Dog Soldiers
Grupa amerykańskich komandosów w dżungli pada ofiarą przybysza z... tfu! Nie ten film. Grupa brytyjskich żołnierzy w trakcie ćwiczeń w lasach Szkocji pada ofiarą wilkokłaków. W fabułę zaplątała się też jedna kobieta, sympatyczny pies i mecz piłki nożnej Anglia-Niemcy (5:1). Ale do rzeczy:
- Prawie nie ma efektów specjalnych.
- Jedyna przerażająca scena jest wtedy, gdy pies chwyta wystające jelito rannego żołnierza. Osoby wrażliwe zamykają oczy albo pozbywaja się ostatniego posiłku.
- Wyjątkowo jak dla tego typu gatunku, żołnierze wyglądają jak żołnierze a nie jak ASGowcy

. Interesujące, że (rozsądnie) na początku mieli broń strzelającą ślepakami (te jaskrawe urządzenia na końcach luf ich "elżbiet" umożliwiają właśnie strzelanie ślepakami).
- Jest zaskakujący zwrot akcji. Jeden. Ale niezły.
- Wilkokłaki są momentami całkiem bystre (kojarzą, do czego służy samochód). Z drugiej strony ileś razy atakują dokładnie tak samo.
- Liczne ukłony w stronę innych filmów (Matrix, Aliens, któryś Star Trek) w tym będące jakże na miejscu zalecenie:
"Krótkie, kontrolowane serie!".
- Bohaterowie zachowują się trochę tak, jakby wiedzieli, że grają w filmie.
- Kilka scen naprawdę niewiele wnosi to fabuły. Choćby pierwsza. Scena szkolenia/testu szeregowego Coopersa też zbędna - była wstawona chyba tylko po to, żeby pokazać, że Ryan jest
zuy. Jakby nie miał tego na czole napisanego.

Podobnie latająca, martwa krowa.
- Mnóstwo świetnych one-linerów i twardzielskich tekstów. Niektóre trudno zrozumiałe (brytyjski akcent), inne trochę zmarnowane przez słabo widoczne twarze bohaterów (ciemno, co poradzisz).