O Klubie  Spotkania 2003-2011  Artykuły  Regulamin 
Data: 2007-07-22 13:44:24 Dodał: Selket
Umówieni na PKS-ach z grupką chętnych na wyprawę na Konwent Wędrowyczowski ruszyliśmy z Lashlem w drogę, obładowani troszkę bardziej, niż byśmy sobie życzyli. No, ale przecież oczywiste jest, że na 2,5 dnia biwaku każda kobieta koniecznie musi przy sobie mieć 2 pary spodni, spódnicę, 5 bluzek…. No dobra, wracamy do tematu.

Pod tzw. Skarpą wypatrzyliśmy Słowika, potem dołączył do nas Gwindor, Adam Kożuchowski i Gomora, eksponująca dumnie pierś obleczoną w bluzkę z Vampirellą :twisted: Zapakowaliśmy się do busa i w ogólnie pozytywnych nastrojach, częstując się domowej roboty bułeczkami Słowika i babcinym ciastem mojej prywatnej Babci ruszyliśmy do Chełma. Gdy dotarliśmy na miejsce, nasze towarzystwo wzbogaciło się o Ilonę, Wiewiórę, Ivila i Jacę. Środek transportu był równie nowoczesny jak połowa polskich pekaesów, ale wyróżniał się dumną nalepką „50 lat doświadczenia” – zwłaszcza te 50 lat widać było w każdym kącie. Wielkie połacie rdzy i wyżartych przez nią dziur przecież nie powstaną w ciągu chwili – na to trzeba czasu… :-P


Wojsławice okazały się wsią cichą, spokojną i całkiem malowniczą. Prawie bez trudu znaleźliśmy nasze miejsce docelowe – szkołę konwentową. Jak tylko zrzuciliśmy graty, zaklepaliśmy sobie miejsca i ogólnie ogarnęliśmy, ruszyliśmy „w miasto” by sprawdzić, co ma do zaoferowania niedaleka knajpka. Jedzenie było tam zaskakująco smaczne, chociaż nie wszyscy nasi towarzysze uwierzyli nam na słowo. Dopiero jak zjedliśmy swoje porcje i dalej trzymaliśmy się przy życiu, reszta towarzystwa skusiła się na posiłek. I wszyscy w końcu stwierdzili, że, faktycznie, smacznie było. W międzyczasie jednym okiem zerkaliśmy w barowy telewizor, gdzie na Vivie pokazywali straszne bezeceństwa, panie z gołymi pupami grające na bębnach i panie z gołymi piersiami ujeżdżające sztucznego byka (słowo honoru!!). Czasem był przerywnik w postaci nagiego, wydepilowanego torsu jakiegoś gwiazdorka. Ogólnie: Sodomia i Gomoria! Niektórzy nasi koledzy zgłosili chęć powrotu następnego wieczoru, by jeszcze raz, bliżej przyjrzeć się problemowi ;-)

Po powrocie przysiedliśmy się do ogólnego stołu w naszej klasie sypialnianej, gdzie wkrótce ruszyła partia „Once upon a time”. Było głośno, śmiesznie i mnóstwo zamieszania, tak mi się przynajmniej zdaje, bo jakoś niezbyt dużo z tej gry pamiętam… W każdym razie to, co nagrałam na dyktafon, rejestrując co ciekawsze fragmenty, nie nadaje się do odsłuchania i powtórzenia.

Rankiem zaczęliśmy od pierwszego śniadania w klasie i drugiego w barze, po którym ruszyliśmy do pobliskiego grodu obejrzeć sobie, jak to drzewiej się mieszkało. Gród niewielki, ale bardzo malowniczo położony i starannie wykonany z dbałością o szczegóły. Ognisko z kociołkiem na trójnogu, wokół kilka płóciennych namiotów (niektóre nawet miały ozdobne rzeźbienia na belkach podtrzymujących płótno), w środku namiotów widać było futra i skóry. Trafiliśmy akurat na moment, gdy przyturlali się ludzie z TV chcąc nakręcić reportaż. Poprosili o walkę pokazową, którą mogliby pokazać potem w telewizorze, więc dwóch śmiałków ujęło w dłonie miecze i ruszyło w bój. Walka trwała jakieś 4 i pół sekundy, gdyż jeden wojownik drugiego zdzielił mieczem w czoło i ten, brocząc krwią, zszedł z placu boju pokonany. Drugiemu wojownikowi było raczej nietęgo, bo chyba nie planował wycinać koledze dziury w głowie. W obozie zabrano się za opatrywanie rannego, skończyło się podobno szyciem. Na szczęście środki opatrunkowe były dość nowoczesne i nie użyto do tego rybich ości i baranich jelit.

