Jesienna szarówka. Deszcz. Zmoknięte bloki z wielkiej płyty sprawiają jeszcze gorsze wrażenie, niż zwykle. Na balkonie dziesiątego piętra widać kobiecą postać. Krople deszczu spływają po jej kasztanowych włosach, moczą ubranie. Młoda kobieta patrzy na osiedle z wysokości, wzrok ma zamyślony. Wspomnienia ostatnich kilku miesięcy przychodzą niechciane…
*** Długi korytarz instytutu, pomalowany farbą olejną w kolorze zimnej szarości. Pod ścianą stare ławki, obłażące z brązowej farby. Piekielnie niewygodnie się na nich siedzi, ale trzeba czekać na wyniki testów. Testów… dziwadeł jakiś a nie testów. Test to tam był jeden, przypominał badanie IQ dla małych dzieci, jakieś ciągi obrazków. A poza tym co? Jakieś coś przypominające tomografię komputerową, jakieś zgadywanie zakrytych symboli jak w cholernych Gwiezdnych Wojnach, zabawa wahadełkiem… Testy Crowe’a. Głupota. Przy końcu korytarza skrzypnęły drzwi. Czekający zgodnie obracają głowy w kierunku dźwięku. Wysoka, chorobliwie chuda brunetka w fartuchu lekarskim wychodzi na korytarz, niosąc plik kartek. Zaczyna je rozdawać, pytając siedzących o nazwiska. Kilku z nich wskazuje drzwi z boku korytarza. Staje przed niewysoką, młodą dziewczyną o kręconych, kasztanowo-rudych włosach. - Nazwisko pani? - Magda Nowicka. Dziewczyna ma wyjątkowo piękny głos, kilka głów odwraca się w jej kierunku. Chuda w fartuchu przegląda papiery, wyciąga jeden i podaje dziewczynie. Ta przebiega po nim wzrokiem, zielone oczy rozszerzają się w zdumieniu. Chuda przyjmuje to obojętnie. - Proszę przejść do pokoju kwalifikacyjnego. Dziewczyna podnosi się z ławki i krokiem lunatyka idzie ku wskazanym drzwiom. *** Deszcz nie ma zamiaru ustać. Duże krople rozpryskują się przy kontakcie z jakąkolwiek przeszkodą – posadzką balkonu, balustradą, skórą kobiety, która uparcie stoi na deszczu. Nie przeszkadza jej przemoczone ubranie, ani zimny jesienny wiatr. Stoi z twarzą uniesioną do góry, łapiąc na policzki krople wody. Deszcz rozmazał jej makijaż, nasiąknięte wodą włosy prostują się pod własnym ciężarem. Ale ulewa nie może zmyć pamięci… *** Jej narzeczony, mężczyzna, który przyrzekał jej miłość, teraz nawet nie patrzy jej w oczy. - Magda, to nie ma sensu. Nie umiem się z tym pogodzić. Dziewczyna ze wszystkich sił stara się nie rozpłakać. - Co? Testy? Mogli się pomylić… - Przez cztery lata nie było żadnej pomyłki. A u mnie nie wykazały żadnej… anomalii. Zabolało. Już nie ukochana kobieta, całe jego życie ale anomalia. Jakby jakiś test odebrał jej przynależność do gatunku ludzkiego. - Anomalia, tak? Piękny głos dziewczyny nabiera niebezpiecznego brzmienia. Facet robi kilka kroków do tyłu. Dociera do niego, że przesadził. Bardzo przesadził… - Nie chodziło mi… - Wiem o co ci chodziło! Głos ma twardość hartowanej stali. Dziewczyna czuje, że we włosach przeskakują jej iskierki, dłonie otacza lekki blask. Pierścionek zaręczynowy topi się, płynne złoto skapuje na posadzkę. Ruch ręki dziewczyny i bezkształtna bryłka złota, całkiem już zimna, znajduje się w jej dłoni. - Weź to sobie i wynoś się stąd. Nigdy więcej się tu nie pokazuj. Blady ze strachu mężczyzna odruchowo przyjmuje podaną mu bryłkę. Cofa się w kierunku drzwi… praktycznie