Z wodą to było tak: podczas mojego konkursu w ogóle jej nie było - jak u Doroty choćby, a kiedy następnego dnia rano chciałam napić się wody w sali pokazowej stojącej (spaliśmy tam), to obsługant - faszysta w czerwonej bandanie - wpierw kazał mi pokazać plakietkę, bo "woda jest tylko dla prelegentów", a jak mu powiedziałam, że to doskonale, bo właśnie jestem jednym z nich, zapytał mnie czy mam prelekcję teraz w tej sali, a jak mu powiedziałam, że nie, to powiedział, że woda jest nie dla mnie i że nie po to on latał do Reala, żeby jakiś obcy ktoś wodę tę prawowitemu prelegentowi wypijał.
Żałuję tylko tego, że wkurwił mnie tymże niemiłosiernie, i że zachwalając temperaturę i konsystencję pysznej realowej wody, ostentacyjnie wypiłam aż pół kubeczka, nim ostatecznie wyszłam.
A z listą było tak jak Krzaku mówi. Miałam jeden konkurs za 50% zniżki, Wiki wciągnęła mnie na listę osób współorganizujących pokaz mody jako konferansjera, który to pokaz powinien mi dać kolejne 50%. Przy wejściu dowiedziałam się, że na żadnej liście nie byłam i druga zniżka mi nie przysługuje. Zapłaciłam. Oczywiście pokaz również poprowadziłam, szkoda jednak, że przygotowywałam się do niego w ostatniej chwili - wcześniej bowiem żyłam w błogiej świadomości, że skoro nie ma mnie na liście do drugiej zniżki, to żadnego pokazu prowadzić nie muszę.
Dobra. Jako że miałem czerwoną bandamę, to rzeknę słówek kilka:
1. Faszysta w czerwonej bandamie to albo org a nie obsługant, albo obsługant, który skądś podpieprzył czerwoną bandamę. Z tego co wiem.
2. Wiem, że wody zabrakło w sobotę, bo dzwonił do mnie Umli i chciałem mu tę wodę załątwić ale w Organizatorce dostałem info 'Wody nie ma, jak będzie to pogadamy' i zostawiłem tam info, żeby wodę do bodaj 106 posłali jak tylko będzie ten płyn na konwencie.
Uważam, że kupowanie wody dopiero gdy zabraknie, jest porażką. Nie wiem kto za to odpowiadał, mogę jedynie podejrzewać, że wody kupiono po prostu za mało [kto inny w tym roku był na zakupach przed-falkonowych]
3. Co do zachowania kolesia - dalej uważam, że wszyscy uczestnicy konwentów powinni takie rzeczy zgłaszać do organizatorów [ksywka z plakietki + zdarzenie], bo inaczej orgowie nie wiedzą kogo rugać i kogo później nie brać do ekipy.
4. Ze zniżką pokazów - jak widzę - w ogóle był jakiś problem, bo sam latałem Gwindorowi załatwić sprawę*, czyt. sprawić żeby odzyskał dyszkę. org pokazów dał - ponoć nietypowe - zniżki a akredytacja nie doczytała uwagi która była nad listą zniżek pokazowych.
5. Squirel - trzeba było powiedzieć, załatwiłbym to z Tomkiem, tak samo jak załatwiłem sprawę Gwindora.
I powtórzę - obsługant/org robi coś nie halo - zgłaszać!
*notabene "anegdotka" - biegam za Tomkiem, biegam, najpierw z Gwindorem potem sam i szukam go i szukam, wcześniej dowiedziawszy się na akredytce że spoko, zwrócą kasę ale jak Tomek [organizator odpowiedzialny za akredytację] tak powie. W końcu dogadałem się z Tomkiem, który oczywiście zachwycony nie był, i idę na akredytację i mówię, że mam błogosławieństwo od kogo trzeba i żeby koleś zmienił info na liście pokazowej o gościu... ZONK! Jak się nazywa Gwindor?! Telefon: Słowiiik, jak się _naprawdę_ nazywa Gwindor? ... Aha, dzięki". Koleszko, poszukaj mi no Radosława Łaszkiewicza...
5. Squirel - trzeba było powiedzieć, załatwiłbym to z Tomkiem, tak samo jak załatwiłem sprawę Gwindora.
Zrobiłabym to, gdyby istotny był fakt konieczności zapłaty a nie fakt *rulesów*, związanych z ustną dżentelmeńską umową. Pal licho pieniądze, akurat nie o nie mi tutaj chodzi. Chodzi o burdel który, jak widzę, był w chorerę duży skoro nie dotyczył tylko jednej niemałej mnie.
A sytuację z wodą zgłosiłam "przelotnie" Krzysiowi na jakichś schodach. Liczę na to, że w przyszłym roku Organizatorzy i Obsługa ustalą wcześniej kto może pić wodę z Reala, a kto nie.
5. Squirel - trzeba było powiedzieć, załatwiłbym to z Tomkiem, tak samo jak załatwiłem sprawę Gwindora.
Zrobiłabym to, gdyby istotny był fakt konieczności zapłaty a nie fakt *rulesów*, związanych z ustną dżentelmeńską umową.
Okej, rozumiem, nie mam więcej sugestii.
squirel napisał:
Pal licho pieniądze, akurat nie o nie mi tutaj chodzi. Chodzi o burdel który, jak widzę, był w chorerę duży skoro nie dotyczył tylko jednej niemałej mnie.
Nawet sobie nie wyobrażasz...
squirel napisał:
A sytuację z wodą zgłosiłam "przelotnie" Krzysiowi na jakichś schodach.
Wrooong. Wątpię, żeby w ogóle zaprzątnął tym głowę, ale może się mylę...
squirel napisał:
Liczę na to, że w przyszłym roku Organizatorzy i Obsługa ustalą wcześniej kto może pić wodę z Reala, a kto nie.
Liczę na to, że w przyszłym roku nastąpi lepszy podział obowiązków... eh, marzenia ściętej głowy...
ja na żadnej prelekcji nie dostałam wody z Reala, a w niedzielę zanihilował się komp, który MIAŁ BYĆ w sali.
ale jestem fantastyczna i mimo wszystko dałam radę
Masz wonty?!
To chodź na rękę!
http://s79.photobucket.com/albums/j150/biegata/Konwenty/FzF2008/?action=view¤t=biegataikrzys.jpg
Niestety może za dużo wymagam ale jeśli człek idzie coś zrobić na ten konwent to miło by było by takie pie***ły jak woda czy wjazd nie psuły mu humoru. T nie chodzi o kasę czy pazerność na wodę (żywa woda z reala-mniam) tylko o pewne podejście i szacunek do tych co chcą prelegować. Szacun dla orgów i ich pomagierów ale czytając historie mam wrażenie, że niektórzy zapominają czym byłby konwent bez prelegentów. I uczestników
Hm, czasem zapomina się o tym, że człowiek (czyt. klient) źle potraktowany więcej może się nie pojawić. Nie ma co tak psioczyć, generalnie większość konwentów ma masę obsów, my z Tycikonem wcale nie byliśmy lepsi. Mam jednak w pamięci konwenty, które uważam za rewelacyjnie zorganizowane, gdzie punkty szły bez obsów, orgowie mieli jasno podzielone obowiązki, a koordynatorzy na kązdej prelekcji pojawiali się na 5-10 minut, żeby sprawdzić, czy człowiek preleguje, czy ściemnia, żeby wejść za free.
Człowiek o wąskich horyzontach lepiej widzi to co przed nim.