środku parkietu. (Brakuje tylko Słowika, który znów by rozpuszczał paskudne plotki na mój temat, jak to robił na wrześniowym Sqrlconie.)
Przepraszam, kończę, gdyż kątem ucha słyszę coś o ściąganiu i Redtube.
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez gwyn_blath 2009-04-25 00:04:27
"Nie ma żadnej drogi do szczęścia. To szczęście jest drogą." (Budda Siakjamuni)