|
A ja uważam, że Neverwinter czegoś brakowało. Gra faktycznie wygląda jak cacuszko przy pozostałych sagach, klimat wynikający z wyglądu niewątpliwie ma, jest kolorowa ale... Czy przypadkiem nie kosztem fabuły?
Może to wszystko dlatego, że Baldur przyzwyczaił mnie do fajerwerków fabularnych. Postacie ze wstrząsającymi historiami, wielostopniowe kłesty i cała masa fajnych bajerów, które nie były potrzebne do tego aby grać, ale robiły klimat, jak np. NPce którzy służą tylko do tego, aby nam opowiedzieć co tam słychać w dalekich krajach, bardowie, dla których nic nie można zrobić poza wysłuchaniem ich pieśni, wspomniane przez AndrzejaB bardzo klimatyczne opisy przedmiotów, masa niepotrzebnych miejsc, w których nic się nie dzieje z fabularnego punktu widzenia, ale same w sobie są niezłym bajerem, etc. Do tego długie rozmowy z postaciami i dość nieprzeciętne podejście do gracza - dla tych, co sobie chcą tylko pograć, ewentualnie po powergamingować są kłesty z dużą ilościa expa, mało skomplikowane, pójdź-znajdź-zabij. Dla tych, którzy cenią sobie RPGowość w cRPGch i chcą czegoś więcej są właśnie fajerwerki fabularne, kłesty poboczne, dość skomplikowane czasem, przygody nie kończące się zabiciem potwora, lecz drobną refleksją nad światem i gry i jakichś takich ogólnych wartości.
Mam wrażenie, że Nvn i Icewind Dale brakuje tej drugiej sfery, a to jest właśnie to co mnie najbardziej pociąga w Baldurze i w ogóle, w grach komputerowych (btw-offtop: mam ochotę na topic o przygodówkach, ale czy będzie z kim rozmawiać o tym? Z doświadczenia wiem, że mało RPGowców lubi przygodówki. No może poza cthultystami i adventurystami, jak ja :-P).
|