Regulamin 
Profil
Wyszukaj
Idź do strony:
Odpowiedz
Ulice Miasta
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Ulica
Postów: 68
Punkty: 139
Pomimo walki z wizjami i wspomnieniami, nie dawała rady odgonić ich na chwilę dłuższą niż czas potrzebny na otworzenie oczu. Zresztą, po co je otwierać, skoro znikąd pomocy naokoło?

Cofała się w czasie, jakby oglądała film z własnego życia, z tym, że puszczony od tyłu. Obraz jednak zaczął zwalniać, by w końcu stać się kolejną rzeczywistością...

Tereska była młodsza, o wiele młodsza. Z trudem, trzymając się mebli, dawała radę przejść kilka kroków. Potem upadała, małe nóżki nie dawały rady utrzymać ciężaru wygłodzonego dziecka. Ile miała? Chyba nieco ponad pięć lat. Tak jakoś. Słaba zawsze była, a teraz jeszcze, głodna i zmarznięta, ledwo stała na nogach.

Ale szla dalej. Musiała się dowiedzieć, dlaczego mama w drugim pokoju krzyczy tak rozpaczliwie...

Tereska upadła tuż przed drzwiami do pokoju rodziców. Zamkniętymi.
Uduchowione Dziecię Ulicy... Tylko nieliczni ją słyszą, jeszcze mniej widzi
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Postów: 70
Punkty: 215
Powoli z cienia wyłaniały się postacie. Jedna po drugiej chybotliwe, półkształtne sylwetki zbliżały się do bladego pana, szemrząc cicho. Jedne drżały konwulsyjnie, jakby liche mięśnie odmawiały im posłuszeństwa, inne pełzły po bruku pozbawione nóg, chcąc dostać się jak najbliżej przez siebie tylko rozumianego sensu. Pośród tłumów staczających się z okien wysokich kamienic, przemykających z cichym grzechotaniem z odległych nawet uliczek, wygrzebujących się z nieistniejących w świecie rzeczywistym podziemi, błyskały rozłupane czaszki, kikuty pourywanych kończyn, cieliste wybroczyny, fioletowa lub zielonkawa bladość skóry, kępki gołej skóry obok zlepionych krwią włosów, podkrążone niebezpieczne oczy błyskały w ciemnościach, histerycznie pragnąc dostać się do Żałobnika, aby zdradzić mu swoją tajemnicę. Ten czekał, zaciskając bielejące dłonie i szczękę, starając się nie uciec jak najdalej tej potwornej martwej masy, jak najdalej swego przeznaczenia. Nieświadomie zsunął się na kolana i pozwolił im mówić, a słowa i szepty wdzierały się do jego głowy...

(...)

Kiedy skończyły, Tanatos drżał na całym ciele. Czuł lodowate zimno wewnątrz, głowa mu pękała, oczy zaszły mu mgłą. Gdzieś niedaleko dostrzegł jeszcze jedną duszę, oplecioną w wielobarwną chustę, ta jednak siedziała nieruchomo, nie próbując nawet zbliżyć się do Żałobnika, przyglądając się mu tylko z dziecięcą ciekawością...
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Papula
Postów: 14
Punkty: 30
Chłód się oddalał. Dandys nie rozumiał, skąd on się bierze. Narastał falami, by potem powoli odpływać.

Siedział oparty o balustradę mostu, a w jego głowie kołatały się pytania. Cała jego dotychczasowa egzystencja w Lublinie pod, misternie tkana pajęczyna kłamstw, którymi karmił przede wszystkim samego siebie, została rozdarta. Teraz już nie był tak pewny, że decyzja, którą podjął na wiecu była słuszna. Spalił za sobą wszystkie mosty. Nie było już powrotu. Jego gorące pragnienie uwolnienia się z sieci zależności, słabło z każdą chwilą od opuszczenia Sanktuarium.

Jego myśli przerwał odgłos kroków. W Bramie Grodzkiej pojawiła się odcinająca się od tła biała plama. Jakiś elegancko ubrany człowiek, przywodzący na myśl wytwornego pana młodego prosto z żurnala, stanął w bramie i zwrócił się w kierunku ruin Królewskiego Zamku. Omiótł wzrokiem szkody, jakie wyrządziło trzęsienie ziemi. Gruzowisko, które mogło stać się grobowcem Dandysa.

Jego samego zdawał się nie zauważać. Dandys, nie chcąc rzucać się w oczy, bez ruchu czekał, aż mężczyzna napatrzy się i sobie pójdzie. Widział, jak po kilku minutach tamten zdjął kapelusz z głowy, jakby oddając ostatni hołd zmarłemu Królowi Słońce, zbliżył dłoń do czoła w jakimś nabożnym geście, odwrócił się i ruszył na powrót w głąb Bramy Grodzkiej.

