Regulamin 
Profil
Wyszukaj
Idź do strony:
Odpowiedz
Ulice Miasta
Lublin Pod
Papula
Postów: 19
Punkty: 42
Car pojawił się na głównych ulicach miasta wychodząc z jednej z bocznych, nikt jednak nie zauważył, skąd dokładnie przybył. Marszowym krokiem, wspierając się nieco na swym parasolu, miarowo stukającym o bruk, zmierzał w kierunku Absyntu.
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Papula
Postów: 12
Punkty: 24
Od strony Bramy Krakowskiej, na Stare Miasto wchodzi postawny, wysoki mężczyzna w wyświechtanym ubiorze i z nerwowo palonym papierosem.
Znajdujący się bliżej niego mieszkańcy Lublina Pod słyszą powtarzane niczym mantrę Co tu się, do stu polaczków, kurwa, dzieje....
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez Franz Schmeling 2008-12-05 10:06:41
Sehnsucht versteckt
Sich wie ein Insekt
Im Schlafe merkst du nicht
Dass es dich sticht
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Ulica
Postów: 68
Punkty: 139
Siedziała na środku mostka, półprzytomna i zbyt słaba na jakikolwiek ruch. Już nawet nie była świadoma, co się z nią dzieje, męczyły ją wizje. A raczej wspomnienia.

Słyszała, że znów szedł po schodach. Ile razy będzie ją jeszcze męczył? Miała dosyć, jednak była zbyt mała i słaba, by walczyć z ojcem o posturze starego, dobrze odżywionego byka.

Skrzypienie schodów wywoływało u niej dreszcze, biegnące wzdłuż kręgosłupa. Nie szedł równo, znowu był pijany. Coraz częściej stawało się to normą. Gdyby choć matka jeszcze była... Mała Teresa przestawała wierzyć, że "mamusia wyjechała odpocząć od nieposłusznej córki".

Kroki ucichły, w zamian za to zaczęło się szarpanie za klamkę. Dziewczynka uciekła pod stolik, starając się zasłonić obrusem. Pod łóżkiem ją znajdował, w szafie i kredensie też, może teraz będzie miała więcej szczęścia...

Drzwi zostały otworzone. Widocznie znalazł klucz i jeszcze udało mu się trafić w dziurkę od klucza. Tereska skuliła się jeszcze bardziej, starając się nie pisnąć, gdy potężny mężczyzna wtoczył się do pokoiku, rozsiewając woń na wpół przetrawionego alkoholu. Znów zbierało się jej na mdłości.

Malutka... Mam coś dla ciebie... Wyjdź...

Ostatnim razem, gdy tak mówił, miał coś, owszem. Kubek z wrzątkiem, który wylał na nią, twierdząc z rechotem, że daje jej wieczorną herbatę.

Na wspomnienie tego otuliła wciąż jeszcze obolałe od oparzeń lewe ramię, nieumiejętnie obwiązane bandażem. Okolice łokcia sparzyły się na tyle, że nie mogła nim ruszać, zwłaszcza po tym, jak ojciec chcąc jej "pomóc" zeskrobał oparzoną skórę brzytwą. Jedyne szczęście, że sąsiadka znała się trochę na opatrywaniu, a na dzieciach wszystko się jakoś goi. Jednak ręka na zawsze miała być już niesprawna.

Chodź tu, mała dziwko... Córko tej cholernej kurwy... Mówię, że mam coś dla ciebie!

Ojciec padł na kolana, podciągając obrus. W jego ręce, o dłoni wielkości sporego talerza, błysnął nóż...
Uduchowione Dziecię Ulicy... Tylko nieliczni ją słyszą, jeszcze mniej widzi
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Vesiculum
Skąd: Pod
Postów: 32
Punkty: 67
Charonita otworzył oczy. Przez dłuższą chwilę nie mógł złapać oddechu. Dyszał ciężko trzymając się za swoje serce...

Był wycieńczony. Leżał na podłodze, a jego przyjaciele stali wokół niego ze zmartwionymi minami.

