Regulamin 
Profil
Wyszukaj
Idź do strony:
Odpowiedz
Tandetne filmy akcji
Grimuar
Crusta
Skąd: Puławy/Lublin
Postów: 1861
Punkty: 4356
Widziałem ten film. Nawet byłem na nim w kinie w Puławach. Bardzo fajnie zrobiony, tandety tam nie upatrzymy. A i wilkołaki bardzo fajnie wyglądają :).
tvn24: "naukowcy odkryli odległy o setki lat świetlnych układ słoneczny zadziwiająco podobny do naszego, na miejscu jest nasz reporter..." (Bash)
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Ulcus
Postów: 613
Punkty: 1465
Ejże, ogląda się nieźle, ale to nadal klasa B. A na usprawiedliwienie:

- Kłaczki wyglądają jak ludzie w obcisłych, sierściastych kostiumach z dołożoną wielką głową. Nie mają prawie mimiki twarzy i ogólnie widać, że kaskaderom nie było w nich za wygodnie. Ba, co tam mimika, ich głowy się w ogóle nie poruszały (z wyjątkiem może jednej sceny). No ale skoro gość w środku patrzył przez zęby... :)

- Część magazynków używanej broni mieści się w hiperprzestrzeni, bo inaczej wytłumaczyć się nie da (zwłaszcza tego Mossberga). Ba, Browning HP Ryana strzela (scena z zabiciem psa) bez magazynka, choć nie powinien :).

- Wspominałem już o latającej krowie? :D To takie wyraźne narzucenie konwencji i klasy filmu, nie sądzisz?

- Eksplozja od gazu, ta końcowa. Albo w tym gumowym wężyku było gigantyczne ciśnienie (raczej niemożliwe), albo nastąpiła magiczna kompresja czasu, albo powinno to najwyżej pokryć kuchnię warstwą sadzy. A tam co? Fajerwerk, skutkujący zrównaniem domu z ziemią i niemal doszczętnym wybiciem (zagrożonego) gatunku.

- Joe "rozpracowując" terenówkę gospodarzy nie zauważył kłaka z tyłu, choć ten emitował fontannę pary jak Zakłady Azotowe Puławy S.A. (a i oddychał też głośno). Dopiero, kiedy wsiadł i przejechał te paręnaście metrów.

- Facetowi rozszarpane wnętrzności wylatują na ziemię a on żyje dalej kilka godzin. Ba, po drodze nawet biegnie (z pomocą kolegi, ale jednak) i bardzo nie krzyczy. A coś od bólu dostaje kawał czasu później. Żeby było śmieszniej, w jednej scenie dosyć gwałtownie (i przytomnie) podnosi się z łóżka korzystając z mięśni, w miejscu których przecież ma ziejącą dziurę.

- Doświadczony żołnierz bierze broń, przeładowuje i _rzuca_ koledze. W sytuacji nie naglącej.

Dla pewnej równowagi, świetne były:
- Scena w kuchni, gdzie Spoon prawie zatłukł kłaka sprzętami domowymi (przeszkodził mu inny).
- Końcowa zabawa w chowanego po kibelkach, szafach i temu podobnych.
- Improwizowane bronie. Zapalniczka i spray, wrzątek...
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez AndrzejB 2011-01-07 22:23:35
Let the earth erupt in flame
It is enough to have the strength and knowledge
to raise our dream machines into the sky
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Ulcus
Skąd: Cuckoos nest
Postów: 900
Punkty: 1961
Ten film nie był taki zły, jeśli od razu podejść od razu do niego z przymrużeniem oka. Można go obejrzeć w ramach rozrywki.

