I co? Macie już jakieś pomysły na przebrania? Wiecie jakim duchem będziecie na PIIGu? A może nie będziecie wcale duchem, lecz wampirem, likantropem czy czarownicą? Zdradźcie chociaż kapkę. :-)
Ja będę duchem autentycznej historycznej postaci
Piwo Hobgoblin z browaru Wychwood & Steampunk Strong Ale
Ja będę postacią z pewnego filmu animowanego.. ;] sukienka już prawie znisz.. skończona, jutro tylko ostatnie poprawki, spakować to wszystko i... do domu
Hej, Heretyku! Masz ogień?!
Rzeczywistość budzi u mnie głęboki sprzeciw.
Całe szczęście, że rzeczywistość to coś, co przytrafia się innym.
Wiatr ustał. Pokryte unikalnie cienką warstewką lodu jeziorko w środku lasu zdawało się parować wewnętrznym, przeraźliwym chłodem, jak gdyby ponad gruntem unosił się dech uśpionego potwora - giganta. Ściana lasu i wyzierająca zza niego, łatwo odcinająca się od ciemnego nieba, kształtna wieżyczka Domu MacGregorów, w ciszy zerkały na wąską kamienną tamę, ciągnącą się przez środek stawu, aż do ozdobnego posągu o dawno zatartych już rysach, stojącego na jego środku. U jego stóp ktoś siedział. Czwarty dzień na gigancie znamionowały nie tylko podkrążone oczy i zaniedbana, rozczochrana fryzura. Wnuczka des Guignette’a była tu całkiem sama.
Lasar otrząsnął się z obrazu, który narzucał mu się od chwili kiedy tu przybył tej nocy. Tym razem zdecydował zaryzykować i podejść bliżej. Obrał ścieżkę dookoła posiadłości, prowadzącą w las i zupełnie nie spodziewał się tego, że tuż za domem, w lesie, natknie się na to srebrzyste jeziorko. Było ciepło i bezwietrznie, a jednak detektywem wstrząsnął dreszcz. Czuł się nieswojo, ale podświadomie wiedział, że trafił w odpowiednie miejsce. Dla Lasara nie było niczego nadnaturalnego w przeczuciach, myślał o nich raczej jako o sumie uprzednich doświadczeń, stąd kiedy w głowie zapulsował mu nagle obraz Joan des Guignette, samej, dokładnie w tym miejscu, poddał się intuicji i z dreszczem niepokoju w sercu ruszył ku tamie.
W głowie jej szumiało, tętno wygrywało w uszach pierwotne rytmy, kręciło jej się w głowie a opróżniona do połowy butelka taniego koniaku zdawała się ciążyć w kieszeni. Czuła się dziwnie obojętnie, kiedy, przemoczona do suchej nitki, w ostatnim przebłysku humoru zastanawiając się jak do cholery udało jej się przejść po szerokiej na stopę tamie, aż tutaj, podśpiewywała pod nosem jakąś niedawno usłyszaną w jazgoczącym radiu, piosenkę:
„I'm pretty sure that I'm lost again
It won't get through to you
I won't get through
I think I won't get through”
W pierwszej chwili nie zrobił na niej wrażenia. Wisząca nad nią czarna sylwetka słabo odcinała się od reszty ciemności. Kiedy tak dłużej leżała na tamie, przyglądając się posągowi z bliska, przyszło jej do głowy, że wygląda on trochę jak górujący nad wszystkim, bezwzględnie dumny i pewien siebie Indianin, stojący w dziwnej pozycji jak gdyby sięgał po coś przez mrok. I choć była pewna, że rysy twarzy posągu odłupały się od niego już dawno, do jej na wpół pijanego na wpół ogarniętego dziwną rozpaczą, umysłu, zdawało się docierać, że posąg uśmiechał się do niej krzywo. Pokazała mu język.