"Patrz! Patrz! Otworzył oczy!" powiedziała niska, pucołowata i niezwykle piegowata dziewczynka. "Mówiłam, że wróci! Był tam tylko na chwilę."

"Ale Ty głupia jesteś! Pan musi to robić. A co ważniejsze - jest w tym najlepszy!" powiedziała inna ze zgromadzonych wokół Porcelanowego Serca dziewczynek. "Zawsze wraca..." dodała po chwili, jakby chcąc się upewnić w tym twierdzeniu.

Drzwi do pomieszczenia otworzyły się cicho, a do środka z gracją godną kota weszła Beatrix. Spojrzała na zgromadzone wokół niego osoby i gestem ręki nakazała im się usunąć. Dziewczynki posłusznie, bez najmniejszego zająknięcia wykonały jej nieme polecenie. Ukochana Charonity niespiesznie podeszła do niego, z każdym krokiem rozsiewając wokół siebie jakiś niewypowiedziany czar. Czar, któremu nawet Charonita nie mógł się oprzeć. "Czy wszystko ułożyło się tak jak sobie to zaplanowałeś ukochany?" zapytała.

"Tak... Chyba..." powiedział powoli, jakby potrzebował czasu na zastanowienie. Nie do końca dotarło jeszcze do niego to, co stało się dosłownie przed chwilą. Potrzebował czasu, by uporządkować sobie fakty. Odróżnić prawdę od snu, który ją otaczał.

Porcelanowe Serce wstał, lecz jeszcze przez chwilę stał niepewnie. Potrzebował oparcia, lecz na szczęście Ona tam była. Była tam po to, by mu pomóc. Dobrze o tym wiedział. Podała mu rękę z uśmiechem, którego Charonita nie potrafił odwzajemnić...

"Sądzę, że powinniśmy złożyć Kawce wizytę kochanie. Nie masz nić przeciwko?" zapytał. "Czy zechcesz mi towarzyszyć?"

"Oczywiście ukochany. Chętnie się spotkam z panią Kawką. Muszę powymieniać się z nią najnowszymi plotkami. Sądzę, że wiele by dała za to, co mam jej do powiedzenia!"

Porcelanowe Serce założył swoją pelerynę i swój cylinder i już po chwili razem ze swoją najdroższą maszerowali Ulicami Miasta w stronę Kabaretu Absynt... > > >
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Ulica
Postów: 68
Punkty: 139
Męczona wizją, próbowała się poruszyć, odgonić niepokojące obrazy przeszłości. Jeszcze raz wezwała cicho Nubuka, ale jego tu nie było. Było tylko wspomnienie ojca.

Tereska wycofywała się coraz głębiej pod stół. Na chwilę było to jedyne wyjście, ojcu trudno było się tam zmieścić. Zaraz jednak zaczął sięgać do niej z boku. Dziewczynka przytuliła się do ściany.

Chodź tu, ty mała, zawszona...

Dźgnął nożem, ale ostrze popłynęło nierówno i nie trafiło. Niedoszła ofiara ujrzała w tym cień szansy i próbowała wyszarpnąć nóż z dłoni ojca. Walka trwało chwilę, podczas której dłoń dziewczynki, trzymająca ostrze, została przecięta kilka razy. Krew z ran znaczyła dywan i obrus niczym woda z kropidła.


Udało się jej na chwilę odgonić bolesne wspomnienia, ale te wróciły po kilku minutach ze zdwojoną siłą, boleśnie wżerając się w umysł Thairessy.

Klęczała na dywanie obok ojca. Ten leżał, patrząc w sufit. Wzrok miał trochę... Zdziwiony? Może nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, co się działo?

