Regulamin 
Profil
Wyszukaj
Wieża Trinovantesa (Król-na-Wieży i jego zaproszeni goście)
Lublin Pod
Vesiculum
Skąd: Zakątek Żałobników
Postów: 45
Punkty: 92
Kiedy skończył, jakby w obawie chwycił na powrót swój cylinder i założył go na głowę. Z ulgą malującą się na twarzy odchylił się na krześle do tyłu i głośno westchnął, wsłuchany w to co do powiedzenia w tajemnicy miał mu Trinovantes.

- Śmierć...- szepnął do siebie - potrafi być pełna niespodzianek... - Wstał i podszedł do jednego z gobelinów, badając koniuszkami ubranych w rękawiczkę palców, jego fakturę.

- Zobaczę co się da zrobić - Powiedział szybko w odpowiedzi na kolejne ciche słowa króla, po czym nie pytając o pozwolenie ruszył ku drzwiom. W ostatniej chwili zawahał się jednak i rzucił w kierunku Trinovantesa - Przyślę tu jednego z moich gołębi. Gdybyś chciał mi przesłać wiadomość, ptak będzie wiedział co ma robić... i... do zobaczenia królu.

Tanatos opuszcza Wieżę Trinovantesa i kieruje się na Czarny Rynek.
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez Tanatos Żałobnik 2008-11-28 00:25:42
I looked. I shall not look again.
For yet I see them pass.
The hollow faces of the drowned
In mist beyond the glass.
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Papula
Postów: 25
Punkty: 50
Trinovantes jeszcze chwilę stał wpatrując się w drzwi, w których zniknął. Po chwili począł przemierzać salę wzdłuż rzędów świec. Po paru minutach wyszedł na taras. Przyglądał się jak jego własny cień pada na dach kamienicy naprzeciwko. Skupił się. Cień się wyostrzył. Król czuł jak płomienie świec w pomieszczeniu zapłonęły intensywniej. Poczuł ciepło na plecach.
Z dwóch niewielkich sakw wiszących u pasa wyjął kolejno fajkę i tytoń, po czym nabił ją i odpalił. Kłęby dymu z tytoniu poczęły unosić się w powietrzu na głową króla sprawiając wrażenie mgły, która właśnie zostaje rozdarta niczym całun.
Pewne jest, że wprost proporcjonalnie do rozwoju osady potrzebne były nowe rozwiązania techniczne, które utrzymywały osadę czy później już miasto, na tym właśnie poziomie. To forma standardu czy jak kto woli, niezbędnego luksusu.
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Vesiculum
Skąd: Pod
Postów: 32
Punkty: 67
Porcelanowe Serce wchodzi od strony Ulic Miasta.

Charonita wtargnął do Wieży i nie zważając na zmęczenie zaczął pokonywać kolejne schody prowadzące na szczyt. Z każdym zakrętem siły opuszczały go coraz bardziej, jednak parł do góry nie bacząc absolutnie na nic.

Gdy stanął u szczytu schodów rozejrzał się w poszukiwaniu Trinovantesa. Gdy ich spojrzenia spotkały się, Porcelanowe Serce wyciągnął w jego stronę palec i krzyknął "Gdzie ona jest?! Oddaj mi ją Ty!... Ty!..."
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Vesiculum
Postów: 22
Punkty: 52
Tthhhy yyy yyyy yyy!...
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Vesiculum
Skąd: Pod
Postów: 32
Punkty: 67
Charonita obejrzał się przestraszony, jakby usłyszał jakiś głos. Zbadał dokładnie swoim wzrokiem niemal każdy zakamarek sali, lecz nie był w stanie odnaleźć źródła, z którego dochodził ów dźwięk.

Zrzucając to na karb swojego zmęczenia uznał, że mylą go jego własne zmysły. Zrobił krok w kierunku Trinovantesa. "Przyznaj się! Co od niej chciałeś! Nie dostaniesz jej! Nigdy!"
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Vesiculum
Postów: 22
Punkty: 52
Thrriiii nonnssss tthheeessssss!!

Niieeee doooosssttt szzz jeeejjjjjjjj

Thrriiii nonnssss tthheeessssss!!

Niiee poodoo łaaa zzaaaaa daaaaa nniuuuuu ?
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Papula
Postów: 25
Punkty: 50
Słyszał czyjeś kroki już na schodach, ale nie spodziewał się osoby, która wkroczyła do pokoju. Trinovantes siedział przy biurku. Włosy związane w warkocz opadały na czarną kamizelkę, nałożoną na białą koszulę. Siedział przy biurku pełnym papierów, pokrytych różnymi grafikami nic jednak konkretnego nie mówiącymi. Widząc kim jest gość poderwał się natychmiast wywracając krzesło i przewracając kałamarz z atramentem, który rozlał się po papierach zgromadzonych na biurku.

Trinovantes czuł łomotanie serca. Potrzebował chwili by się uspokoić, którą Porcelanowe Serce wykorzystał dla potrzeby własnych słów. Zastanawiał się kto lub co przed nim stoi. Po chwili w jego umyśle poczęły się przewijać obrazy Kawki niosącej ciało Porcelanowego Serca i skaczącej z wieży. Jak ty to zrobiłaś?[i] przemknęło mu przez myśl, aczkolwiek sytuacja zmusiła go do powrotu do rzeczywistości.
Po kilku głębszych oddechach poczuł nadchodzący spokój. Poznawał stojącą przed nim postać, jednak nie podejrzewał nigdy charonity o skłonność do wyrażania takich emocji.

