Tektura to bardziej squod niż knajpa. Piwo (2 rodzaje ino) sprzedaje się tam ze zwykłej domowej lodówki, siedzi się gdzie popadnie, papierosy kiepuje się w metalowych pudełkach po cukierkach, wszędzie wiszą plakaty żywcem wyjęte z ery punkrocka, ściany pomalowane są sprayem w najdziwniejsze wzorki, nad jednym z drzwi wisi wielka kukła w cylindrze, okna zasłonięte są byle jak płachtami materiału, przy wejściu przystawiają ci na ręce wielki stempel, można wnosić swój alkohol, a oświetlenie w postaci lampek choinkowych to norma. Dodatkowo każdy mebel jest nie do pary, rząd starych powycieranych foteli z których żaden nie jest podobny do kolejnego, sprawia zabawne wrażenie a obsłucha chodzi nietrzeźwa już od początku imprezy.
Mimo to tym, których zraził ów opis z całą pewnością mogę powiedzieć - nikt z obecnej grimuarowej ósemki chyba nie bawił się tak dobrze od tygodni.
Doskonałe nagłośnienie sprawiało, że podłoga i ściany drżały w posadach. Ciemne, jaskinne oświetlenie i czerwone reflektory dawały intymność i klimat jak z "Kruka" czy "Wampira: Maskarady". Doskonała, absolutnie trafiona muzyka (Depesze i Diwiżyni żądzili), ściągała na parkiet gothki w gorsetach i na koturnach, punksów, długowłosych metali, normalsów, alternatywną dredową młodzież, nas - stado grimuarytów (nawet Jurek tańczył!!!) a nawet jednego pięćdziesięciolatka, podrygującego z nami na środku.
Wszystko to okraszone domową wręcz atmosferą (szef powitał nas już przy wejściu, po czym zapytał: "to co, po piwku?"
Zdanie moje zdaje się podzielać i Gosia i Dorota, ale może niech wypowiedzą się same. IMHO to była impreza wszechczasów, powrót do korzeni o jakich niemal już zapomniałam i bardzo wyjątkowe spotkanie z zupełnie inną kulturą i stylistyką, niż ta z którą od lat już spotykam się na co dzień.
Było extra! :-) Lowe.




