Regulamin 
Profil
Wyszukaj
Idź do strony:
Odpowiedz
Chodlik 2008
Grimuar
Crusta
Skąd: z nocnej wycieczki
Postów: 1977
Punkty: 4531
Krzak napisał:
Cóż, po akcji jaką odwalił legion lubelski w ubiegłym roku nie zdziwiłbym się, że to jakiś inny ;).

O czymś nie wiem? Szerzej proszę.
Ekipa orgów wydaje się profesjonalna-robią jakieś imprezy w jednym zamku... Kto i na ile by jechał? Problem, że to od środy do sioboty...
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Crusta
Skąd: Puławy/Lublin
Postów: 1884
Punkty: 4402
Z tego co mi kolega mówił to się nie stawili w ogóle nie uprzedzając nikogo. A może to dwa lata temu?

Ja się planuję wybrać. Nie wiem dokładnie od którego dnia, ale to się okaże.
tvn24: "naukowcy odkryli odległy o setki lat świetlnych układ słoneczny zadziwiająco podobny do naszego, na miejscu jest nasz reporter..." (Bash)
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Pustula
Skąd: stąd nie widać
Postów: 194
Punkty: 917
Mnie oczywiście nie może zabraknąć :D
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Crusta
Skąd: z nocnej wycieczki
Postów: 1977
Punkty: 4531
Może dwa lata temu. W zeszłym legionu nawet nie miało być bo nastawiono się na wąskie datowanie imprezy-tylko wczesnosłowiańskie.

EDIT: A kto z jadących by się pisał na uszycie jakiegoś wora słowiańskiego? Chyba w tym roku wezmę ze sobą Dwójniaczka...
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Ulcus
Skąd: Cuckoos nest
Postów: 937
Punkty: 2047
Jurek napisał:
A na ulotkę dali legionistę z jakąś dziwną zbroją. Nasi mają trochę inną . :D


Odnośnie tych zbrojek to mają ich tam kilka różnych Jurek, zresztą od ostatniego spotkania z nimi mogli trochę zainwestować w nowe wdzianka :)
Jak zaczynali mieli segmentaty i bodajże jedną squamatę, może po prostu mają coś lepsiejszego teraz :)
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Crusta
Skąd: z nocnej wycieczki
Postów: 1977
Punkty: 4531
Najprawdopodobniej ostatniej nocy Chodlika (piątek na sobotę) przeprowadzona zostanie reedycja larpa sobótkowego "Piołunowy kwit" czy jakoś tak... Kto się jeszcze nie namyślił ma dodatkową zachętę.
Zapewne odbędzie się "gdzieś w polu" około grodziska chyba, że uda nam się coś wykminić. Alternatywną są sąsiednie Żmijowiska i inne miejsca gdzie ludzie słowiańscy namchujadali.
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Crusta
Skąd: z nocnej wycieczki
Postów: 1977
Punkty: 4531
Excray napisał:
Co do Chodlika to planuję jechać z Merlinem autem. Myślę że znajdzie się jeszcze miejsce dla trzeciej osoby. Jak ktoś chętny proszę wołać.


Zabierzesz zapewne i Jurka jako drugiego orga oraz parę przedmiotów. Mimo to ktoś jeszcze się zmieści. Jedziemy pewnie ok 16 w piątek.
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Pustula
Skąd: z importu
Postów: 397
Punkty: 877
To jest komplet. Ja, Jurek, Merlin i Krzak
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Pustula
Skąd: stąd nie widać
Postów: 194
Punkty: 917
Wielkie dzięki Adam, ale ja zapewne przyjadę własnym (znaczy służbowym :D ) autem. Bo przy okazji podrzucę, żonę do teściowej :mrgreen: Tak że możesz śmiało wziąć kogoś jeszcze.
Niestety auto jest dwuosobowe, więc ja nikogo więcej nie będę mógł wziąć, ale mam wielką pakę więc jeśli trzeba było by zabrać jakieś graty to bez problemu. :D
Offline
Profil
Wiadomość
Grimuar
Crusta
Skąd: z nocnej wycieczki
Postów: 1977
Punkty: 4531
Uwaga!
Na Chodlik koniecznie weźcie:
-kari/alumatę i psiwór chyba, że preferujecie spać na sianie pod skórami (to wtedy je weźcie)
-coś od komarów i innych wredot tego rodzaju