ucieka z mieszkania. Magda podchodzi do jego szafy. Upycha rzeczy do torby. Chwilę później obserwuje jej lot z dziesiątego piętra. Na razie czuje tylko złość… łzy pojawią się później. *** Deszcz zaczyna słabnąć, krople stają się mniejsze i rzadsze. Gdzieniegdzie przez chmury prześwitują czerwone promienie zachodzącego słońca. Odbijają się w oczach i na włosach dziewczyny. Zaleta mieszkania tak wysoko – nic nie zasłania zachodów słońca. I można do woli moknąć, chować płacz w ulewie. Łzy mieszają się z deszczem, całkowicie spłukując teoretycznie wodoodporny tusz. Dziewczyna patrzy na prześwity w chmurach, ale zatopiona we wspomnieniach praktycznie ich nie widzi. *** Mieszkanie Magdy pod względem natężenia ruchu przypomina dworzec kolejowy. Jakieś trzy tygodnie po teście zaczęli się zjawiać, nie wiadomo skąd, różni dziwni ludzie i oferować złote góry za możliwość wykorzystania jej nowo odkrytych talentów do swoich celów. W ciągu miesiąca o rozmowę poprosili przedstawiciele wszystkich europejskich wywiadów, parę agencji spoza Europy, w tym CIA, wysłannik FBI oraz kilka polskich służb specjalnych. Magda zaczyna mieć ich serdecznie dość, pomysł wywieszenia na drzwiach kartki „Akwizytorom i szpiegom dziękuję” wydaje się całkiem niezły. Spławianie coraz to nowych gości zaczyna być męczące i irytujące. Szczególnie dotkliwie odczuł to jakiś Arab, który, zdenerwowany odmową, wyraźnie zapomniał, że polskie kobiety nie potrzebują męża i brata żeby się bronić. Zwłaszcza kiedy mają zdolności poszukiwane przez wszystkie „firmy” świata. Wyleciał szybciej niż wszedł. Kolejny dzwonek nie budzi już nawet złości, tylko zmęczenie. Magda nie ma zamiaru ruszyć się z kanapy, ale osobnik przed drzwiami wyraźnie jest uparty. Dziewczyna niechętnie otwiera. Uparciuch to policjant w wymiętym mundurze, o zmęczonej twarzy i jeszcze bardziej zmęczonych oczach. Odruchowo kojarzy się Magdzie z kapitanem Vimesem z książek Pratchetta. Z tą małą różnicą, że nie czuć od niego alkoholu. Kiedy odzywa się ochrypłym głosem, skojarzenie tylko się pogłębia. - Mam po co tu sterczeć, czy już ma pani pracę? Niezawodny, kobiecy instynkt Magdy stwierdza „Lubię tego gościa”. Gliniarz jest najsympatyczniejszym i najuczciwszym z jej dotychczasowych gości. Dziewczyna uśmiecha się, ruchem głowy wskazuje wnętrze mieszkania. - Kawa zaraz będzie. Policjant patrzy na nią z lekką podejrzliwością. Wyciąga rękę na powitanie. - Major Kasperczak, wydział śledczy. Ale ja pani nie dam takiej kasy jak tamci… - Magda Nowicka, mag pełnozakresowy. W dupie mam ich kasę… Gliniarz uśmiecha się, naprawdę szczerze. Chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu. - Dobra mała, daj tą kawę. Trzeba będzie ci szkolenie załatwić… *** Deszcz ustał a słońce niemal zaszło. Magda otrząsa wodę z włosów i wraca do mieszkania. Patrzy na nowiutki mundur, rozłożony na kanapie. Wczoraj wróciła ze szkolenia w Szczytnie. Określenie „mag policyjny” już jej nie dziwi, przywykła. Tak samo jak do zielonych dokumentów. Włącza telewizor… Serial kryminalny. Oczywiście, cóż by innego. Postanawia obejrzeć odcinek do końca a potem się położyć. Woli się wyspać – jutro pierwszy dzień w pracy. [1-10] [11-11]
| Profil
|