Nie zaszedł jednak daleko. Już po kilku krokach, zanim zdążył zniknąć w podcieniu, zatrzymał się. Zapadła dziwna cisza, a po chwili stało się coś, co trudno opisać słowami. Do mężczyzny zaczęły pełznąć trupy. Gdzieniegdzie w ziemistych ciałach świeciły nagie kości. Pojawiały się zewsząd, wyłaniając z bruku, wychylając z pomiędzy kamienic. Były wszędzie. Jedne bardziej przypominające zjawy inne niemal namacalne.

Kątem oka zobaczył kilka sylwetek poruszających się w jego kierunku od strony Zamku. W makabrycznie pokrzywionych ciałach, pogruchotanych i zmiażdżonych, ciężko było rozpoznać Legionistów - najpewniej strażników Zamku, którzy zginęli tu kilkanaście godzin temu. Oni również starali się wszelkimi sposobami, nieporadnie dostać na audiencję do człowieka w bieli. Gdy przepełzali obok niego, pomagając sobie na wzajem, ciągnąc jeden drugiego ku Bramie, Dandysem wstrząsnęła kolejna, jeszcze silniejsza fala przejmującego chłodu. Oplótł rękami kolana i przyciągnął je do klatki piersiowej. Za wszelką cenę starał się powstrzymać drżenie.

Wszystko to wyglądało jak bluźnierczy obrządek mrocznego kultu śmierci, której mężczyzna w białym garniturze i cylindrze musiał być kapłanem. Masa trupów gęstniała przy nim. Pojawiały się zewsząd. Kapłan padł na kolana - w modlitwie, czy pod naporem ciał? Dandys nie miał najmniejszego pojęcia. Nie chciał wiedzieć. Nie chciał tego oglądać. Cała ta makabreska napawała go obrzydzeniem, ale nie mógł oderwać wzroku. Kiedy tak patrzył, zmrożony, człowiek w bieli odwrócił głowę, jakby zwracając się do zmarłych muszkieterów, którzy przebyli tak długą i ciężką drogę, by do niego dotrzeć. Jego wzrok spoczął na Dandysie.

Pod tym spojrzeniem czuł, że nie jest w stanie kontrolować żadnego ze swoich mięśni. Chciał zerwać się do biegu, zanim mroczny kapłan rozkaże swoim zombie dopaść go i rozszarpać za zbezczeszczenie rytuału. Jednak nie mógł ruszyć się z miejsca, jakby wrósł w bruk. Chłodny wzrok spod ronda białego cylindra wwiercał się w niego niemal na wylot.
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez Dandys 2008-12-13 01:59:16
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Postów: 70
Punkty: 215
Wszystko to trwało li tylko kilka sekund i ani Dandys ani nikt inny kto widział tę scenę nie jest do końca pewien czy prawda to była czy ułuda, czy schodzące zewsząd do Cmentarnego Barona upiory, a raczej ich echo które przez chwil kilka, jakby flesz z migawki dawno zapomnianego zdjęcia, przedarło się do świata rzeczywistego, były tam naprawdę czy stanowiły jakąś daleką, niedokładną kopię snu jakiegoś, koszmaru z przed wielu lat, który już dawno wyparto z pamięci.

Po kilku sekundach wizja ulotniła się sprzed oczy wszystkich, prócz - być może - sprzed oczu Cmentarnego Barona, i zostawiła go klęczącego bezsilnie samotnie na samym środku wybrukowanej uliczki. Tajemnice które pochłonął darły go od środka zadając mu potworny ból. Wzrok jego spoczął na tej która została, zza niej jednak ni stąd ni zowąd wyłonił się depresyjnie wyglądający elegancik, pobladły teraz i zmartwiały z przerażenia nad tym co zobaczył.

Nie każdy wprawdzie zobaczyć mogą echo żałobniczych wizji, tym jednak którym się uda, na zawsze wryją się one w pamięć, lub złamią w nich ducha.
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez StaryLublin 2008-12-13 11:03:35
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Ulica
Postów: 68
Punkty: 139
Też usłyszała wezwanie. Wezwanie, które na chwilę napełniło ją siłą zdolną odegnać wspomnienia. Siłą, dzięki której uniosła głowę i spojrzała wprost na Tanatosa. Pamiętała go, znała jego rolę i znaczenie dla innych jej podobnych, choć nie wiedziała, skąd ta wiedza pochodzi.

Wzywał, ale tak silna, by podejść, nie była. Powiązana z Nubukiem, zależna bardziej od niego niż od Żałobnika, a jednak wciąż czująca siłę białej postaci.

Czy chcesz mnie znów zabrać do grobu?

