Pojawia się nagle wśród straganów, budząc nieuzasadniony popłoch wśród kramarzy i kupców.
Dokładnie wiedział dokąd idzie. Przymgloną szybę małego sklepiku na rogu okalało czarne, brudnawe drewno. Kiedy Żałobnik, ze swym jakby coraz bardziej złowieszczym uśmieszkiem na twarzy, przekroczył próg, znad jego głowy ozwał się miedziany dzwoneczek. Sklep był ciasny i zawalony najróżniejszymi rzeczami, lecz Tanatos nie poświęcił mu ani odrobiny uwagi. Energicznym krokiem podszedł prosto to lady i kurtuazyjnie dotknął dłonią ronda kapelusza w powitaniu.
Za ladą stał brodaty karzeł w okrągłych binoklach i wyszywanej żółtej kamizelce z dużymi guzikami. Na widok Tanatosa uniósł w zdziwieniu brwi, po czym wstąpił na stołeczek ustawiony tuż przy ladzie tak, że niemal sięgał w ten sposób Cmentarnikowi do brody. Karzeł spojrzał na Tanatosa surowo zza okularów, a ten wykrzywił swą twarz w karykaturze uśmiechu: - Witaj Merkuriusie!- rzucił wesoło - Dawnośmy się nie widzieli!
Karzeł wykrzywił się straszliwie, po czym splunął na podłogę, dobitnie wskazując co ma na ten temat do powiedzenia. Nienawiść w jego wzroku wzmogła się i odruchowo potarł dłonią prawą nadgarstek lewej ręki, dookoła którego widoczna była jeszcze potężna blizna. -No, no, po co te niesnaski i złości - przesadnie słodko wymruczał barytonem Żałobnik. - Nie przyszedłem tu wszak dyskutować, lecz zrobić zakupy... TE zakupy...
Karzeł spojrzał na niego z odrazą, po czym bez słowa wziąwszy wielki papierowy worek, począł wrzucać do niego wskazane przez Tanatosa przedmioty: kilka starych przewodów, plastikowe rurki, stary nie działający Pod generator, woreczek opiłków żelaznych, ostrzarkę do noży, skórzane pasy zabezpieczające, foliową płachtę, nowy trzonek do łopaty... Kiedy w końcu sprawunki były gotowe, Merkurius, ledwo idąc, wyniósł worek Tanatosowi pod drzwi, a kiedy ten sięgną ku sakiewce, karzeł pchnął je i wysyczał wściekle mierząc go wzrokiem: - Wynoś się Trupojadzie! I żebym Cię tu więcej nie widział przez kolejnych tyle lat! - po czym odwrócił się na pięcie i zniknął na zapleczu.
Cmentarny Baron uśmiechnął się tylko krzywo pod nosem, ukazując nienaturalnie białe, lśniące zęby, po czym chwycił worek, opuścił sklep i, mamrocząc coś cicho zadowolony skierował się ku ulicom miasta.
Tanatos wychodzi na Ulice.
I looked. I shall not look again.
For yet I see them pass.
The hollow faces of the drowned
In mist beyond the glass.
Nubuk w towarzystwie Doktora i ducha Thairessy wchodzi na Czarny Rynek od strony Haremu Widzisz, przyjacielu, Ojciec jest, można by tak powiedzieć, spadkobiercą Triady, pierwszej władzy w Lublinie Pod. O niej opowiem później, a póki co powiem tylko, że władzę nad Legionem dostał z rąk samego Króla Słońce, a później, dla dobra miasta sam przejął jej pełnię.
W tym momencie drogę przeciął im nie kto inny, jak sam Car, zmierzający właśnie do Absyntu. Nubuk ukłonił się dwornie, ale nie powiedział słowa. Przecież w tej chwili dla Cesarza nie znaczył nic, a niedługo miał się z nim spotkać. Właśnie miałeś szczęście ujrzeć drugiego z tych, którzy grają o najwyższą stawkę. Car, władca Ochrany we własnej osobie. Lepiej nie zapominaj jego twarzy, bo może cię to dużo kosztować. Ale jego twarzy i tego spojrzenia nie da się zapomnieć, prawda? Uwierz mi, że jest to człowiek który mówi cicho, bo nawet Lublin Nad milknie, żeby nie uronić żadnego słowa. Ten, który zna każdy, nawet najbardziej skrywany sekret. Cesarz Ochrany, rządzący najbardziej krwawą mafią w dziejach. Widzisz, że nawet wiatr zamiata przed nim drogę? Właśnie... On ma siłę. Stworzył od zera organizację pełną szaleńców. Ostatnio stracił swoich najważniejszych ludzi, ale głupcem jest ten, który sądzi, że zdrada Spaślaka, szaleństwo Szmalcownika i zniknięcie Kornika zniszczy Carską Policję. Jak wiele razy, pogrąży się w chaosie, a kiedy zapanuje ład - nazywam go tak, chociaż jest to stan obcy Ochranie, ale lepszego słowa nie ma - to właśnie Car będzie na szczycie i jak zwykle będzie wzbudzał strach.
