O dżizas, wiecie co, żadna - nawet NAJzajebistsza relacja nie odda tego, co się wyprawiało w ten ostatni weekend. Samych "najlepszych terrAtekstów" możnaby wydać całkiem pokaźną książkę
Teraz napiszmy tym, którzy nie pojechali, czego będą żałować
1. Piątkowa impreza - "Taniec z Gwiazdami" w wersji grimuarowej, której bezapelacyjnie zwycięzcami została para nr 1, czyli Werbat & Słowik (choć uważam, że wraz z Braids walczyłyśmy bardzo dzielnie)
2. Sobotnie opie**alanie się, poważne rozmowy o życiu i śmierci, wspólne opalanie się i wylegiwanie na karimatach
3. LARP "Sen Nocy Letniej" - przygotowania, sama gra, oraz nie-pójście spać z powodu debat nad przebiegiem akcji... Cóż, to było naprawdę niepowtarzalne, tego NIC nie przebije.
4. LARP "Na Przełęczy Mgieł" - w którego nikomu nie chciało się grać z powodu zmęczenia, a który zakończył się ogólną młócką, niesamowitymi intrygami i całkiem (dla mnie) niespodziewanym zakończeniem. Słowiku, respect.
... Oraz cała reszta wspólnie spędzanego czasu w doborowym gronie, przy muzyce i procentach. Szkoda, że już po wszystkim, dzięki :*
"Nie ma żadnej drogi do szczęścia. To szczęście jest drogą." (Budda Siakjamuni)
I ponownie Grimuar przypomniał mi jak przefantastyczni ludzie doń należą
Powtórzę się i rzeknę, że było cudnie, wyśmienicie i przekozacko. Hit był. Naprawdę nie wiem kiedy ostatnio tak udanie spędziłem czas. Wszytkie problemy i troski odeszły w diabły ;]
Ponownie też dziękuję przeserdecznie wszystkim, którzy pojawili się na terrAkademikonie i pragnę wyrazić swój wielki szacunek i repsektę dla Squirel. I innych Orgów i Prowadzących Punkty Programu też of kors ;-)
Wczoraj, kiedy wspinałam się objuczona bagażami blokową windą do mieszkania (fuj, bleh, te mury, samochody, beton! wracam do taboru ) pomyślałam, że jak tylko się umyję (o wszyscy bogowie podziemia! bieżąca woda! i na dodatek ciepła! powrót do taboru trzeba będzie jeszcze raz rozważyć...), to siądę przed klawiaturą i naskrobię jakiegoś kilometrowego posta. Cóż. Jak tylko wylądowałam w wannie jasnym okazało się, że nie mam siły na absolutnie, totalnie nic - i godna, bo zmęczenie było silniejsze od wszystkiego innego - padłam na twarz z nosem w pościeli. Nie pamiętam, kiedy ostatnio zasnęłam tak kamiennym snem o 22!
Wiewiórko, Adamie - dzięki, wielki dzięki
Miejsce było wspaniałe, nawet gdybyśmy totalnie nic nie robili, to i tak warto było tam pojechać, ponapawać się łonem
Pogoda też postanowiła czynnie wziąć udział we współorganizacji TA, bo gdyby nie ona, nie mielibyśmy cudownie ciepłego i rześkiego wieczoru, kiedy to You Can Dance lub mogliśmy obserwować, jak Gwiazdy Tańczą na Lodzie, i kiedy to każdy mógł (czy chciał tego, czy nie) usłyszeć Jak Oni Śpiewają! (tu wyrazy sympatii dla wyrozumiałych autochtonów, którzy nie postanowili nas odwiedzić i wytłumaczyć nam niektórych fundamentalnych zasad współżycia w społeczeństwie za pomocą różnorakich narzędzi rolniczych).
Gdyby nie skwar w sobotnie popołudnie odbyłby się jeszcze jeden punkt programu, ale postanowiliśmy ze Słowikiem Rycerzy Mężnych Starcie Orężne przełożyć na kiedy indziej, myśl o aktywności psychofizycznej w momencie, kiedy jedynie nieliczni spośród nas mieli sił jedynie na tyle, by opędzać się od wściekle atakujących owadów, wydała nam się absolutnie absurdalna, wybaczcie. Pamiętajcie jednak, że co się odwlecze, to nie uciecze.
Pogoda też mocno ubarwiła nastrój czarodziejskiej nocy Hilwat. Bez potężnej burzy tuż przed, kropli ciepłego deszczu odbijających światło ogniska i nagłych rozbłysków towarzyszących odejściu nawałnicy, a wkrótce nocnego nieba, przejrzystego jak kryształ ta noc mogłaby wyglądać zupełnie inaczej.