Nie wiedziała, czy te ciche, lękliwe pytanie wypowiedziała sama, czy też ktoś, posługując się nią, nakazał jej pytać. Pytać o to, czego się bała.
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez Thairessa Wizjonerka 2008-12-13 11:21:57
Uduchowione Dziecię Ulicy... Tylko nieliczni ją słyszą, jeszcze mniej widzi
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Miasto Cieni
Postów: 59
Punkty: 118
Tymczasem na Widoku...

Stado wron kracząc złowieszczo ucztowało na samotnym wisielcu. Ptaki nie mogły liczyć na suty posiłek, przesiadywały tam już chyba tylko dla zasady, a może z przyzwyczajenia. Ciało wisiało już wiele dni. Teraz już tylko po resztkach odzienia można było domyślić się, że musiał to być niegdyś postawny mężczyzna. Większość miękkiego, niegdyś zapewne soczystego ciała, została wydziobana przez kruki. Twarz pozbawiona była oczu, warg. W miejscu nosa ziała ciemna dziura, zaś przez pocięte ostrymi dziobami sinawe policzki przeświecały zęby, jakby trup uśmiechał się upiornie, ciesząc się z jemu tylko znanego żartu. Powróz zaskrzypiał, kiedy wiatr zakołysał ciałem. Wisielec obrócił się ciekawie i spojrzał na Kawkę pustymi oczodołami, chowając powiązane zbutwiałym sznurem ręce za sobą.

Najemniczka wzdrygnęła się. Dopiero teraz dotarło do niej, dokąd zawędrowała i zimny jęzor strachu przesunął się jej po plecach. Ptaki zatrzepotały, zrywając się na moment, zakrakały ironicznie i jak przywołane przez martwego towarzysza, przysiadły na powrót na jego ramionach, wpatrując się w białą postać zimnymi, świdrującymi paciorkami oczu. Kobieta nerwowo sięgnęła do kieszeni, wyciągając pomiętą paczkę papierosów. Ręce zadrżały jej, a paczka upadła na skrzący w pierwszym tego roku przymrozku bruk. Podniosła ją szybko, schowała do kieszeni i ruszyła z powrotem w stronę Dominikańskiej. Echo bramy podkreślało szybkie kroki, pokrzywione ściany kamienic odbijały się w szkłach ciemnych okularów.

Dopiero, kiedy Widok miała już dobrze za sobą, mogła odetchnąć swobodniej. Przetarła dłonią twarz, jak człowiek budzący się z długiego, męczącego snu.
I co teraz, Charonitko? – zabrzmiał szyderczy głos w jej głowie, z przekąsem akcentujący ostatnie słowo.

Nie znała odpowiedzi na to pytanie. Czuła się jak kawałek kory, pusta drewniana łupina unosząca się na powierzchni wody, pchana prądem wody wzdłuż nurtu rzeki.
Schowała głęboko ręce do kieszeni i kuląc się przed zimnem szła przed siebie, próbując poukładać na nowo wszystkie rozsypane fragmenty układanki.

Kiedy z daleka dostrzegła prążkowane nogawice i czarny cylinder zacisnęła szczęki. Ruszyła ku pobladłemu mężczyźnie.
Dopiero kiedy zbliżyła się na odległość strzału, okazało się, że Dandys wpatrywał się nie w nią, a w klęczącego na bruku dziwacznego, odzianego na biało jegomościa, widzianego przez nią w Kabarecie.

I wpatrywał się tak, jakby przed chwilą zobaczył ducha.


___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez Kawka 2008-12-13 20:07:27
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Papula
Postów: 14
Punkty: 30
Poczuł kolejny przejmujący chłodem podmuch, który rozwiał wszystkie zjawy i trupy otaczające wpatrującego się weń klęczącego przy Bramie Grodzkiej mężczyznę. Nie wiedział, czy to, czego przed chwilą był świadkiem, wydarzyło się naprawdę, czy było projekcją jego skołatanego umysłu. Czy trwało kilka godzin, czy ułamki sekund. Wreszcie to przeklęte miasto go złamało. Zatruło jego umysł. Opętało zmysły.

Mężczyzna w bieli miał nieodgadniony wyraz twarzy. Dandys nie był w stanie stwierdzić, czy się uśmiecha, czy jest zdziwiony, czy zły. Jego oczy, które wpatrywały się w niego, hipnotyzowały i nie pozwalały wstać.

Znów pojawiły się halucynacje. Spośród kamienic wyłoniła się kolejna biała zjawa, która sunęła w kierunku swojego mrocznego kapłana. Zamiast twarzy wiała czarna dziura. "To nie dzieje się naprawdę... To się nie dzieje. To wina tego przerażającego miejsca" Uwolnił zaplecione wokół kolan dłonie i, nie mogąc opanować ich drżenia, skrył w nich twarz.