Wchodzili już na sam Czarny Rynek. Nubuk skierował się ku kolumnie, służącej jako tablica ogłoszeń. Im bliżej niego, tym potężniejszy był gwar, a tłum gęstniał, dlatego też Krążca zwolnił kroku. Jego ręka powędrowała do kieszeni, do rulonu papieru, zapisanego w Kabarecie Absynt. Przerwę opowieść, bo oto znaleźliśmy się w centrum Lublina Pod! Gwar, ruch, to miejsce tętni życiem i gdyby nie sprzedawane tutaj towary, mógłbyś pomyśleć, że jesteś na jednym z jarmarków z Nad. Każde miejsce ma swój targ, zawsze nazywa się on inaczej. My nazywamy swój Czarnym Rynkiem, bo nazwa ta dobrze oddaje jego charakter. Nie sprzedaje się tutaj niczego nielegalnego, bo legalność towaru jest rzeczą względną, ale widzisz tego biedaka, który podniósł z ziemi wióry metalowe, wyrzucone przez jednego z bogatszych handlarzy? Oto jest natura Czarnego Rynku! Mamy wszystko, tanio, drogo, ładne i kolorowe, brzydkie i szare, przydatne i bezużyteczne. Zapłacić możesz czym tylko chcesz, jeśli będzie to wartościowe dla handlarza. Możesz oddać buty, dobre słowo, informację, nawet swoją duszę! Gdzie indziej znajdziesz taki liberalizm? O tym marzą w Świecie Nad, jednak nigdy tego nie osiągną. Zapamiętaj jednak, że najcenniejszym towarem w Mieście Cieni jest przysługa, a najbardziej wartościową walutą - wdzięczność. Jednak te, jak wszystko, mogą się zdewaluować w rękach kiepskiego kupca.
Kiedy w końcu doszedł do słupa, zamilkł. Okrążył go powoli, czytając ogłoszenia, jedno za drugim. Zerwał broszurę traktującą o godzinie zemsty, mówiąc przy tym: To są niebezpieczne rzeczy i niebezpieczne słowa. Nie należy tego czytać, bo można się pogrążyć.
Schował pomięte ogłoszenie do kieszeni, na jego miejsce przyczepił własne, na którym koślawymi literami nakreślone było kilka zdań.
Sędzio, Kacie, bracia, szukam Was. Skontaktujcie się ze mną najszybciej, jak tylko możecie. Będziecie mogli mnie znaleźć w Haremie.
Sumati, jeśli jeszcze jesteś, jeśli jeszcze żyjesz, daj mi znak. Pragnę się z Tobą spotkać. Z mojej strony nic Ci nie grozi.
Dawna przyjaciółko, była przeciwniczko, gdzie jesteś? Zniknęłaś mi z oczu, znowu. Mamy tyle rzeczy do opowiedzenia...
Czysty, Nubuk Pod-Nad-Krążca.
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez Nubuk Czysty 2008-11-28 15:32:10
Lubelski Pod-Nad-Krążca, Handlarz Opowieściami i Innym Towarem Jakimkolwiek
Thairessa, słabo widzialna nawet dla Nubuka, przybyła wraz z nim na Rynek z Haremu
Uczepiła się ręki Krążcy i tak wędrowała z nim. Jeszcze nie mówiła do nikogo innego od Nubuka, więc ostatnia próba mówienia do Madame, nawet nieważne że udana, mocno nadwątliła jej siły. Wisiała sonie tak, uczepiona jego ramienia, prawie powiewała na wietrze. Nikt nie widział, nikt nie czuł, że Krążca "coś" holuje za sobą. Śmiała się cicho, jak pijana. A to tylko zmęczenie. Słyszał jej perlisty, czysty śmiech.
