[Tijuana,Meksyk,23.04.2010 20:00 CET]
Czarny lexus z amerykańską rejestracją, nieomal rozjeżdżając jednego z "miejscowych" zatrzymał się z piskiem opon przed niewielkim budynkiem w jednej z gorszych dzielnic miasta. Odrapana fasada z w większości wybitymi oknami opatrzona była rdzewiejącą tablicą z niezdarnie nabazgranym napisem "Pod ogonem kojota". Szeroko otwarte drzwi do lokalu zionęły tanim alkoholem, tytoniem i źle przyrządzonym żarciem najgorszego gatunku. Aż trudno uwierzyć, że w to właśnie miejsce mógł udać się zaginiony agent ******, jednak ostatni sygnał z jego osobistego, skrytego w suspensorium nadajnika GPS wyraźnie to potwierdzał.
Drzwiczki lexusa otworzyły się, leżący wciąż Meksykanin otrząsnął się na chwilę z alkoholowego otępienia, uśmiechnął się w stronę wychodzących z wnętrza samochodu agentów, wyciągnął rękę w jednoznacznym geście i zabełkotał łamaną angielszczyzną:
"Tylko 5 pesos gringos..tylko 5 pesos ...por favor".
Agenci uiściwszy opłatę samozwańczemu wykidajle przestąpili próg podejrzanej speluny. Powitały ich wszechobecny mrok i dziwna cisza.
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez Gwindor 2010-04-19 16:54:59
"I can't believe life's so complex when I just wanna sit here and watch You undress"
Musk z godnym podziwu zasępieniem zerkał na holowidoczek z kręcącą się Ziemią. Tyle mógł zrobić. Nic więcej poza wysłaniem na PIIG swojego szpiega, nie przychodziło mu do głowy. "Melduj co godzinę. Jak coś się dziać będzie - natychmiast mnie informuj!" - wydobywało mu się z pamięci, tak jak wcześniej wydobywało się z jego syntezatora mowy. Szpieg po drugiej stronie międzygalaktycznej rozmowy konferencyjnej kiwał tylko głową. Wiedział, że Musk nie zdoła przybyć na dziwne przyjęcie i w skrytości ducha cieszył się z takiego obrotu sprawy. Miał tam własne rachunki do załatwienia i nie byłby kontent, gdyby nagle w sam środek imprezy wpakował się jakiś upchnięty w słoiku kołtun ledwo trzymających się kupy neuronów. Będzie meldował, jasne, co mu szkodzi, interesy pojemnika na istotę szarą wcale go nie interesowały. Umysł kwazigwiezdnego Szpiega zajmowały inne, nieco mniej globalne, sprawy - nierozwiązane porachunki. W końcu gdyby nie skorzystał z takiej okazji, nie nazywałby się...
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez 2010-04-20 21:08:57
Nie musicie już się bać. Możecie wyjść z domów, w których siedzicie zastraszeni. Możecie wybiec na słońce, stanąć na skraju klifu i otoczeni świeżym zapachem morza zakrzyknąć wespół:
HAVE NO FEAR! WERBAT IS HERE!
Wiedzieliście, że możecie na mnie liczyć. Wiedzieliście, że przybędę na zawołanie. Wiedzieliście, chociaż wielu z Was wątpiło. Błogosławieni, którzy nie wiedzieli, a uwierzyli.
Jednakże, mój poduszkowiec rozbije się o Zakłady Azotowe w Puławach dopiero wieczorem, a bez hamującej mocy ich smrodu nie zdołam powstrzymać pojazdu, żeby stanął w Lublinie. Oceniam swój przyjazd na 20:20, w okolicach dworca PKP, także Was będę mógł dopaść dopiero między dziewiąta a dziesiąta. Mam nadzieję, że do tego czasu wytrzymacie.
Nie lękajcie się, pomoc już prawie w drodze.
f.
The victor will never be asked if he told the truth.
Mirosław Szumski, wciąż jeszcze młody chirurg o krótko przyciętych paznokciach i włosach koloru słomy pochylił się nad stołem.
- No, przynajmniej nie będzie problemu z określeniem przyczyny zgonu - powiedział. Miał nadzieję, że nikt nie zauważył, jak zadrżał mu głos.
Ciało leżało na prześcieradle, tak jak i ono blade i sztywne. Chirurgiczne cięcie rozdzieliło je wzdłuż na pół. Jedno oko, połowa ust, jedna noga, nawet rąk nie sposób było złożyć na piersi. Precyzja, z jaką oddzielono tkanki, robiła większe wrażenie niż głęboko poszarpane brzegi ran innych ciał, z którymi Szumski miał do czynienia.
- Wiesz, wygląda jakby dokładnie w połowie przestał istnieć. Jakby jego druga połowa połowa znalazła się gdzieś Tam, poza... Rozumiesz, jakby... Ech. Nie rozumiesz.