[i]Witaj Porcelanowe Serce. Miło cię widzieć. Jednak niezbyt miłym mi jest widok ciebie wpadającego bez pukania czy jakiejkolwiek formy zapowiedzi oraz rzucanie jakichś oskarżeń. Prosiłbym ciebie o uspokojenie się i wykazania odrobinę szacunku względem gospodarza.

Pewne jest, że wprost proporcjonalnie do rozwoju osady potrzebne były nowe rozwiązania techniczne, które utrzymywały osadę czy później już miasto, na tym właśnie poziomie. To forma standardu czy jak kto woli, niezbędnego luksusu.
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Vesiculum
Skąd: Pod
Postów: 32
Punkty: 67
Charonita starał się uspokoić, jednak głosy w jego głowie nie pozwalały mu na to. Stał wpatrując się rozwścieczonym wzrokiem na człowieka, któremu ufał. Przynajmniej jeszcze nie tak dawno. "Nie podoła... Nie podoła..." odbijało się echem w jego głowie. Z chwili na chwilę coraz bardziej rozumiał znaczenie tych słów.

"Gdzie ją trzymasz?! Pozwól mi z nią odejść, a nie będę Cię nękał." powiedział, a napięcie w jego głosie zaczęło powoli opadać.

Postąpił parę kroków do przodu i stanął przed Trinovantesem spoglądając wprost w jego oczy. "Szacunek... Szacunek będzie Ci się należał w momencie, gdy pozwolisz mi odejść z moją Beatrix. W przeciwnym razie będziesz musiał na niego zasłużyć w honorowej walce..."
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Vesiculum
Postów: 22
Punkty: 52


Wiiii thaaajjjjjj

Wiithaaajj
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Vesiculum
Skąd: Zakątek Żałobników
Postów: 45
Punkty: 92
Tanatos przybywa od strony Zakątka Żałobników.

U stóp wieży przystanął, pogwizdując do siebie cicho. Energiczny marsz pobudził trochę jego zmarznięte od kamiennych katakumb członki, wciąż jednak czuł lekki ból w karku i słyszał – pojawiające się z przerwami od czasu „incydentu z elektrycznością” jak sam o nim mawiał – nieprzyjemne piszczenie w prawym uchu. Głośno przełknął ślinę i w poczuciu przyzwoitości otrzepał płaszcz z kurzu oraz zdjął gogle aby przetrzeć je rękawem, ale nagle dostrzegłszy coś przed sobą zbladł śmiertelnie i zastygł na chwilę w bezruchu, po czym jak najprędzej założył gogle z powrotem, odpuszczając sobie polerowanie. Miast kontynuować „toaletę” szybko otworzył drzwi do wieży, wszedł do środka i zatrzasnął je za sobą z westchnieniem wielkiej ulgi. Czekały go przed sobą miliony – jak sądził – krętych schodów, ruszył więc mozolnie w górę już po kilku schodkach dysząc ciężko z twarzą wyrażającą niezadowolenie i zniecierpliwienie.

Po czasie który był może niecałym kwadransem, choć jemu wydawał się całym niemal dniem, Tanatos wdrapał się w końcu na poziom królewski i lekko zapukawszy w drzwi, wewnętrznie przekonany, iż z drugiej strony ozwało się grzeczne proszę, wszedł do środka, zdejmując przy tym cylinder, aby zmieścić się w o wiele za niskich jak dla niego drzwiach. Dostrzegłszy tedy Trinovantesa siedzącego przy wielkim pięknym biurku dygnął grzecznie i gromkim barytonem wysapał:
- Witaj mój królu, przyszedłem sprawdzić jak się ma nasz… – tu urwał, gdyż zdarzyło się kilka zaskakujących go rzeczy na raz. Wpierw w ciemniejszej części sali dostrzegł błękitnookiego mężczyznę w masce zasłaniającej połowę twarzy. Na usta Tanatosa wpierw wstąpił wyraz koronnego zdziwienia, aby po chwili skłonić się w pas, zamiatając podłogę swymi podobnymi do gałązek różanych włosami, Chronicie, Porcelanowemu Sercu o którym tak wiele słyszał swego czasu… Zdziwienie jednak odebrało mu mowę, zwłaszcza że obaj panowie, Serce i Trinovantes, zdawali się mierzyć się wzrokiem dalekim od przyjaznego, jakby pomiędzy dwoma wybitnymi osobowościami rozgrywał się w powietrzu pojedynek godny największych mistrzów.

Żałobnik uczynił więc krzywy ruch w kierunku drzwi, nie chcąc znaleźć się przypadkiem na linii rażenia jednego bądź drugiego, wciąż zgięty jak karaluch, nerwowo zaciskając dłoń na rondzie swojego śnieżnobiałego cylindra, bezskutecznie starając się wydusić z gardła jakieś przeprosiny za niecne wtargnięcie. Wtem dłoń jego trafiła na klamkę i na jego twarzy odmalował się wyraz ulgi.
I looked. I shall not look again.
For yet I see them pass.
The hollow faces of the drowned
In mist beyond the glass.
Offline
Profil
Wiadomość
Odpowiedz