Pogromca parasolek był zabójczy. Niestety co najmniej jeden parasol został zmasakrowany do tego stopnia, że reanimacja go została zaniechana. Niech spoczywa w pokoju. A nawet pod AOSem.
Impreza była bombowa, było bardzo sympatycznie. Choć na początku dziwnie się czułam wśród tych tłumów nieznajomych mi ludzi, ale później się zrobiło już naprawdę super. Byli Najlepsi Debiutanci, przekazywanie wina (choć udało się średnio, chyba nie to towarzystwo - oby na terra wyszło lepiej), Wielkie Szychy (zabrakło tylko dwóch prezesów!), Ż, dawno niewidziani, i tak dalej. Ciekawe, czy był wśród nad Gwardzista - to tak nawiązując do postu Słowika.
Z uwagi na godzinę mego powrotu do domu będę dziś mocno odchorowywać te ognisko, do tego się kompletnie spłukałam przygarniając kolejne malutkie szczeniaczki w Chili, ale co mi tam - było super
Dziękuję orgom i uczestnikom, lowe :*