A Tereska z chorą fascynacją obserwowała trzonek noża, jedyną część, która wystawała z piersi ojca. Wodziła wzrokiem za kiwającym się przedmiotem, tańczącym w spowalniający rytm ostatnich uderzeń serca...
Uduchowione Dziecię Ulicy... Tylko nieliczni ją słyszą, jeszcze mniej widzi
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Papula
Postów: 12
Punkty: 24
Co tu się dzieje do cholery?!
Pytanie Franza nie zostało zauważone przez nikogo, więc wciąż mamrocząc pod nosem przekleństwa, obcy człowiek udał się do Absyntu
Sehnsucht versteckt
Sich wie ein Insekt
Im Schlafe merkst du nicht
Dass es dich sticht
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Papula
Postów: 12
Punkty: 24
Franz splunął krwią zmieszaną z resztkami zęba i zaklął Scheisse!. Był naprawdę wkurwiony - nie dość, że trafił do tej zapadłej dziury, to jeszcze okazało się, że ludzie tu są ostro pieprznięci a na dodatek tutejsi bramkarze potrafią przywalić po ryju.

No dobra... to pozbierajmy to wszystko zusammen do kupy. mruknął zmieniając swoją pozycję na siedzącą. Tak oparty o ścianę jakiejś lubelskiej kamienicy, usiłując doprowadzić się do porządku, zaczął na głos "zbierać to wszystko zusammen do kupy".
Also. To miasto jest pieprznięte, ludzie są pieprznięci, wszystko jest pieprznięte.

Tego typu rozważania pewnie trwałyby jeszcze trochę, gdyby nie nagłe pojawienie się małego chłopca, który wyrósł jak spod ziemi i oznajmił wcześniej tonem Witaj.. A teraz po prostu stał i gapił się na Franza swoimi wielkimi oczyma.
A ty tu czego? E? zainteresował się Niemiec bez entuzjazmu.
Cóż. Przyglądam się Tobie z zaciekawieniem, gdyż albowiem trzeba przyznać, że Gruby Bolo dawno już nikomu tak mordy nie pokiereszował, jak Tobie.
Mina najświeższej ofiary Grubego Bola nagle z wściekłości zaczęła znowu wyrażać lekkie zdziwienie. Kurwa, wszystko mnie tu wundere. skwitował w myślach. Głos malca nie brzmiał w ogóle jak głos kilkuletniego chłopca, a raczej jak kilkudziesięcioletniego starca. Cóż, zawsze to jakieś towarzystwo.
Widzę, że ty tutejszy. To powiedz mi, was ist hier los?
Co mam Panu powiedzieć? zaciekawił się młodzian głosem, który już bardziej przypominał kilkuletniego chłystka.
Pytałem - co tu się dzieje? Franz przestawał rozumieć co właściwie przed nim stoi.
Nooo... tak na moje oko to Pana ktoś okrutnie pobił. Chłopiec nie wydawał się być szczególnie bystry. A może był po prostu cwany.
Ale czemu do cholery ci wszyscy ludzie tak dziwnie aussehen!
Ci ludzie nie wyglądają dziwnie. Ci ludzie wyglądają jak mieszkańcy Lublina Pod. Miasta Cieni. Miasta, które nigdy nie zazna słońca. Miasta, do którego trafiają tylko przeklęci. odrzekły mu usta chłopca głosem starca, aby po chwili kontynuować już chłystkowym tonem To ja może pobiegnę po jakąś wodę? Bo Pan okrutnie wygląda. I jakieś jabłuszko może, co? A Pan w tym czasie poszuka jakiegoś złotego pieniążka, co? przybysz mrugnął do Franza porozumiewawczo i odbiegł. Nie, raczej 'zniknął' czy też 'zapadł się pod ziemię'.
Zdążył wrócić, nim jego nowy obiekt zainteresowania zdołał nawet pomyśleć czy ma przy sobie cokolwiek złotego. W lewej ręce chłopca znajdowało się drewniane wiadro z wodą, w prawej zaś - dwa pokaźne jabłka.

