- Ja... - zawahał się. Spojrzał na balustradę, na której siedziała pogrążona w myślach Wizjonerka. - Jeśli Thairessa i Dandys pójdą, to i ja. Jej drugi raz nie zostawię, a on... - popatrzył na swojego byłego podopiecznego. Wyglądał jak obraz nędzy i rozpaczy, jeszcze gorzej niż sam Nubuk. - On potrzebuje pomocy.
Krążca spojrzał w oczy Kawki.
- Bez urazy, ale Charonici ostatnio stali się niezwykle aktywni... Trzech ludzi przeprowadzonych w tak krótkim czasie, po Wiecu... Doktora przeprowadził Konstatntyn, o pozostałej dwójce nic nie wiem, ale... - uśmiechnął się z przekąsem - ... jak by to powiedzieli Nad, statystycznie rzecz biorąc, musiałaś kogoś sprowadzić.
Westchnął i spojrzał w gwiazdy, których nie było.
- Zwłaszcza, że Porcelanowe Serce nie żyje. Dokąd zabrałaś jego ciało? Nie dostała was Otchłań...
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez Nubuk Czysty 2009-01-23 16:14:29
Lubelski Pod-Nad-Krążca, Handlarz Opowieściami i Innym Towarem Jakimkolwiek
Spojrzała na Nubuka, wyrwana z zamyśleń. Westchnęła cicho.
Lepiej ci już? - zapytała zmartwionym głosem. - Ja... Przepraszam... Już więcej nie będę... - zaczęła się tłumaczyć, że już sama nigdzie chodzić sama nie będzie. Po czym zauważyła, że rzeczywiście, Dandys powinien iść wraz z nimi, bo nie można go tu zostawić.
Na wspomnienie o Porcelanowym Sercu zadrżała, przypominając sobie całą scenę na wieży...
Uduchowione Dziecię Ulicy... Tylko nieliczni ją słyszą, jeszcze mniej widzi
- Thairessa? – zapytała przeciągle. – Thairessa nie żyje, Nubuku. Widziałam jej ciało. A nawet jeśli tak by nie było... to przecież nie ma jej tu z nami. Prawda? – szerokim gestem wskazała pokryte delikatnym, skrzącym meszkiem szronu kamienie bruku, na którym skulony w przód i w tył kołysał się Dandys. Zatrzymała na nim wzrok i skrzywiła się lekko. – Nic mu nie jest. Jak zgłodnieje to wróci do pana. Musi się tylko zdecydować, do którego tym razem.
”Thairessa? Czyżby Nubuk również postradał zmysły? A jeśli nie... W końcu Porcelanowe Serce również powrócił do życia... Ale to nie to samo, do diaska!”
Wsunęła ręce do kieszeni. - Chyba powinniśmy wymienić informacje, Krążco. Wolałabym jednak zrobić to w wygodniejszym i cieplejszym miejscu. Sterczymy na bruku jak zmarznięte gargulce. – spojrzała na niego wyczekująco.
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez Kawka 2008-12-17 12:28:44
Na słowa Kawki parsknęła śmiechem. Czuła się już na tyle dobrze, na tyle silna, że wspięła się na balustradę i zaczęła... Tańczyć jakiegoś pseudo-kankana, śmiejąc się do Nubuka.
Ona mnie nie widzi, ona mnie nie widzi! - wołała, rozbawiona. - Kolejna mnie nie widzi! Weź jej wytłumacz, co? - spojrzała na Nubuka, po czym... Zdjęła Kawce okulary.
Uduchowione Dziecię Ulicy... Tylko nieliczni ją słyszą, jeszcze mniej widzi
Wyszarpnęła ręce z kieszeni i złapała lewitujące okulary. Na twarzy odbiło jej się zupełne zaskoczenie, jednak na mgnienie chwili tylko. Zacisnęła szczęki i ponownie skryła oczy za ciemnymi szybkami.
- Co tu się dzieje, do cholery? – warknęła. – Byłbyś łaskaw wytłumaczyć mi cel swych sztuczek, Krążco? - dreszcz przebiegł jej po plecach.
Zaśmiał się. Podniósł rondo kapelusza palcem i popatrzył na zaskoczoną Kawkę. W oczach miał wesołe iskierki.
- Kawko, nie każdy lubi, jak się go uśmierca słowem. Dziecko Ulicy ma akurat tyle poczucia humoru, żeby okazać Ci to w mało bolesny sposób... Niestety, jestem chyba jedynym, który ją widzi. Możesz ją czasem usłyszeć, a teraz...
Satysfakcja wykrzywiła twarz Nubuka. Strzelił palcami i pokazał na bruk, gdzie obok potrójnego cienia Dandysa, Krążcy i Najemniczki tańczył cień niskiej dziewczynki.