Gdy przystanął by zająć się ogłoszeniami, puściła go. Na chwilę zamarła, wpatrując się nieruchomo przed siebie. Po chwili pokręciła głową, jakby chciała odgonić natrętną myśl. Podbiegła do Nubuka, gdy kończył wieszać ogłoszenie. Szepnęła mu coś na ucho.
Uduchowione Dziecię Ulicy... Tylko nieliczni ją słyszą, jeszcze mniej widzi
Doktor w towarzystwie Nubuka i ducha Thairessy wchodzi na Czarny Rynek od strony Haremu.
Doktor z zamyśleniem chłonął opowieści Nubuka. Zastanawiał się czym jeszcze zaskoczy go ta nowa rzeczywistość. Rzucił okiem na ogłoszenia. Przeczytał i rzekł do Nubuka: O Sędzim i Kacie już trochę wiem ale kim jest Sumati i czemu piszesz do niego? Czy grozi mu jakieś niebezpieczeństwo? Zastanawia mnie też gdzie właściwie mieszkasz. Jestem trochę zmęczony i może znalazłby się dla mnie jakiś kąt? Chętnie też Ci pomogę... jeśli będę w czymś przydatny.
StaryLublin dopisał brakujące "zdanie wejścia".
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez StaryLublin 2008-11-29 20:24:56
Na czarnym Rynku zamieszanie swym przybyciem wywaołał Sędzia przychodzący z Ulic
Myślałem już, że moje sprawy w tym mieście rozwiązał bezpowrotnie Wiec... Ale jednak, zbyt wiele w tym mieście zależy ode mnie...Nubuk. Najpierw Nubuk... Czego chce ten niespokojny duch? Może jest gdzieś tutaj?!
Obdarty nastolatek patrzący na Sędziego z rozwartą szeroko szczęką zorientował się, że Sędzia patrzy teraz na niego, ale nie spod tablicy, gdzie stał przed sekundą... W mgnieniu oka znalazł się za nim... Miczący i pachnący siarką wysoki człowiek upuścił na jego ramie dłoń ubraną w skórzaną rękawice. Ogarnął go stupor, a między nogami poczuł ciepłą wigoć moczu... A kiedy zrozumiał, że wie o tym także Sędzia zaczął płakać.
- Wytrzyj smarki, dzieciaku- Głos szorstki niczym papier ścierny brzmiał jak taki, u którego sprzeciw znaczy śmierć. W mgnieniu Oka zdołał się pozbierać i wspominając tą chwilę wiele lat później stwierdzi, że nigdy wcześniej i nigdy później nie zdołał powtórzyć tej sztuki, a szkoda- Znajdź mi Nubuka. Biegiem. Słyszysz?- To mówiąc patrzył mu prosto w oczy. Pokiwał głową i biegiem ruszył w kierunku tłumu jakby jego życie zależało od tego czy znajdzie Nubuka... I chyba własciwie tak było.
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez Sędzia 2008-11-29 18:52:51
Kiedy zbliżał się do Czarnego Rynku, gwar zaczął rosnąć, kręciło się tutaj dużo więcej osób, każdy podekscytowany, każdy miał coś do załatwienia, każdy gdzieś się spieszył. Dandys przystanął na chwilę i rozejrzał się po placu.
Zdziwiło go to, że tutaj nic się nie zmieniło. Nawet mimo trzęsień, nawet po wiecu, Czarny Rynek tętnił życiem. Kolorowy tłum przelewał się przez plan wychodząc z jednych a niknąc w innych wąskich uliczkach. Trącił go jakiś jegomość w kraciastym płaszczu niosący na plecach wypchany jutowy worek. Skinęła mu głową nad wyraz smukła kobieta w czerni, której twarz zasłaniała woalka. Wyminął go wyrostek z zaplamionymi spodniami, który gnał dokądś, jakby go sam diabeł gonił. Zgiełk zagłuszał jego własne myśli.
Poprawił płaszcz, wcisnął dłonie w kieszenie i ruszył mozolnie w kierunku Bramy Grodzkiej, przeciskając się pomiędzy ludźmi, ignorując zaczepki sprzedawców, starając się lawirować w tłumie, od czasu do czasu przepraszając, jeśli kogoś potrącił.