Opcjonalnie:

-namiot-a nuż będzie padać; ja wezmę i mogę 2-3 osobom odstąpić
-kompas
-podpałkę do grilla, szmaty i drut-na pochodnie i naukę plucia ogniem
-strój wczesnośredniowieczny

Plan:
Piątek ok 16 wyruszamy, Chodlik jest wówczas zamknięty więc dekujemy się pod grodziskiem we wsi-piwo etc.
Wieczorem robimy wypad do Żmijowisk (grodzisko obok ok 3 km.) albo do lasu -zależy co nam się zachce i ilu nas będzie. Laprujemy do rana, jeśli będzie nas mało to w zamian zrobimy małego larpa(?) albo Imprezę na Orientację-łażenie po lesie i szukanie punktów:) Jak nam się znudzi to strzeli się sesyjkę. W wolnym czasie możemy potrenować plucie ogniem jeśli weźmiecie podpałki do grilla.
Po 4 rano robi się jasno więc można iść spać. W sobotę otwierają imprezę dopiero od 12 (w dni powszednie 8.30 wcześniej bo szkoły przyjeżdżają). Za to otwarte będzie do 22-z finałem-o 21.30 inscenizacja teatralna m.in. taniec z ogniem.
Wygląda na to, że później może uda się załapać na jaką jeszcze imprezę:)Zobaczymy. Generalnie w tym roku wszystko wygląda bardziej majówkowo-festynowo niż historycznie co dla ludu jest ciekawsze, dla grup odtwarzających może nie. Jednak organizatorzy zapewniają o przybyciu tego i owego odtwarzacza. Ocenimy.

A oto co piszą gazety: http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080526/NEWS01/502896652

A teraz jeśli ktoś się chce zachęcić to tekścik przedlarpowy wprowadzający w klimat do Perunowego Kwiatu-autorstwa Elficy

Gdyby nie to, że spod rozłożystej lipy dochodziły z lekka już pijackie głosy miejscowej starszyzny, popołudnie mogłoby być piękne: słońce sączyło się spomiędzy gęstego listowia, ptaki przekrzykiwały się jeden przez drugiego a w powietrzu unosił się nieokreślony zapach długiego popołudnia. W Zarzeczu było jeszcze bardziej sielankowo niż zwykle.

- Ech, dawniej to lepiej bywało – westchnął tradycyjnie, lecz z całego serca stary wójt, znany w całej wsi z uwielbienia dla grochówki i skłonności do rozwolnień.
Reszta przezacnej kompani była tego samego zdania, ale zgadzanie się nie leżało w ich zwyczaju. Przyznanie komuś racji to jak poddanie się bez walki. Poza tym gąsiorki z miodem były jeszcze pełne i szkoda było tracić czasu.
- Lepiej było – nie poddawał się wójt – i kobiety były piękniejsze. Dobrze pamiętam, jak jakaś szła przez wieś, to nie szło się nie obejrzeć, bo i też było za czym: z przodu cud, z tyłu bogini…
- Tyś to nie tylko patrzył, wójcie, ale i obłapiał – uśmiechną się krzywo mrugając przeraźliwie niebieskimi oczyma Wsiesław, wioskowy kowal – Jeśli dobrze liczyć to co piąte dziecko w tej wsi w swoim czasie miało cię za ojca…
- Ech, było minęło, dawne czasy – wymruczał z jakąś dziwną nostalgią w głosie wójt.
- A przede wszystkim – włączył się do dyskusji kościsty i twardy jak rzemień kapłan Boguchwał – młodzi słowo rodziców w głębokim poważaniu mieli. I zimy jakby coś cieplejsze bywały.