Jego kapelusz potoczył się po bruku.

Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Triada
Postów: 80
Punkty: 160
Nubuk wychodzi z Archiwum

"Co jest lepsze, wiedza czy zapomnienie?"
Ta myśl nurtowała Czystego, kiedy szedł do ruin Zamku Królewskiego. Nie rozglądał się na boki, korzystał z wszelkich skrótów, byle tylko dojść i to jak najprędzej. Teraz w końcu wiedział gdzie ma szukać, myśl, która drążyła go przez ostatnich kilka godzin zamieniła się w determinację. Szybki krok Nubuka co raz zamieniał się w bieg.

Cienie śledziły Krążce nawet teraz. W Lublinie Pod nie można się od nich uwolnić, ale nie każdy zwraca na nie uwagę. On sam przyzwyczajony był do odnajdywania ludzi właśnie dzięki obrazom rzucanym na ziemię. W ten właśnie sposób odnajdywał Thairessę przez długi czas. Oczy Handlarza Opowieści sprawdzały każdy cień. Nie przypuszczał, by Thairessa była teraz, kiedy jest tak słaba, czymś więcej niż cieniem.

Raz tylko się zatrzymał. Kiedy pośliznął się w kałuży krwi, jeszcze nie zaschniętej. W takim miejscu nie była ona niczym nowym. Tak samo jak dwie rękawiczki, zwykłe, tanie, postrzępione rękawice z Nad, takie jakimi zwykli ludzie chronią swoje palce przed zimnem. W końcu każdy, kto je jeszcze posiadał, mógł być nowy i nie znać zasad, za to mieć ze sobą wiele wartościowych rzeczy. Na przykład złotą obrączkę, ukrytą pod jedną z tych czarnych rękawiczek.
Nubuk spojrzał na scenę. Kałuża krwi, od niej smuga ciągnąca się aż do studzienki kanalizacyjnej. Jakiś pragnący porządku mieszkaniec nie mógł wytrzymać zapachu i wyglądu zwłok pod swoim oknem, dlatego wrzucił ciało do ścieków. Tak łatwiej i taniej, zwłaszcza, że obrączki, portfela i butów już nie ma.
Krążca schylił się i podniósł jedną z rękawic, tą czystą, niezachlapaną krwią. Palce jego prawej ręki miały niemal ten sam kolor...
W myślach wyraził wdzięczność bezimiennemu trupowi. Ukrył martwą dłoń w rękawicy i poszedł dalej.

Szedł, dopóki nie zobaczył wątłej, eterycznej istoty. Nie zwracał uwagi na ubranego na biało jegomościa, na Dandysa, stojącego nieopodal, nawet na idącą w jego stronę Najemniczkę-Charonitkę. Podszedł do Thairessy. Klęknął przed nią i położył jej rękę na ramieniu. Powiedział do niej cicho:
Cśśś, Dziecko... Już jestem, już jest dobrze...
Lubelski Pod-Nad-Krążca, Handlarz Opowieściami i Innym Towarem Jakimkolwiek
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Ulica
Postów: 68
Punkty: 139
Widziała, jak się zbliżał. Czuła go niczym przybywające falami ciepło, rozpalające w sercu nadzieję. Czuła, jak w ciągu kilku chwil odzyskała choć odrobinę ruchomości swojego eterycznego ciała. Tyle choć, by złapać się go, mocno, spazmatycznie wręcz. Wbiła w Nubuka spojrzenie przerażonych oczu.

Ratuj! On mi coś chce zrobić! - zawyła, zanim nie osunęła się w jego ramiona, znów tracąc te resztki energii, jaką odzyskała ostatnimi chwilami. Potrzebowała Nubuka, jego sił. Dużo sił.

Czuł jej rękę, wczepiającą się w jego prawe przedramię niczym wbicie lodowych igieł.
Uduchowione Dziecię Ulicy... Tylko nieliczni ją słyszą, jeszcze mniej widzi
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Triada
Postów: 80
Punkty: 160
Nubuk zastygł. Nie potrafił się ruszyć. Czuł rozchodzące sie po ciele zimno, paraliżujące, przejmujące do głębi. Wpatrywał się tępo w jeden punkt - tam, gdzie jeszcze przed chwilą była głowa Thairessy, gdzie zobaczyłby jej twarz, gdyby się nie ruszyła. Ale jego spojrzenie było zupełnie martwe i nieświadome. Był gdzie indziej.
Lubelski Pod-Nad-Krążca, Handlarz Opowieściami i Innym Towarem Jakimkolwiek
Offline
Profil
Wiadomość
Odpowiedz