Co do Wiewiórki - większość postaci na moich sesjach powstawało według schematu:
1. MG oznajmia, że ma przygodę, tudzież że chce prowadzić.
2. Gracze opowiadają MG swój pomysł na postać i dostają podręcznik do domu, z moralnym obowiązkiem streszczenia się i przekazania dalej (jeśli dobrze znamy system, to nie musi być potrzebne). Ewentualnie MG spotyka się z nim i tworzy postać.
3. Przychodzimy na sesję, gracz który ostatni stworzył postać przynosi podręcznik.
4. MG zaczyna sesję od spojrzenia na karty postaci. W sumie, 15 minut, tym bardziej że wcześniej miał ogólny obraz postaci i wiedział czego
z grubsza się spodziewać.
5. Podręcznik zostaje u MG/właściciela/w stałym miejscu grania. Who cares.
W ten sposób oszczędzamy dużo czasu samej sesji. A że zazwyczaj grałem w weekendy, na tygodniu było dość czasu dla czwórki graczy na stworzenie postaci. Zwłaszcza, że rozpoczęcie przygody z wielu powodów się na ogół obsuwało (np. znalezienie dostatecznej liczby graczy).
Było o tyle łatwo, że gracze spotykali się w szkole i można było omówić postaci i przekazać podręcznik. Teraz do omawiania można używać internetu, a jako znajomi i tak się spotykamy, więc przekazanie podręcznika nie jest trudne.
Dodatkowy element jest taki, że MG opisywał nowy system, zanim zaczynał prowadzić, zwłaszcza jeśli wprowadzał jakieś autorskie poprawki itd.
Z innych problemów tego układu - jeśli MG potrzebował pilnie podręcznika przed samą sesją/w jej trakcie, a nie sprawdził tego dyskretnie nie przerywając prowadzenia, to w oczach graczy zostawał bucem, bo rozbijał klimat. Prosta sprawa, wiesz jak sobie poradzić albo improwizujesz.
Litwinie, generalnie, jeśli nie chcesz stosować PDFów, nie musisz. Przed PDFami ludzie sobie radzili. Teraz jest łatwiej bo jest internet, ale te same metody mogą działać.
Andrzeju, to prawda, że są wygodne przy przeprowadzkach. Jednak, jak się ostatnio przekonałem, nie muszą być bardziej trwałe. Ostatnio straciłem wszystkie PDFy, bo poszły, po kolei, pendrive, dysk i płyta na których je miałem. Fakt, że mam pecha do wszelkich elektronicznych sprzętów, ale to zwiększa moje zaufanie do papierowych podręczników.
Prawda, że do wyszukiwania mogą być lepsze. Tylko ja rzadko pamiętam, na której co jest stronie, tylko w jakiej kolejności są różne rzeczy w podręczniku. Po prostu, inaczej zbudowany mózg, inne rzeczy są dla niego wygodne. A indeks można zastąpić żółtymi karteczkami

.
Inaczej mówiąc, co obie opcje mają swoje zalety, których waga zależy od podejścia do sprawy, czyli co kto lubi i tyle.