Malowniczą grupkę miejscowych tetryków tworzyła trójka szczerbatych jak stary płot mężczyzn. Pszczoły latały w powietrzu i roznosiły za sobą zapach miodu.
Siemię odchylił się do tyłu na drewnianej ławie i podjął wywód:
- To jak dziś przecież pamiętam, że ojca słowo za święte stało, a najlepszy przykład, ot, niech będzie sprawa garncarskiego syna, Ziem mu chyba było. Na potańcówkę do sąsiedniej wsi się wybrał, bez ojcowskiego pozwolenia. Krzesimir czekał do rana i się doczekał. Leciał potem z pasem za synem przez pół Zarzecza chyba, aż go dopadł i złoił skórę. I nikt mu złego słowa nie powiedział, nawet sam syn, choć już grubo po czterdziestce był i łysieć zaczynał.
- Krzesimirowi nie dało się powiedzieć złego słowa – wtrącił radośnie Męcimir. – Ale to dlatego, że zawsze można było się spodziewać w odpowiedzi jeszcze gorszego.
- Ano- rozjaśnił się Bolebor – z nim to zawsze coś się działo. Pamiętacie, jak swojej żonie wszystkie łaszki na najwyższym świerku porozwieszał? Oj, kobita potem chyba z trzy dni ściągała koszule, zapaski i spódnice. Ho, a nóg się przy tym jej można było naoglądać, oj można było… I żeby tylko nóg…

Nad srebrnymi głowami starców przeleciała sowa. Cień skrzydeł przypominał długi powróz.
- Ot, wylazła gadzina, kolację sobie znaleźć – Siemił uważał się za znawcę w każdej możliwej dziedzinie – Żyjątko, a wie, że najkrótsza noc dziś.
- Za to dzieje się najwięcej z całego roku – powiedział Męcimir.
- E tam, działo to się, jak myśmy byli młodzi.
- I piękni – mrugnął Męcimir.
- Ano, rzekłeś. Najpierw panny szły rwać te swoje chabazie, a potem można już było robić co się chciało: z panną gadać albo przy ogniu siedzieć. Świętowało się porządnie, nie tak jak dziś – ledwo północ minie, a oni już siedzą pod stołem i rzygają.
- Dziś nie będą, bo czasu im braknie na ważniejsze sprawy… - Męcimir był nadzwyczaj zadowolony – Wiecie, że wójt gospodarstwem chce się zająć, to i posady się zrzeka? Ano tak. Ponoć ma już upatrzonego swego następcę. Ot, szczęśliwy człek: dom zbudował, syna spłodził, córkę za mąż wydaje…
-To znaczy, że na wiec na się trza udać?
-Ano, po swawolach święta Kupały odbyć się mają zaślubiny wójtowej córy Racisławy z Dzierżysławem, a potem nowego wójta mamy obierać.
-Udana z nich para. Dziatki pewnie równie udatne będą.

Nad wioską wstawał powoli dzień. Słońce powoli wytaczało się zza horyzontu, a rolnicy leniwie zwlekali się ze swych łóżek. Każdy miał świadomość wyjątkowości dzisiejszego dnia. Trzeba będzie się przygotować do wieczornych uciech. Zbliża się Święto Kupały, noc ognia i wody, radosny czas gdy zakochani łączą się w pary, a bogowie spacerują po ziemi. Tegoroczną Kuplanockę miały dodatkowo uświetnić zaślubiny wójtowej córy i wybór nowego wójta. Ale to miało nastąpić dopiero o świcie.
Późnym popołudniem gdy przygotowania do sobótki powoli miały się ku końcowi każdy rozmyślał co przyniesie dzisiejsza noc. Miłość, magię, czary? Może wreszcie uda się odnaleźć wreszcie perunowy kwiat co na paproci wyrasta… Któż wie co się wydarzy, ponoć sami bogowie nie znają do końca losów świata. Przekonajmy się.
Offline
Profil
Wiadomość
Odpowiedz
« [1-10] [11-20] [21-30] »