A co zostanie mi po naszym wspólnym weekendzie?
Wiedza, że jeśli pójdę na wojnę i dostanę kulkę, to jeszcze ją poczuję, zanim padnę martwa.
Iście akrobatyczne popisy par: Werbat & Słowik oraz Werbat & Braids.
Świadomość, że to jednak prawda, że Wilki i Moją Bejbi można zaśpiewać do absolutnie wszystkiego.
Smak papierosa z klasztoru z Laosu, zapijanego słodką wiśniówką i szampanem, oznaczającego dla Nornika obutego w glamour japonki przekroczenie magicznego wieku.
Kołysanka dla Słowika, wyśpiewywana szeptem (Sto lat, sto lat...)
Poczucie totalnej niemocy na materacu pod orzechem.
Czarodziejska noc Hilwat.
Widok upiorów pojawiających się przy ognisku.
Świece gasnące w jednej chwili, gdy do ognia podchodzi demon wcielony.
Świt nad ciężkimi od kropel deszczu łanami zbóż.
Rozsłoneczniona stodoła kryjąca bardańskich rozbójników.
Jest tego znacznie, znacznie więcej, ale za mało mam słów dla wyrażenia tego wszystkiego
Jeszcze raz dziękuję, w pierwszej kolejności Wiewiórce i Adamowi, a w dalszej Wam wszystkim, z którymi bawiłam się podczas tych niesamowicie krótkich trzech dni.
Nie chcę Wam za dużo kadzić :p ale jeśli to prawda, że przyjaciele, to rodzina, którą wybieramy sobie sami - to ja z Wami w starej drewnianej chacie bez bieżącej wody czułam się jak w domu
Człowiek o wąskich horyzontach lepiej widzi to co przed nim.
Dzięki, dzięki, dzięki! Było przewspaniale. To było najlepsze wydarzenie w jakim brałem udział w tym roku (no może poza R-konem ). Bawiłem się świetnie (mniej więcej od 3-4 godziny mego pobytu) i tej zabawy nie zmąciła mi awaria auta (wielkie D. znaczy Dzięksy dla Adama za pomoc w doprowadzeniu wehikułu do porządku).
Osobno wielkie D. znaczy już wiecie co, dla Squirel i ponownie dla Adama za zorganizowane tego wszystkiego a w szczególności prześwietnego Snu Nocy Letniej - wielki Sz. znaczy Szacun!)
Jest właśnie chwilę po 20 i nie ma mnie teraz z Wami pod pomnikiem Maryśki ale jestem w stanie wielkiego Z. czyli Zmęczenia, trzeba to wszystko odespać, w szczególności wielkie M. czyli Muchy, których nareszcie nie ma ).
Jak dobrze pójdzie jutro będą do zassania zdjęcia z mojego aparatu.
Na koniec drugie wielkie D. tym razem Dobranoc. Mam nadzieję, że mi się przyśni retrospektywa tego łikendu
Piwo Hobgoblin z browaru Wychwood & Steampunk Strong Ale
dowiezienie nas na to zadu... eee znaczy ranczo, oraz cierpliwość, jeżeli chodzi o spłacanie należności za paliwo. Fakt faktem, miałem zamiar dzisiaj oddać Ci za to pieniądze (naprawdę ). Druga sprawa - respekt za LARPa, gdzie Gunnar był jedną z niewielu postaci, dzięki której widziałem światełko w tym ciemnym, mrocznym i wypełnionym przeciwnościami tunelu
If you don't eat yer meat, you can't have any pudding! How can you have any pudding if you don't eat yer meat?!
Uhh... piszę tego post już po raz drugi, bo coś się na forum znowu walnęło...
Skoro Squi rozdała Oskary związane z LARPem, to ja chciałbym rozdać parę związanych z terrAkademikonem as such: Najlepsi tancerze: Werbat ze Słowikiem Najlepszy remix: "Moja bejbi" na 100 różnych sposobów w wykonaniu Werbata Najlepsza sesja: Napewnoniemojasejsa w wykonaniu każdegoinnegotylkoniemnie Największy LARPowy fakap: "Dobrze się spisałeś szpiegu" Najbardziej spalony kawał: "... a czy nie przeszkadza pani, że nie mam roweru?" No i oczywiście oskar za ścieżkę dźwiękową idzie do jakiegoś ch****ego zespołu chip-chopowego za piosenkę "W aucie", która to wygrała bezsprzecznie
__________ Ostatnio zmodyfikowany przez Bioły 2008-07-15 13:13:41
If you don't eat yer meat, you can't have any pudding! How can you have any pudding if you don't eat yer meat?!
