Z wczorajszej rozmowy telefonicznej z moją babcią:
Babcia Żelki: byliśmy wczoraj z wujkiem w kinie. To był film taki, no... nie prawdziwy...
Żelek: Fantastyczny?
Babcia Żelki: Tak. Ale wiesz, ja nie lubię takich. No, ale dali nam takie specjalne okulary.
Żelek: A, żeby widzieć trójwymiarowo? No i jak wrażenia?
Babcia Żelki: Wiesz, ale nie podobało mi się. Co się próbuję zdrzemnąć, a tu ŁUBUDU! coś się dzieje, więc znów oczy otwieram i patrzeć trzeba było co się dzieje... A to taaaaki długi film był, i nawet nie miałam jak się zdrzemnąć...
To tyle, jeśli chodzi o wrażenia starszego pokolenia
Jeśli chodzi o film - ludziki, ludziki, tu trzeba z odpowiednim nastawieniem iść

Jak z Transformersami - nie oczekiwałam głębokiej fabuły, poszłam obejrzeć, by zobaczyć, jak się transformersy fajnie transformują
I tu to samo: fabuła fabułą. Ale mało oczu sobie nie wypatrzyłam i absolutnie zachwycona wyszłam z kina. Oglądało mi się rewelacyjnie i ja, dla odmiany, polecam każdemu, kto ma ochotę na duży ODLOT
Acha, i Chimera ma rację, myślę, że oglądanie w 2D mija się z celem, bo właśnie 3D jest tym, co Avatarowi daje parę, bez niego byłby to po prostu film z taką sobie fabułą i niezłymi efektami, ale film jakich wiele. A w 3D - kopie w łepetynę