Gdzieś w oddali mignął mu kapelusz sędziego, kątem oka widział rozmawiającego z kimś Nubuka Pod-Nad-Krążcę, gdzieś w oddali idący od strony klasztoru patrol Legionistów. Przyspieszył kroku, omal nie wpadł na dwukółkę pełną zaśniedziałego i pordzewiałego złomu, pchaną przez spoconego grubasa. Dopiero, kiedy kamieniczki zbliżyły się do siebie tworząc wejście w ulicę Grodzką.
StaryLublin usunął "zdanie wyjścia", które nie wyprowadza postaci z lokalizacji. W przypadku pozostania na tej samej lokalizacji nie piszemy "zdania wyjścia".
Plotki to rzecz codzienna. Jednak im ważniejszych osób dotycza tym sprawiają wrażenie bardziej interesujących. Zwłaszcza, jeżeli idzie o plotki tyczące się nowego króla.
Ludzie powiadają, że ostatniej nocy widziano wóz przypominający te, na których ciała po zarazach zwożono na cmentarze. Ten jednak zmierzał od strony Zakątka Żałobników wraz z ładunkiem. Ręka w skórzanej rękawiczce zwisająca bezwładnie z jednej strony upewniała co do ładunku. Mężczyzna, który pchał wóz nie został zapamiętany, gdyż wzrok obecnych osób skupił się na Królu-Z-Wieży idącym spokojnie obok wozu, który potoczył się w stronę Wieży Trynitarskiej.
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez StaryLublin 2008-11-29 20:16:50
Zaśmiał się, słysząc te pytania. Pogładził odstającą lekko od kolumny kartkę. Otóż widzisz, przyjacielu, ja nigdzie nie mieszkam. Domem moim ulice, mieszkam tam, gdzie złożę głowę przed snem. Tak jest od wielu lat. Przywykłem do tego i uznałem to za wcale wygodne. Jeśli kiedy skończę, zaprowadzę cię do mojego miłego znajomka. Ma na swoim stryszku kilka wcale wygodnych łóżek.
Przejechał palcem po drugim z ogłoszeń. Sumati...
Odwrócił się i zaczął brnąć przez tłum. Sumati, a właściwie Sumati Dhanray Bashkar, jest przywódczynią ostatniego z trzech gangów. Od imienia ich pani nazywają ich właśnie Dhanray Bashkar. Są tutaj od niedawna i stanowią ogromną tajemnicę, nawet teraz, kiedy są w rozsypce. Widzisz, są oni mocno zainteresowani okultyzmem, a gromadzą wiele tajemniczych i mrocznych indywiduów. Tym co spaja ich jako grupę jest uwielbienie dla ich pani, czy raczej guru. Otaczają ją niemal boską czcią. Bashkaryci, kolorowe dzieci Sumati, bardzo stracili ostatnimi czasy w oczach ludzi. O szczegółach opowiem już niedługo. Wystarczy, że powiem, że pupilkiem Dhanray Bashkar była Gargoyla, straszna istota. Istota właśnie, nie człowiek. A mieszkańcy Lublina Pod zawsze się ich obawiali, bo byli zbyt... inni. Obcy.
Udało mu się przepchać do jednego ze straganów, przy których stał niski człowieczek. Pod jego czarną czupryny błyszczały oczy, zdradzające inteligencję. Do twarzy przylepiony był usłużny uśmiech.
Przy straganie miała miejsce wymiana uprzejmości i krótka rozmowa. Mały przedmiot zawinięty w czerwoną chustkę zmienił miejsce pobytu z kieszeni Nubuka na lepką dłoń sprzedawcy, w zamian Nubuk otrzymał brzytwę i niewielką puszeczkę. Po kolejnej wymianie pozdrowień oba nabyte przedmioty trafiły do rąk Doktora. Weź to, przyjacielu, nie odmawiaj. Musisz się szybko nauczyć nią posługiwać. W puszce jest proszek do ostrzenia. Wracając do tematu... Nie dziwię się, że bashkaryci czcili swoją panią. Przypomina jedną z bogiń spod dłuta Michała Anioła, włada też potężną magią... Niesamowita postać, jedna z dwóch najbardziej wpływowych kobiet w Mieście Cieni, jednak... Ona została okrutnie wykorzystana.