Obmywszy się wodą z wiadra i pogryzając jabłko Franz zainteresował się słowami chłopca-starca:
Na ja... więc trafiłem do jakiejś pieprzniętej krainy, tak? Wer bin ich?! Harry Potter?! i po kolejnym kęsie jabłka dodał Mmm... das ist sehr gut Apfel! Przeszło mu przez myśl, że chyba traktuje dwa głosy tej samej osoby jako dwóch różnych rozmówców.
Nie wiem kim jest Hery Poter, ale podejrzewam, że nie zrobił w świecie Nad, czyli tam skąd przybyłeś, nic co mogłoby okreslić go jako 'przeklętego', jako 'straconego dla świata'. Za to Ty mi wyglądasz na takiego co jak najbardziej był w stanie. Zresztą to nie jest ważne, mój drogi, to nie jest ważne. Ważne jest to, że czuję, że potencjał silny w Tobie jest. I szkoda byłoby, żebyś tak skończył w tej uliczce. Nie daj Sędzia, żeby jeszcze Cię carscy ludzie znaleźli i na swoje bzdury nawrócili. Albo co gorsza Legioniści. A już jak po ciebie przyjdą Hindusi... zresztą nie to ważne jest. podkreślił starzec.
Chodź ze mną mały chłopiec podał Franzowi rękę. Ten chwycił ją i podniósł się z bruku. Wolną dłonią otrzepał kurtkę i spodnie, po czym pozwolił wprowadzić się w gąszcz lubelskich uliczek.
Sehnsucht versteckt
Sich wie ein Insekt
Im Schlafe merkst du nicht
Dass es dich sticht
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Miasto Cieni
Postów: 59
Punkty: 118
Szybkim, nerwowym krokiem wyszła z Absyntu na ulicę, przystanęła na moment, wyciągając z kieszeni pomiętą paczkę papierosów. Wyjęła jeden z nich, włożyła do ust i sięgnęła do kieszeni w poszukiwaniu ognia. Po chwili zaklęła cicho i wsunęła na powrót primkę do paczki.
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Vesiculum
Skąd: Pod
Postów: 32
Punkty: 67
Charonita przekracza próg kabaretu Absynt, by znaleźć się na Ulicach Miasta.< < <

Porcelanowe Serce

Mężczyzna podszedł do Kawki, która czekała na niego przed kabaretem.
'Najwyższy czas, by się rozstać...' pomyślał Charonita ze smutkiem, po czym spojrzał Kawce prosto w oczy.
"Gratuluję." powiedział, po czym ucałował nową Charonitkę w czoło.

Kawka:
Serce jej drgnęło.
"Jak pożegnanie umarłego..." - przemknęło jej przez myśl. - "A więc to koniec."
Sięgnęła do kieszeni, wyciągając okulary. Skryła oczy za ciemnymi szybkami, nie chcąc, by Porcelanowe Serce wyczytał w nich zbyt wiele.
- Gratuluję? - zapytała gorzko. - Nie ma czego. Nie było w tym żadnej mojej zasługi.
Ruszyła powoli przed siebie. Odgłos postukujących obcasów niósł się echem w opustoszałej uliczce.

P.S.:
Charonita ruszył za nią starając się jednak utrzymać pewną odległość.

"Żadnej zasługi? Przecież wiesz, że wszystko osiągnęłaś sama. Chciałbym być tak silny jak Ty." powiedział jakby do samego siebie. "Wszystko zależy teraz od tego co TY zechcesz z tym zrobić. Nie bój się, nie będę Ci w niczym przeszkadzał. Jeżeli nie chcesz mnie widzieć, odejdę i nigdy się już nie spotkamy..."

K.:
- Nie, Porcelanowe Serce. To nie my. Nie my ich wybieramy, a oni nas. - mówiła cicho, nieomal szeptem. Ręce jej drżały. - A może i nie oni ani my, a Miasto...
Zacisnęła dłonie w pięści i rozprostowała palce.
- Ja nie wiedziałam, po kogo idę. To on mnie zobaczył. Gdyby nie to...
"Jeśli nie chcesz mnie widzieć..." - brzmiało jej w uszach. Chciała mu coś powiedzieć, wytłumaczyć, ale nie mogła, nie potrafiła. Słowa ciążyły jak kamienie.