-... może powiesz mi, kto rzuca taki piękny cień?
Pokiwał lekko głową, widząc reakcję Charonitki. Nawet najsilniejszą, najtwardszą osobę można zgiąć. Wystarczy znaleźć odpowiednią dźwignię, a właśnie takie lewarki dziwnym trafem miały w zwyczaju wpadać Czystemu w ręce. Poklepał kobietę po bladym ramieniu swoją martwą dłonią.
- Opanuj się, pora iść. Pomożesz mi go podźwignąć?
Lubelski Pod-Nad-Krążca, Handlarz Opowieściami i Innym Towarem Jakimkolwiek
Kawka:
Patrzyła na cień klaszczącej w dłonie drobnej postaci. Ten, w odróżnieniu od rzucanych przez żywych, był bardziej chybotliwy i jakby nieco bledszy.
Ale był.
Poza wszelką wątpliwość.
Zamrugała jeszcze przez chwilę i stwierdziła, że należy jej się solidny łyk palącej whisky. - Dokąd go zabierzesz? – podjęła Dandysa pod ramię.
Nubuk:
Wsparł Dandysa z drugiej strony i zaczął powoli iść w kierunku Bramy Krakowskiej. - Jeszcze nie wiem. Gdziekolwiek, gdzie ktoś się nim zajmie i nikt nie zrobi mu krzywdy. Trzeba go postawić na nogi.
Przez chwilę milczał, nie chciał się przyznać, że wysiłek jest trochę zbyt duży jak na jego siły, ale bardzo się starał. - Chciałaś wymienić informacje, prawda? Co masz na myśli?
Jakiś dziwny uśmiech wykrzywił jego wargi...
K: - Gdzie ktoś się nim zajmie i nie zrobi mu krzywdy? - prychnęła. – I może jeszcze za darmo, co?
Poprawiła uchwyt. - Jeśli tak ci zależy na jego bezpieczeństwie to najlepiej chyba byłoby oddać go Bashkarytom. – uśmiechnęła się cynicznie. – Im chyba jeszcze nie zdążył napsuć krwi. A informacje... - spojrzała przeciągle na jego zmienioną dłoń. – Przydałoby się nam usystematyzować pewne rzeczy, bo mam wrażenie, że sporo nas ominęło, choć każdego z nas co innego. - Spojrzała w twarz Krążcy. – Ulica jednak nie jest najlepszym do tego miejscem.
N:
Dziki chichot przerwał wypowiedź Kawki. - Wbrew pozorom, to jest możliwe. W znam pewną osobę, która przyjmie go, jeśli tylko o to poproszę. W prawo! - pokazał palcem kierunek. - Nie moja wina, że Dandys... trochę się zagubił. - zakończył kulawo, krzywiąc się przy tym. – Mimo tego, nie zamierzam go rzucić na pożarcie. Ty też jesteś mu coś winna. Na Wiecu chciał cię uratować przed kulą.
Zatrzymał się, mówiąc ostatnie słowa, żeby mógł spojrzeć Kawce w oczy. - Pamiętaj o tym.
Starł pot z czoła i wznowił marsz. - Niby nic, a jednak znaczy. - uśmiechnął się lekko – Chyba, że i tu mnie coś ominęło? Rzeczywiście, Nubuk jest jeden, a Lublin Pod taki duży...
K: - Pamiętam. - Twarz Krążcy odbijała się w ciemnych szkiełkach okularów. Podjęli na nowo mozolny marsz. – Pamiętam też, że... - urwała po chwili i zacisnęła usta. – Nieważne. Do kogo go prowadzisz? - zapytała zupełnie innym już tonem.
N: - Ważne. - powiedział głucho. – Teraz wszystko jest ważne. - Mam tutaj przyjaciela, takiego, który dużo mi zawdzięcza. Wątpię, żebyś go znała. Mówią na niego Albert Drzewny, cieśla, diablo dobry, że tak to powiem. Jeśli kiedyś będziesz potrzebowała... Z resztą,
nieważne. Chodźmy. A tak właściwie, dlaczego go tak nienawidzisz, poza tym, że jest marionetką?
K:
Dziwny uśmieszek wykrzywił jej twarz. - Bo nasza marionetka nauczyła się, jak innym przywiązywać sznurki. I całkiem nieźle jej poszło.
Rozejrzała się wokół. - Ona jest tu cały czas z tobą? Dziwnie tak prowadzić ducha do trumniarza... - zaśmiała się ponuro. – No chyba, że ten twój Albert robi tylko ławy i stołki, choć szczerze wątpię. - Poprawiła uścisk, bo Dandys osuwał się nie mając świadomości, co się z nim dzieje. – Przypuszczam, że po tym wszystkim, co spotkało Miasto Cieni wzrósł popyt na tego typu usługi...