Westchnął ciężko, spojrzał w niebo i wciągnął w nozdrza powietrze. Przez zapach ciżby ciał i rozrzuconych wszędzie odpadków przebijała się delikatna woń kwiatów... Nubuk skierował się tam, skąd pochodziła. Dlatego teraz Sumati i jej dzieci są w rozsypce i dlatego chcę się z nią spotkać. Oprócz gangów mamy tutaj inne siły, z których trzy są najważniejsze. Pierwszą są wszystkie ruchy rewolucyjne, takie jak ten z Kaprem, którego szukasz. Najważniejszym, bo chyba nie jedynym, jest niemal rozbity Nowy Porządek. Najbliższe dni powinny przynieść odpowiedź. Osobiście nie lubię tych grup. Nie odpowiadają mi ich metody, trochę zbyt krwawe, zawierające zbyt dużo dynamitu. Według nich każdy, kto nie jest w gangach lub z Triadą ten jest z nimi. Albo kto nie z nami, ten przeciwko nam. Działają dla ludzi, a ich nie zauważają i krzywdzą. Jak to zwykle bywało podczas rewolucji, najbardziej dostają ci, którzy są na samym dnie. Muszę powiedzieć, że, niestety, sam się przyczyniłem do śmierci przywódcy Nowego Porządku. Dla ludzi był dobrym, uczynnym lekarzem, Niselem Faberem, który pomagał każdemu potrzebującemu. W tajemnicy był anarchistą Kropotkinem, za głowę którego wyznaczono nagrodę, a jakże, zasłużoną.
Na skraju rynku podszedł do kramu. Pełno było na nim kolorowych kwiatów, jakoś dziwnie nie pasujących do tego miejsca. Zamienił kilka słów ze sprzedawcą, obiecał mu, że sprowadzi do lekarza do jego córki, dostał w zamian bukiet orchidei. Wrócił do swojego towarzysza. Straszne, że właśnie tacy ludzie kończą w taki sposób, prawda? Która twarz była prawdziwa, dobry Nisel Faber, czy okrutny Kropotkin? Czy to Nisel Faber służył Kropotkinowi, czy Kropotkin Niselowi? Czy to charyzma, wdzięczność czy idea przyciągała do niego ludzi, w tym wielu wspaniałych, jak Romana Wróżbitka-Ramona Bojowniczka, za której głowę oferowano sowitą nagrodę, a która powiedziała wszystkim prawdę o Trinovantesie, Ojcu, Sumati i Nubuku-Czystym? Nubuk prowadzi doktora Kowalczyka i Thairessę na ulice Lublina Pod.
Lubelski Pod-Nad-Krążca, Handlarz Opowieściami i Innym Towarem Jakimkolwiek
Po godzinach błądzenia po mieście Kat dotarł w końcu na Czarny Rynek. Przeszedł go powoli znieważając na nikogo, nie musiał ciżba zaraz chodziła mu z drogi nie chcąc wchodzić mu w drogę. Podszedł do słupa ogłoszeń przy którym momentalnie zrobiło się pusto, zlustrował pobieżnie ogłoszenia, zatrzymał się na chwilę na jednym po czym odwrócił się i udał w kierunku Haremu, pogrążony w myślach, nieobecny.
[color=green]KAT udaje się do Haremu.
StaryLublin dodał zdanie wejścia i wyjścia. Proszę o tym pamiętać! Nie będę ciągle dopisywać za Was!
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez StaryLublin 2008-12-02 08:48:00
Maja wchodzi na Czarny Rynek
Kiedy była tu poprzednio nie zwracała uwagi na życie, toczące się tuż obok niej, dlatego panujący na Rynku harmider był dla niej czymś nowym. Początkowo chodziła tylko od straganu do straganu, oglądając towary, zastanawiając się, gdzie najlepiej będzie sprzedać swoje wyroby. W końcu podjęła decyzję i rozpoczęła targi. Choć miała w tym pewną wprawę nie liczyła na duży zysk – tutejsi kupcy dobrze znali się na swoim rzemiośle. Ostatecznie udało jej się dokonać wymiany, zdobyła wszystkie potrzebne jej przyrządy. Kiedy odeszła od straganu bardzo zadowolony z siebie kupiec natychmiast wystawił jej dzieła na straganie, oczywiście po kilkakrotnie wyższej cenie. Maja powoli ruszyła w stronę Wierzy Trynitarskiej.
"Każda wystarczająco zaawansowana Technologia jest nieodróżnialna od Magii"...
..."Każda technologia odróżnialna od magii jest niewystarczająco zaawansowana"