Nie zaryzykował wejścia na tamę. Była stara, zniszczona a Lasar bardzo nie chciał bliskiego spotkania z taflą tego upiornego jeziorka. Rozejrzał się, dostrzegając posąg na środku stawu. Przedstawiał zupełnie zatartą sylwetkę postawnego, wyprężonego człowieka ze splątanymi na piersiach rękami, z drugim człowiekiem opartym mu zawadiacko na ramieniu. Jakieś lata temu rzeźba mogłaby być nawet ładna, dziś nic z niej prawie nie zostało. Nie odrywając od niego wzroku ruszył dookoła brzegiem jeziorka, uważając, aby nie wleźć w zdradziecko ukryte pod trawą, wodne oczka. Gdzieś po prawej, w lesie, zahukał puszczyk. Jego głos zabrzmiał jak rozbawiony chichot dziewczyny.
Nim ruszył ku posiadłości, ostatni raz jeszcze zerknął za siebie, kiedy nagle w jego głowie ni stąd ni zowąd odezwało się echo piosenki, którą jakoś niedawno słyszał w skrzeczącym, zepsutym radiu w samochodzie:
"I'm pretty sure that I'm lost again
It won't get through to you
I won't get through
I think I won't get through"
Przystanął. I jakaś dziwna ciepła, wewnętrzna siła, kazała mu podnieść rękę i pomachać posągowi na pożegnanie. A może na powitanie... Był prawie pewien, że gdy ruszył dalej w las straciwszy jeziorko z oczu, postacie na posągu odmachały mu przyjacielsko.
AndrzejB: Hm, ah jakże czyżbyś się spóźnił? A i owszem. Bo sprzątanie zakończyliśmy!
Zakończyliśmy również PIIGa IX: Ghosts.
W imieniu tylko i wyłącznie swoim własnym chciałbym na początku rzec, że wszystkim, którzy wymiotowali podczas tejże imprezy, wielki czarny **** [UWAG! Link od lat 18tu! - http://tinyurl.com/dhlbdc] w pupcie.
A teraz pozytywne pozdrówka, podziękówka etc. w losowej kolejności.
Squirel i Lashlo - za zorganizowanie takiej zajebistej imprezy. Za mase świetnych pomysłów i podejście 'Skąd wykombinować takie dziwne rzeczy żeby to poczynić?' zamiast 'Y, tego się ne da.'. No i za imprezę prePIIGową. I... kurde, no bądźmy szczerzy, jesteście świetni.
Słowik - za imprezę w parterze, gdy dopadło mnie chwilowe zmęczenie. Fajowe :-)
Selket - za sprzęt i sprzątanie w jego najgorszej części. Pamiętajcie ludzie - to Selket w poniedziałek brawka za czystą salę w Grzesiu.
Werbat - Za podzielanie zamiłowania do kawówki z mlekiem i bardzo dobrą pracę ochroniarza.
Grzesiek - za wyliczenie proporcji do kawówki z mlekiem ;]
Bioły - HALT!
Mori, Deadrat [kto tam jeszcze z nami był...] - za pomoc w pierwszej fazie sprzątania
Punk koleżance Squirel - za radosną zabawę na parkiecie.
And last but absofuckenlutely not least: Squirel herself - za podchwycenie pomysłu zrobienia PIIGa, za pokierowanie całej realizacji, za całą imprezę od chwili gdy wszedłem do mieszkania mych sąsiadów aż do pożegnania. Mogę Ci nawet wyszczególnić, jak chcesz.
*EDIT - Dla osób, którym się wyżalałem, że jestem za stary - Przepraszam. Marudny byłem, bez sensu.
Kurwa, starzeję się. Podziękówki. Sentymentalne niemalże. Aaa! I pewnie coś jeszcze uzupełnię, jak mój mózg zacznie normalnie funkcjonowac. A rzygającym wielki czarny **** [UWAG! Link od lat 18tu! - http://tinyurl.com/dhlbdc] w pupcie.
PS. LOWE!
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez Misiek 2009-05-03 21:22:59
Jestem zmęczona. Zaraz siadam nad książkami i za****dalam, żeby napisać ten test we wtorek, bo inaczej wywalą mnie ze studiów. Mam kaca. Bolę mnie stopy, które ktoś zdeptał. Mniejsza o to. Mam dobry humor. Bo impreza była uber-mega-wypaśna.