TerrAkademikon naładował mnie pozytywną energią na całe moje ostatnie wakacje, które pewnie będą nudne jak flaki z olejem. Zabawa była rewelacyjna. Wielkie dzięki należą się organizatorom za włożoną pracę, za te kilka miesięcy, które poświęciliście na przygotowanie Wyjazdowego Minikonwentu Grimuaru i przyjaciów. Nie mniejsze dzięki należą się uczetnikom, bo to oni zbudowali taką zaje... atmosferę - dobry humor się udziela, a przednia zabawa wciąga.
Piątek: ogromne podziękowania należą się Kindze Rusin. Bez niej grillowisko byłoby trochę ubogie. Nie znam innych ludzi, którzy mają do siebie tyle zdrowego dystansu i którzy potrafią stworzyć niepowtarzalną atmosferę. Dziękuję też wszystkim, którzy urodzili się w styczniu, lutym, marcu, etc., urodziły się w poniedziałek, wtorek, środę, etc., urodziły się w roku 1979, 1980, 1981, etc., były kobietami, mężczyznami, etc., siedziały koło Gwindora, nazywały się Braids, etc. - czyli wszystkim, którzy razem ze mną opili moje trzy literki i "brali cię w aucie". Specjalne podziękowania dla tych, którzy ululali mnie do snu znaną kołysanką "Sto lat".
Sobota: podziękowania należą się Braids, która zadbała o ogólnie panującą higienę osobistą, Jacy i współgraczom za emocjonującą Victorianę (już dawno nie miałem okazji tak się wczuć podczas sesji RPG), wszystkim, którzy woleli leniwie wylegiwać się na słońcu, zamiast ścierać się orężnie, Dorocie i Biołemu za kalambury - specjalne podziękowania dla pozostałych członków drużyny Ja, Jaca i Słowik - walczyliśmy dzielnie do ostatniego migrującego kokosa. Współśniącym Sen Nocy Letniej - kulminacyjnego punktu programu całego wyjazdu. To był najlepszy LARP w jakim do tej pory brałem udział. - Tutaj specjalne podziękowania należą się Emilce i Lilianie, bez których nieocenionej pomocy nie wyglądałbym tak jak wyglądałem. Mam nadzieję, że moich krzyków "nie wchodzić" i "zamknijcie drzwi" nikt nie wziął do siebie, ale tylko dzięki temu mieliście niespodziankę w trakcie Hilwat.
Niedziela: podziękowania dla wszystkich ludzi, którym chciało się zwlec tyłki z karimat i materacy, żeby wziąć udział w LARPie i dla tych, którzy tak agitowali, żeby się odbył. Bardzo szybko zupełnie wyrwał się spod kontroli, ale mam nadzieję, że mimo, że w pewnym momencie zrobił się LARPem eliminacyjnym, dobrze się bawiliście. Dalsze podziękowania dla Levira za konkurs muzyczny i zwycięskiej drużyny, która zostawiła pozostałych daleko w tyle. Dla Adama, który skonstruował kolejne ognisko z trzydniowymi kiełbaskami i pieczonymi ziemniakami oraz strasznymi historiami. Dla autochtonów, którzy zamiast rachować nam kręgi sztachetami, przysiedli się do ogniska i podzielili swoją wodą życia. - nie dziękujemy panu, który zostawił po sobie pamiątkę w koszyku z ziemniakami.
Poniedziałek: podziękowania dla osób, które zostawiły nam piwo pod jednym z łóżek. Po sprzątaniu miło było wypić złocisty trunek podczas oficjalnego zamknięcia terrAkademikonu, dla Mamy Adama, która poczęstowała nas zupą jarzynową i pysznymi pierogami z jagodami oraz Levira, w którego miłym towarzystwie i wygodnym samochodzie, wcinając Delicje wróciliśmy do Lublina.
Zdjęcia ode mnie gotowe do załadowania, jeno niech ktoś mi wytłumaczy (najlepiej na pw żeby nie zaśmiecać topicu) jak je wrzucić.. tudzież niechaj Słowik nada mi odpowiednie uprawnienia gdybym ich nie posiadał.
Piwo Hobgoblin z browaru Wychwood & Steampunk Strong Ale