Natomiast prawdziwym twardzielom polecam Stonehenge apocalypse. Film z gatunku "wyłączyłem go po 5 minutach". Fabuła... Może ktoś miał na nią dobry pomysł, ale w trakcie rozwoju akcji ona po prostu rozczarowuje. Drzewa mogłyby się uczyć od wykonawców głównych ról jak grać drzewo(pomimo, że dwóch z pierwszoplanowych kojarzę z nawet ambitniejszych produkcji). Od razu widać, że gra aktorska jest mocno sztuczna. Efekty specjalne mocno poniżej przeciętnej. No i do tego przemieszanie w jednym filmie wątków Stonehenge, egipskich piramid i urządzeń z epoki brązu jako ukrytej wiadomości od starszej cywilizacji czy czegośtam jest po prostu śmieszne. Oczywiście główny bohater ratuje cały świat przed przed psychopatycznym przywódcą kultu dosłownie w ostatniej chwili. Szczerze odradzam oglądanie tego filmu. Szkoda oczu i prądu.
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Crusta
Skąd: Puławy/Lublin
Postów: 1861
Punkty: 4356
Andrzeju. Ja się cieszę, że się nie znam na broni i wielu prawach fizyki, bo wtedy pewnie bym ponarzekał na ten film w dużym stopniu, a tak miałem radochę go oglądając :).
tvn24: "naukowcy odkryli odległy o setki lat świetlnych układ słoneczny zadziwiająco podobny do naszego, na miejscu jest nasz reporter..." (Bash)
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Ulcus
Postów: 613
Punkty: 1465
Śmiercionośny ładunek (tytuł oryginalny: Wer bremst verliert!, co prognozuje szajsprodukcję niemiecką).

Strata czasu. Poważnie. To nawet nie jest tak złe, że śmieszne. Scenariusz z grubsza bez sensu, działania bohaterów takoż, deus ex machina na końcu. Zapamiętywalne były następujące fajne fajności:

- porwany syn głównego bohatera, co do którego widz jest przekonany, że to córka (aż do użycia męskiego zaimka przez kogoś z bohaterów);

- wspomniane deus ex machina, czyli akcja szwabskich "komandosów".

...którą udało się zaimprowizować w mniej niż dwie godziny, w Afryce Zachodniej/Algierii. "Komandosi" przylecieli cywilnymi śmigłowcami. Które wylądowały nie-wiadomo-gdzie, musi być za horyzontem, ale pomimo to desant był na miejscu w trzy sekundy.

I które po zakończeniu akcji wracały nad raczej równikową w stylu dżunglą. W dodatku leciały bok w bok trzy metry od siebie i wcale im to nie przeszkadzało.

Oglądało się tym dziwniej, że na oryginalne, nieco wyciszone dialogi niemieckie nałożony został angielski dubbing i na to polski lektor.

Nie oglądać bez znieczulenia.
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez AndrzejB 2011-04-09 22:28:33
Let the earth erupt in flame
It is enough to have the strength and knowledge
to raise our dream machines into the sky
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Ulcus
Postów: 613
Punkty: 1465
Rybeńki, pora na kolejną porcję chały i tandety.

Uprowadzona (Taken).
Jeden ze słabszych filmów Luca Bessona. Fabuła zaczyna się obiecująco: facet pracuje w ochronie jakiejś gwiazdki, nie ma czasu dla córki i takie tam wypełniacze. Równie obiecująco jego córkę ktoś porywa za granicą. Dokładniej: albańska mafia. W Paryżu.

I tu mógłby się zacząć film detektywistyczny, ale nie. Nagle tatuś zmienia się w połączenie Bourna (walka wręcz) z Rambo (przeciwnicy nigdy nie trafiają). I metodycznie młóci wszystkich, zostawia trupy po całym Paryżu, to i owo demoluje. Strzela do zupełnie niewinnej żony (byłego) przyjaciela (obecnie skorumpowanego ważniaka w lokalnej policji), żeby zmusić go do pomocy. Na koniec zabija jakąś Arabską szychę, któren był kupił jego córkę. Wszystko to bez najmniejszych konsekwencji i nieprzyjemności ze strony władz.

