Z higieną miałem na myśli to, że jak spadnie atomówka, to na ziemi zostaje lustro. Jak mamy wojnę domową to latają kończyny, gruz, bryzga krew i inne przyjemności.
Lejów po bombie będzie właśnie dużo więcej, ale nie będą miały promienia 50km, tylko 1,5m 5-km. Na tym polega różnica w skali. Pamiętajcie, że bomby zrzucane na Hiroszimę i Nagasaki miały moc około 20 i 25 kiloton trotylu, dzisiaj zaś pociski o takiej mocy określa się "taktycznymi".
Ruin byłoby dużo więcej, nalot dywanowy (bo raczej takie by były stosowane w wojnie totalnej, chociaż tutaj pojawia się pewien problem - ze względu na humanitaryzm itd. współczesny sprzęt wojskowy jest przygotowany raczej do nalotów punktowych, z odchyleniem około 1m od celu, niż do dywanowych) i ostrzał artyleryjski (nie pociskami atomowymi) ma dużo większy potencjał do siania zniszczenia niż atomówka (która wywołuje kompletną anihilację). Z resztą - spójrzcie na zdjęcia Warszawy po powstaniu.
Kolejna różnica w skali - to wszystko by trwało lata, a nie dni, tygodnie.
Poza tym - od drugiej wojny światowej technika walki poszła do przodu. Mam na myśli terroryzm, nieodłączny przy każdej porządnej wojnie domowej. Brudne bomby, trotyl robiony w warunkach z grubsza domowych (PETN jest fajniejszy, z resztą, cała strona jest bardzo pomocna w tego typu zabawach), uran skradziony z tajnej bazy radzieckiej w 1991 roku, inne tego typu przyjemności... Wojna totalna jest dużo gorsza niż atomowa. Statystycznie rzecz biorąc ta druga mniej boli.
A o skażeniu powiedziała Akashne. Azoty są tylko jednym z największych zakładów w Polsce. Jest ich dużo więcej. Have a nice day, zwłaszcza, kiedy w Lublinie poczujecie amoniak! Pocieszcie się tym, że ja już wtedy będę od dłuższego czasu wąchał kwiatki od spodu.