Mnie ogarnęła nostalgia i wspomnienia dawnych, licealnych czasów, kiedy to zabawiałam się podobnie: traciłam zęby w walkach, jeździłam na turnieje, itepe, itede... ;)

Za to po widowisku ruszyliśmy konwentować, więc zaczęliśmy od prelekcji Gomory pt. „I ludzie to jedzą?!”. Tutaj już nie było tak smacznie, chociaż niewątpliwie intrygująco. Kto ma ochotę przyjrzeć się niektórym łakociom, o których mówiła Gomora, zapraszam:

wino z myszy - korea
baloot - przysmak filipiński

Potem, zgłodniawszy (hehe), ruszyliśmy znów do baru przekąsić małe co-nieco, po czym postanowiliśmy wziąć udział w „Starciu fantasmagorycznym – turnieju o rękę księżniczki” przygotowanym przez Słowika i Gomorę. To był turniej drużynowy – nasza drużyna o stworzonej przez Gwindora dumnej nazwie Drużyna Ustawicznie Pijanych Awanturników (w skrócie: D.U.P.A.) składała się z rzeczonego Gwindora, mnie i Laszla. Ponieważ w każdej drużynie miał być rycerz, mag i złodziej oraz człowiek, krasnolud i elf, Gwindor został krasnoludzkim magiem, Lashlo elfim złodziejem a ja (phyhyhy…) rycerzem (ponieważ obaj panowie zgodnie stwierdzili, że jako jedyna nie piłam tego dnia piwa i jak będzie trzeba biegać, to tylko ja się do tego nadaję). Wszystko było cudnie, dopóki nie okazało się, że w jednej konkurencji rycerz ma wziąć złodzieja na plecy i obiec dookoła szkołę… Aż się nogi pode mną ugięły na samą myśl, że mam podnieść 85-kilogramowego Laszla i… byłby ubaw, pewnie bym się wbiła w ziemię. W każdym razie konsylium drużynowych magów zdecydowało, że wyjątkowo może być odwrotnie no i skończyło się na tym, że to ja dosiadłam Laszla... BEZ GŁUPICH SKOJARZEŃ, PROSZĘ! Generalnie, walczyliśmy jak lwy i zdobyliśmy drugie miejsce (co i tak uznaliśmy za osiągnięcie, drużyn było 7), czyli wyszło na to, że jesteśmy PRAWIE ZAJE…FFFAJNI :mrgreen:

Na kolację udaliśmy się do drugiej wojsławickiej knajpy, muszę przyznać – niepowtarzalnej. Siedząc wygodnie na stojącej na podwórku, pod zadaszeniem, kanapie korzystaliśmy z okazji poprzyglądania się tubylcom, którzy prezentowali się tak malowniczo, że naprawdę zastanawialiśmy się, który to Wędrowycz a który Paczenko. Już wiem chyba, co i gdzie porabiał Andrzej Pilipiuk, gdy go natchnęło do opisania przygód egzorcysty :mrgreen:

Dalszą część wieczoru spędziliśmy na graniu w planszówki. W trakcie zrobiliśmy sobie przerwę na projekcję filmów o Jakubie Wędrowyczu. Niestety, po powrocie zastaliśmy naszą grę niekompletną, a następnego dnia rano okazało się, że zniknęło kilka całych gier i trochę elementów. Szkoda. :-/

Niedziela minęła na zbieraniu się do drogi. Zdążyłam jeszcze na deser zagrać sobie w Koń-kurs pamięciowy. Zawodnik miał 30 sek. na obejrzenie obrazków ułożonych w pewnej kolejności, by potem wyrecytować, ile zapamiętał. Zapamiętałam około dziesięciu, ale zaliczono mi tylko sześć, gdyż siódmy obrazek przedstawiał butelkę podpisaną „WODA ŚW.”, ale co ja poradzę, że przeczytałam „WÓDA”??! No i jak powiedziałam: „butelka z wódą” to mi nie zaliczono i odpadłam…chlip. Bu.

Droga powrotna zapowiadała się upalnie okrutnie, na przystanku PKS ludzie masowo chłodzili się zajadając lody. Gdy przyjechał automobil, nastąpiło ogólne zamieszanie, gdyż jedni pakowali bagaże do bagażnika, inni kupowali bilety, jeszcze inni na tempa dojadali lody tudzież wyrzucali w połowie niedojedzone do śmietnika, ponieważ PKS przybył trochę za wcześnie (niespodzianka, co?). W końcu, w ¾ wypełniony konwentowiczami, PKS ruszył do Lublina. Tak zakończyliśmy obchody Konwentu Wędrowyczowskiego.

Właściwie bardziej był to piknik konwentowy niż konwent. Nie zmienia to faktu, że bawiłam się super: dopisała pogoda, towarzystwo i humory. Jeśli tylko w przyszłym roku Dni Wędrowyczowskie zostaną ponownie zorganizowane – na pewno chętnie się z Lashlem wybierzemy... :->
Aktualna ocena: -   Ilość głosów: 0
KOMENTARZE
dodaj komentarz
Konwent Wędrowyczowski '07
~Selket (2007-07-24 11:33:40)
Nio tak, ale chciałabym to zarchiwizować tutaj ;-) Spoko, skontaktuję się :->
Konwent Wędrowyczowski '07
~Słowik (2007-07-24 10:49:36)
Mamy wszystko zarchiwizowane.
Konwent Wędrowyczowski '07
~Selket (2007-07-23 22:15:06)
Nio fakt, troszkę słabo mi się zrobiło w tym momencie... i te rozbiegane myśli... hyhy :mrgreen:
A poemat mam nawet nadzieję przytoczyć, tylko muszę sie do Gomory uśmiechnąć bo mi go zachachmęciła ;-)
Konwent Wędrowyczowski '07
~Słowik (2007-07-23 17:39:03)
Żałujcie, że nie widzieliście min Selket i Lashla, kiedy powiedzieliśmy na czym będzie polegało ich pierwsze zadanie w Starciu Fantasmagorycznym. Poza tym całkiem fajnym momentem był ten, w którym Selket uklękła na jedno kolanko prz... [czytaj więcej]
Profil
PL Zmień język
ENG English - ENG
PL Polski - PL