Szkoda, że zmarnowano kilka ciekawych wątków. Np. absolutnie nie dowiemy się, co z pozostałymi dziewczynami, jakie w asortymencie mieli handlarze żywym towarem (nie, głównego bohatera nie obchodzą). Albański tłumacz zapowiadał się ciekawie, ale zniknął równie szybko, jak się pojawił. Nie wiemy, co było na kartce, którą dostał Marko.

Nie wiemy też, jak to jest, że główny bohater potrafi jakoś sprawić, że wypruty w niego z odległości trzech metrów magazynek z MP5K nie robi żadnego wrażenia.
Nie wiemy, jak to jest, że wklepuje każdemu w maksymalnie pół sekundy, a jedyne poważne trudności ma ze strażnikiem haremu, drobnym arabskim chłopaczkiem (który ma makijaż oczu jak kobieta, nb).

Wielki plus to innowacyjna metoda tortur - dwa gwoździe wbite w kolana, zasilane prądem sieciowym (spokojnie, nie widać za dużo). Na nieszczeście scena też zmarnowana śmiesznym sposobem kneblowania. Szkoda. Po prostu szkoda.


Battle Royale.
Wspaniały przykład filmu, który jest o niczym. No, czasem też o przemocy, ale głównie o niczym :). Od początku - fabuła:

W Japonii młodzież chodzi na wagary. Co robi rząd? Losowo wybrane szkolne klasy umieszcza na niewielkiej wyspie i każe uczniom zabijać się nawzajem, aż zostanie jedno. Jest w tym sens, prawda? Jak też w tym, że zajmującymi się całą operacją żołnierzami dowodzi szkolny nauczyciel. Który, tak na marginesie, rzuca nożem lepiej, niż sierżant Zim ze "Starship Troopers". I jest ubrany w śmieszny dres. :)

Oczywiście zaraz okazuje się, że jest dużo kompletnych czubków oraz że relacje międzyludzkie w klasie przypominały skrzyżowanie bizantyjskiego dworu z "Moda na Sukces". Podobno jest jakaś książka, na podstawie której zrobiony jest film, gdzie jest to szerzej wyjaśnione - w związku z tym produkcji kinowej nie skalano czymkolwiek zrozumiałym dla widza.

Gra aktorska nie istnieje. Chyba, że za takowa uznać robienie przerażonych min.
Z rzeczy wartych uwagi: amunicja nigdy się nie kończy (chyba, że wymaga tego dramatyzm sytuacji), broń nie wyrzuca łusek ani nie daje płomienia wylotowego. Ech, i znowu te japońskie przepisy dot. broni palnej stanęły na przeszkodzie :D.

Oczywiście jak to na filmach, bohaterowie po dwóch-trzech dniach na porośniętej lasem, opuszczonej przez ludzi wyspie, wyglądają podejrzanie elegancko. A białe koszule pozostają białe (i świeżo wyprasowane) chyba, że ktoś właśnie umiera.

Zdecydowanie dobra ścieżka dźwiękowa: muzyka klasyczna w wykonaniu... mhm, Polaków. Zdecydowanie śmieszny fragment narracji otwierającej: 15%-owe bezrobocie jako oznaka ostatecznego upadku państwa. :D
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez AndrzejB 2011-05-01 10:45:41
Let the earth erupt in flame
It is enough to have the strength and knowledge
to raise our dream machines into the sky
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Moderator
Crusta
Skąd: Frederiksberg
Postów: 1726
Punkty: 3858
AndrzejB napisał:
Podobno jest jakaś książka, na podstawie zrobiony jest film


Tak, nawet kiedyś ją próbowałam czytać (w wersji ENG, żeby nie było ;) ). Z tego co piszesz wnioskuję, że oba media prezentują dość podobny poziom bezsensu i idiotyzmu.
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez gwyn_blath 2011-04-30 20:56:25
"Nie ma żadnej drogi do szczęścia. To szczęście jest drogą." (Budda Siakjamuni)

Unhallowed Metropolis
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Ulcus
Postów: 613
Punkty: 1465
Smutne. Zazwyczaj można się pocieszać tradycyjnym "książka była lepsza". :/
A może to bariera kulturowa? W końcu Japończycy są dziwni :).