To był najlepszy PIIG, pod wieloma względami. Po prostu. Organizatorzy - LOWE :* :* :*
P.S. Wielkie pozdro dla panów, których nie wymienię z ksywek, a którzy całowali się na imprezie. I przyłączam się do Miśka - kij w oko rzygającym, a także tym, których tak po****doliło, że oblewali ludzi piwem na parkiecie oraz tym, co bili się pod Grzesiem. O.
"Nie ma żadnej drogi do szczęścia. To szczęście jest drogą." (Budda Siakjamuni)
Zbudziłem się i prawdopodobnie żyję. Impreza była jak najbardziej ok, niestety ok nie była część uczestników (głownie ta, której nie miałem nieprzyjemności poznać wcześniej na spotkaniach itp ). Poranna atmosfera w pewnym momencie była gówniana (dosłownie i w przenośni). Może ja jestem stary ale jak nasze PIIGi mają być czymś specjalnym, a nie zwykłą mordownią, to może po prostu nie zapraszajmy na nie "gości".
Przy tej przykrej porannej okazji wyszło za to parę pozytywnych rzeczy, to juz nie będę więcej marudził =)
Rispekt dla:
Selket za to że z samiutkiego rana przyjechała taksówką z wiadrami, mopami i nie wiem czym jeszcze na drugą (tą mniej przyjemną część sprzątania),
Jarstala za pomoc kaucjowo-finansowo-sprzątaniowo-prawno-umowową,
Miśka za to, że dał radę sprzątać mopem to co sprzątał mopem
i reszty ekipy sprzątającej [you know who you are ]
ps i przyłączam sie do Miśka, wielki czarny murzyn dla tych co nie umieją pić i korzystać z toalety.
Popieram przedmówców, a Miśka proszę o przeedytowanie posta i linka.
PIIG był świetny, ludzie wyglądali rewelacyjnie, muzyka sprawiała, że nawet obolałe nogi chciały tańczyć (Miśku, cała przyjemność "w parterze" po mojej stronie). Ale z drugiej strony ludzie przesadzili z alkoholem i to mocno, i wydarzyły się rzeczy, których na PIIGu bym się nie spodziewał, ale które chyba faktycznie należy pominąć milczeniem.
Brawa dla organizatorów: sala w Grzesiu wyglądała świetnie. Ogłoszenia przykuły moją uwagę i były bardzo pomysłowe. Plus za podzielenie sali na część jadalną, taneczną i techniczną. Ogromny szacun za posprzątanie tego bałaganu. Ze mnie miękka fryta, że nie dotrwałem do końca. Zresztą nie wiem, czy mój żołądek byłby na to obojętny.
Impreza była absolutnie SUPER, klimatycznie, fajnie, sympatycznie, wybawiłam się świetnie.
Organizatorzy - spisaliście się, możecie organizować następnego
Rzeczywiście, przyglądnowszy się kilku scenkom rodzajowym w trakcie imprezy sama zaczęłam się zastanawiać, czy piigów nie czynić bardziej zamkniętymi imprezami A może to ja się starzeję...
==> Misio-misiu, pomimo Twojego koszmarnego i okrutnego telefonu o 6.00 rano, kocham cię, że sprzątnąłeś to, czego ja nie dałam rady, w panice uciekając na świeże powietrze, by nie pozostawić jeszcze jednej malowniczej kałuży obok tej pierwszej (czy też drugiej). Na szczęście świeże powietrze uspokoiło żołądek i wyobrażnię. Nono, myślałam, że jestem odporniejsza...
Teraz muszę tylko odkupić sobie szczotkę do podłogi i mopa, bo jakoś nie miałam ochoty zabierać ich z powrotem
Laszluś w południe po pobudce był uprzejmy słodko się zdziwic, że "już po", więc w nagrodę dzisiaj go bezczelnie wykorzystuję