P.S.:
Porcelanowe Serce przystanął, zamyślił się. 'Może ona ma rację? Może naprawdę jesteśmy aż tak ubezwłasnowolnieni? Może...' Charonita nie mógł odgonić od siebie tych strasznych myśli, które zaczęły powtarzać się w jego umyśle niczym echo. Z jedną różnicą. Słowa stawały się coraz głośniejsze... I głośniejsze, aż w pewnym momencie wydawało mu się, że słyszy krzyk.

Otrząsnął się i spojrzał na kobietę, która już za krótką chwilę stanie się mu obca. Miał nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie mógł się z nią spotkać, porozmawiać, może nawet zaprosić na herbatę. Jednak wiedział, że to nie nastąpi. Charonici są zawsze sami...

"Kawko... ja..." niewypowiedziane słowa ugrzęzły mu w krtani, która wydawała się zwężona tak, że nawet dźwięki nie były w stanie się przez nią przedostać. "Będzie mi Ciebie brakowało..." powiedział już przez łzy.

K.:
Wiatr poplątał jej włosy, załopotał połą płaszcza Charonity.
Drżały jej ramiona. Chciała się odwrócić, ale wciąż stała w miejscu.
"Dziękuję, Porcelanowe Serce. Dziękuję Ci za to, że jako jedyny widziałeś we mnie kogoś, kto czuje. Że nie byłam dla ciebie tylko narzędziem. Oni wszyscy... Widzą we mnie tylko ostrze noża, lufę rewolweru. Ty jeden sprawiłeś, że znów czułam się jak człowiek. Dzięki Tobie znów byłam prawie... piękna." Myśli krzyczały jej w głowie. "Czemu po prostu mu tego nie powiesz?!"
A jednak nie mogła. Nawet teraz, kiedy wiedziała, że to pożegnanie, nie mogła po prostu odwrócić się i powiedzieć wszystkiego. Choć wiedziała, że już nigdy nie będzie miała drugiej szansy i że do końca życia nie będzie mogła sobie tego wybaczyć.
- Żegnaj, Porcelanowe Serce. - wyszeptała ledwie dosłyszalnie. - Pomyśl czasem o mnie ciepło. Chociaż Ty.
A potem ruszyła przed siebie, nie odwracając się, z każdym krokiem szybciej, czując, że jeśli się teraz odwróci, to nie odejdzie już nigdy.

P.S.:
Patrzył jak odchodzi. Chłonął wzrokiem każdy jej krok, każdy ruch sukni powiewającej na wietrze. Miał wrażenie, że rozmowa nie została dokończona. Że tyle jeszcze chcieli sobie powiedzieć, ale nie zdążyli. Bali się? Czego? Samych siebie?

Charonita usiadł na zimnym chodniku podciągając kolana pod brodę. Sylwetka Kawki zniknęła już gdzieś za rogiem, jednak jego wzrok dalej utkwiony był w tamtym punkcie, jakby spodziewał się, że zaraz wróci. Że ponownie usłyszy miarowy stukot obcasów o bruk. Że przyjdzie i go ze sobą zabierze... Tylko gdzie?

Człowiek w czarnej pelerynie siedział tak przez dłuższą chwilę nie zważając na przechodniów, którzy niemal się o niego potykali. Kawka jednak nie wracała, a on powoli czuł, jakby ktoś wyrwał mu kawałek jego własnej osoby.

"Panie Charonito! Panie Charonito! To chyba pana!" usłyszał krzyk jednego z gości kabaretu - młodego chłopaka, który niósł lalkę. Porcelanowe Serce przyjął ją bez słowa, po czym drżącą ręką zaczął przeczesywć jej włosy...

