W ubiegłe wakacje byłem w kinie na Władcach smoków (czy jakoś tak, francuska animacja, całkiem sympatyczna) i w kinie na ławeczce siedział sobie tekturowy Wall-e - jak żywy, o ile można to tak ująć. Dzieciaki, które tam były, wprost rzucały się na niego, aby go dotknąć, usiąść obok, zrobić sobie z nim zdjęcie. Zresztą ten akurat bohater może być bliski zwłaszcza małym dzieciakom, bo podobnie tak jak one jest bardzo naiwny w poznawaniu otaczającego go świata i ma podobny zasób słownictwa.
A traumę rozumiem w zupełności.