- Znaleźli go na poboczu drogi, prawie w krzakach, tam na akademikach, jak się dawny poligon zaczyna - Panna Irenka skwapliwie zaczęła dostarczać informacji. - Tam, gdzie ta nowa droga idzie. Młody, co go znalazł rzygał podobno równo. Z jakiejś imprezy wracał, narąbany, prawie się o tą połówkę przewrócił. Światło go oślepiło i się zachwiał, przez chwilę nic nie pamięta, a potem, jak przeleźć próbował, to na to wszedł. Niezła masakra, dziennikarze próbowali zrobić zdjęcia, ale jeden się dopchał tylko, a jemu klisza się prześwietliła i dobrze, sępy jedne.
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez elfica 2010-04-20 23:10:46
"Idiotyzm nie jest chorobą zakaźną. Chociaż. Jeśli trzymasz się bandy idiotów, to na pewno sam też zdurniejesz"
Kwatera Agentki Em. Późna i głęboka noc.
- ...To co w końcu robimy?
- Czekaj...
- Czekam...
- No! Wyszło! - Agent eN oderwał się od komputera. - Co pytałaś?
- Co robimy z misją? Nie mamy sprzętu, legitymacje znowu się zniszczyły...
- Chciałaś powiedzieć, że je uprałaś razem z naszymi płaszczami.
- Oj, bądź cicho!
I nastała cisza...
- Czyli zaniesiemy im w darze... Ciasto?
- Dwa ciasta. Po jednym od każdego z nas.
- Aleś wymyślił - Agentka Em prychnęła. I kichnęła. I znów kichnęła.
- Co się dzieje? - Agent eN zaniepokoił się.
- Alergia na głupotę, mój drogi.
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez Em 2010-04-20 23:18:18
Hrrrrgghh.. YyyyyhhhrrRRARGH! Khe, khe, nienawykłym do używania strun głosowych. Kto mnie budzi.... Czego chce? Ach, to Ty. Co? Powiedzieć im? Aaa, pokazać. Dobrze, już, już, nie poganiaj mnie.
Niedowiarkowie, drżyjcie, gdyż moc PIIGa dziesiątego budzi zmarłych do życia, obala ustroje i mocarstwa, zrzuca bogów z ich tronów. A ci lecąc z wysoka wrzeszczą, kopią się wzajemnie i gryzą, budząc mnie z letargu. Ale nie o tym, miałem, o tu mam, proszę:
Dobrze? Mogę odejść? Chcę... spaaaać... Nie? Co to znaczy nie!? Jak śmiesz... jak możesz... nieee! NIE!!!
...
...
Przestać, rozumiem już.
Słucham i jestem posłuszny.
Dobrze więc, będę tam i ja. Ale pamiętaj, kiedyś popełnisz błąd, niedopatrzenie, starość Cię dopadnie... A wtedy zobaczymy, kto będzie komu służył, "panie"...
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez Libra 2010-04-21 20:38:46
Suchy wiatr zaszumiał w gałęziach krzewów, na których zieleniły się już młodociane pąki. Zatańczył krótkiego walca z zeszłorocznymi liśćmi, opakowaniami po batonikach i zużytymi chusteczkami higienicznymi zaścielającymi chodnik.
Skrawek gazety dołączył się do tańca, zawirował i miękko osunął na płyty chodnika. Podeszwa zielonego Jungle Combata przydeptała rożek papieru, drugim butem przechodzień pracowicie rozprostował pomięty papier gazety.
"ORCZA" głosiły tłuste litery tytułu.
Przechodzień w wyblakłym zielonym płaszczu zsunął gogle na czoło i stał chwilę, wpatrując się w czarne robaczki literek.
"Terrorystyczna działalność Obcych zatacza coraz szersze kręgi. Nie ma już dnia, by nazwiska kolejnych zaginionych nie wydłużały listy porwanych przez UFO. Wszystkie służby postawione są w stan gotowości.
Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, zaginieni to prawie wyłącznie pracownicy przedsiębiorstw użyteczności publicznej. Ulice zaczynają tonąć w górach odpadków.
"To nie przypadek, to dobrze przemyślany spisek Obcych." - mówi nam, pragnący pozostać anonimowy, kierowca jednej z lubelskich śmieciarek - "Obcy planują utopić nas w masach śmieci, a gdy wyginiemy od brudu i chorób, zająć naszą żyzną Ziemię".
Kierownik jednej z Lubelskich firm zajmującej się m. in. sprzątaniem po imprezach masowych i innych wydarzeniach performance'owych naświetla nam niewiesołą sytuację: "Problem się potęguje, bo przerażeni ludzie uciekają od pracy przy konserwacji powierzchni poziomych. Mopy, wiadra i miotły stoją bezużyteczne, bo nie ma komu nimi pracować. Potrzebujemy ludzi, gwałtownie potrzebujemy ludzi".
Pusta puszka po Polo-Kokcie z grzechotem przetoczyła się po ulicy, poły wytartego płaszcza zatrzepotały na chłodnym, wiosennym wietrze. Przechodzień poprawił na oczach ochronne gogle i zapatrzył się w niebo, potem przyjrzał się gałęziom nieodległych drzew aż wreszcie utkwił chmurne spojrzenie w brudnej zielonej farbie i nalepce przedstawiającej ludzika wrzucającego śmieć do kosza.
Znajdę was. Już ja was znajdę. - obiecał przepełnionemu kubłowi ulicznemu.
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez Selket 2010-04-21 22:29:49