K.:
Brnęła przed siebie, czekając, aż usłyszy głos Charonity.
"Kawko, zaczekaj! Nie odchodź!"
Nikt jednak nie wołał, a ona wiedziała, że nie ma już odwrotu. Nie było już wtedy, gdy powiedziała "Tak" w Ulicach Miasta. A może i wcześniej? Może żadne z nich nie miało wyboru już wtedy, gdy pojawili się w Mieście Cieni?
Potykała się i szła dalej. Księżyc spoglądał na nią szyderczym wzrokiem, zimny wiatr szarpał skrawkami białego tiulu. Szła wciąż przed siebie, nie zwracając uwagi, dokąd zmierza, jakby od tego, że idzie zależalo jej życie. Jakby bała się, że jeśli się zatrzyma, rozsypie się na tysiące kawałeczków jak rozbita porcelanowa lalka.
- Charonici zawsze są sami. - wyszeptała sama do siebie słowa powtarzane przez Serce. W kąciku ust poczuła gorzko- słony smak tej samotności.
Stukot obcasów o bruk ustał, kiedy stojąca na środku dziedzińca Widoku Charonitka osunęła się na kolana i wykrzyczała w zimne, jesienne niebo:
- Nienawidzę cię, Miasto!
Lublin Pod milczał.
Jak zawsze.
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez Porcelanowe Serce 2008-12-11 23:05:32
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Vesiculum
Skąd: Zakątek Żałobników
Postów: 45
Punkty: 92
Tanatos wyłania się z przejścia pod Bramą Krakowską.

Szedł w zadumie, prawie nie widząc mijanych ludzi, rozstępujących się ze zgorszonym, bądź zabobonnie przestraszonym wyrazem twarzy. I choć był tak samo blady, tak samo ubrany w swój biały cylinder i płaszcz, choć nadal chodził swym zamaszystym krokiem, a szkiełka gogli wciąż odbijały świat dookoła, przechodnie instynktownie czuli, że Tanatos jest nie w sosie. Być może sprawiały to poszarzałe włosy, przypominające gałązki różanych krzewów, a może ciemnofioletowe cienie kładące się na jego półprzezroczystej, pokrytej drobniutką siecią zmarszczek, twarzy.
Żałobnik kręcił się dobrą chwilę po ulicach miasta, nie wiedząc za bardzo dokąd iść. W końcu od niechcenia skierował się w dół ku Bramie Grodzkiej, w której przystanął, chwilę przyglądając się zawalonemu zamkowemu mostowi i popękanej fasadzie siedziby Króla Słońce. Świętej pamięci... Tanatos wprawdzie nie był na wiecu, kiedy bowiem pojawiły się pierwsze wstrząsy, zbyt bardzo zajęty był ratowaniem swego ukochanego Cmentarzyska przed zgubnymi skutkami pochłonięcia przez Otchłań kawałka jego ziemi, wiedział jednak co tam się stało i o czym mówiono. Wiedział o śmierci Króla, jedynego Króla którego kiedykolwiek znał. Którego dobrze pamiętał ze starych czasów.

Westchnął głośno do swoich wspomnień, po czym zdjął cylinder i w zamyśleniu potarł blade czoło, odwracając się jednocześnie na pięcie i powoli, leniwie i bez polotu wdrapując się spowrotem w górę ulicy. - Zmarli potrafią mówić tylko o śmierci - pomyślał i zgarbił się jeszcze bardziej - Przychodzą i odchodzą sądząc, że czeka ich coś jeszcze do zrobienia - uśmiechnął się krzywo i smutnawo myśląc o tym, że dziwny los podtrzymuje w nich to ślepe przekonanie, dając im żałobnika, aby nad nimi płakał. Tanatos odetchnął. niepewnie zdjął gogle i powiódł dookoła lodowatoczerwonym wzrokiem: Niech waszej woli stanie się zadość - wymruczał jakby dziwnym, zmęczonym głosem - Mówcie.
Szepty w jego głowie narastały...
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez Tanatos Żałobnik 2008-12-12 22:55:33
I looked. I shall not look again.
For yet I see them pass.
The hollow faces of the drowned
In mist beyond the glass.
Offline
Profil
Wiadomość
Odpowiedz