Aktualizacja.
"Street Fighter" (ten z 1994). Hicior w swojej klasie. Gwiazdorska obsada (m. in. Raul Julia w swojej ostatniej roli, inne atrakcje wizualne a i jakiś Van Damme też się gdzieś plącze). Film jest szczególny choćby z tej racji, że aktorzy grali absolutnie poważnie i fachowo w czymś z założenia absurdalnie tandetnym. W dodatku nie była to parodia gatunku. Nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ostatnio oglądałem film, gdzie Główny Zły (tu: niejaki Generał Bison) zupełnie poważnie zażądał 20 miliardów dolarów, albo zniszczy świat (no dobra, zabije zakładników).

Jak na produkcję opartą o grę komputerową (grę bez fabuły!) jest świetnie. No, przynajmniej do połowy. Potem zaczynają się tłuc. Warto poświęcić swój czas i obejrzeć choćby dla takich przemówień (te stroje, te dekoracje - klasyka gatunku :)) i takich mhrocznych one-linerów.
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez AndrzejB 2011-06-08 10:53:58
Let the earth erupt in flame
It is enough to have the strength and knowledge
to raise our dream machines into the sky
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Ulcus
Postów: 613
Punkty: 1465
"Salt".
Niby wysokobudżetowy film, a oszczędzali na scenariuszu. Wstyd. Trzyma w napięciu przez pierwsze dziesięć minut, dopóki widz zupełnie nie wie, co agentka Salt planuje.

Nie ma widocznego punktu kulminacyjnego. Moment zakończenia filmu też ni z gruchy ni z pietruchy. To nawet nie jest porządny cliffhanger ("Moda na sukces" pewnie ma lepsze).

Jest kilka ewidentnie naciąganych detali (wnętrze samochodu policyjnego, kajdanki...). I jeden wesoły błąd: podczas łapania agentki jeszcze w siedzibie CIA jeden z panów szybkoreagujących ma celownik założony tyłem na przód (to już drugi wysokobudżetowy film z takim błędem).

Plusy filmu:
+ Angelina Jolie :). No dobra, nie wygląda szczególnie wiarygodnie gdy bije dwa razy cięższych od siebie facetów, ale i tak lepsza w tej sytuacji ona niż Tom Cruise.
+ Homeopatyczna zawartość wybuchów. Hollywoodzkie eksplozje to coś, czemu mało który reżyser może się oprzeć.
+ Daniel Olbrychski szybko ginie. Nie żeby źle grał. To po prostu bardzo duże zaskoczenie, chyba największe w tym filmie.
Let the earth erupt in flame
It is enough to have the strength and knowledge
to raise our dream machines into the sky
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Ulcus
Postów: 613
Punkty: 1465
"Kowboje i obcy" (Cowboys and Aliens). W jednym zdaniu: James Bond i Han Solo biją obcych na dzikim zachodzie.
Pomysłowe, ale nie do końca wyszło. Kilka początkowych scen walk (pomiędzy ludźmi) zupełnie jak nie z tej bajki; nie pasują do tej scenerii ani konwencji. Jedyna postać, której grę aktorską widz może zauważyć, to pies.

"Pan i Pani Smith".
Istnieją filmy, w których efekty specjalne (strzały, wybuchy, flaki, krew) są w stanie zastąpić fabułę. Ten nie należy do tej kategorii, choć ewidentnie próbowano. Scenariusz napisał pięciolatek po obejrzniu Mission Impossible zaś zamiast operatora kamery zatrudniono grupę małp, które cudem przeżyły testowanie na nich nowych narkotyków.
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez AndrzejB 2012-03-21 20:53:30
Let the earth erupt in flame
It is enough to have the strength and knowledge
to raise our dream machines into the sky
Offline
Profil
Wiadomość
Odpowiedz
« [1-10] [11-20] [21-30]