N: - Uważaj. Thairessie może się to nie spodobać. - w jego głosie brzmiała drwina. Spodziewał się niezbyt wyszukanego i bolesnego żartu.
Poprowadził do jednej z pękniętych kamienic. Szczelina była tak duża, że korzystanie z drzwi nie było potrzebne. Pierwsze piętro, drugie...
Przekazał Dandysa Kawce i zapukał do drzwi. - Kto tam? - zza drzwi dało się słyszeć stłumiony baryton. - Nubuk z dwójką przyjaciół - powiedział, uśmiechając się do Kawki szeroko.
Nastąpiła seria trzasków i grzechotów, kiedy Albert otwierał dziesiątki łańcuchów i zamków. Futryna była na tyle spróchniała, że nawet ktoś tak cherlawy jak Krążca wyrwałby drzwi z zawiasów. Najwidoczniej pewne nawyki nigdy nie umierają.
Kiedy skrzypienie umierających zawiasów otworzyło przejście, za progiem stał tykowaty mężczyzna, który na dobre pożegnał się ze swoją młodością. Widząc Kawkę i Dandysa cofnął się o krok. Zanim zdążył zareagować, Nubuk powiedział: - Witaj, Albercie. Wybacz, że nachodzę cię w tak niedogodnych warunkach, ale ten oto Dandys... Jest w potrzebie, a ja i pani Kawka chcieliśmy porozmawiać w zaciszu twego gabinetu.
Gospodarz znowu otworzył usta, ale Czysty przekroczył próg i ciągnął dalej. - Wiem, że proszę o dużo, ale to wszystko stało się tak nagle. – Nubuk posuwał się w kierunku cieśli, aż znalazł się z nim niemal twarzą w twarz. Wtedy powiedział kilka słów tak, żeby tylko on je słyszał. Starzec bez słowa odwrócił się na pięcie i zniknął w jednym z pokoi. Po chwili wrócił i wręczył Handlarzowi Opowieści spory, czarny klucz. - Niech pani go zostawi, zajmę się nim - powiedział zmęczonym głosem.
Thairessa:
Thairessa nie odezwała się, ani nie komentowała reakcji Kawki. Może gdyby pomagała im nieść Dandysa, gdyby była bardziej pomocna, mogłaby się zdobyć na jakąś kąśliwą uwagę. Za to z drugiej strony, byłoby jej trochę głupio straszyć Najemniczkę. Przecież jakoś nigdy nie miały potrzeby rozmawiać, nie było między nimi żadnego konfliktu.
Trzymała się z tyłu, starając się nikogo nawet nie dotykać. Wracał jej naturalny teraz chłód, w miarę jak odzyskiwała siły z samego przebywania w pobliżu Nubuka. Na widok Alberta nie zareagowała w żaden sposób, chodząc z Czystym wiele osób można poznać i nawet ją, wiecznie zaciekawione dziecko, niewiele już zdołało zaciekawić na dłużej.
Mimo wszystko, gdy Kawka miała zostawić Dandysa, Thairessa zawahała się. Najwyraźniej z jednej strony wiedziała, że musi iść z Nubukiem, nie tracić z nim bliższego kontaktu... Z drugiej zaś wyglądało, że paradoksalnie wolałaby czuwać przy Dandysie.
K:
Po części podprowadziła, po części podciągnęła Dandysa do wyglądającej na wiekową kozetki. Mężczyzna opadł na nią z cichym westchnieniem. Wyglądał jakby zapadł w sen, choć oczy miał szeroko otwarte, szkliste.
Kawka rozejrzała się po pomieszczeniu. Dawno nie malowane ściany, ciasny niski pokój wypełniony sprzętami sprawiały przygnębiające wrażenie, przełamywane przyjemnym zapachem drewna. Stary, rudy kocur w milczeniu śledził nowoprzybyłych gości z godną miną świadczącą, iż są tu, bo to on wyraził na to zgodę. Wzrok kota przesunął się powoli po Najemniczce i Bajarzu, po czym utkwił w pustej przestrzeni pomiędzy Charonitką a półprzytomnym Dandysem. Kawka mimowolnie drgnęła.
Nubuk ruszył pewnie przed siebie. Kot zerknął na nią. Gdyby miał taką możliwość, Kawka przysięgłaby, że uśmiechałby się w tej chwili szatańsko. Oderwała wzrok od kocura i ruszyła za Krążcą.
N:
Poprowadził do warsztatu. Były to chyba jedyne drzwi w całej kamienicy, które wyglądały na solidne, a raczej niemożliwe do wyważenia. Włożył klucz do zamka, przekręcił... Sztaba wyskoczyła z zapadki. Naparł na drzwi całym ciężarem ciała. Powoli uchyliły się, ukazując spore pomieszczenie.
Światło wpadające do środka przez dwa zakratowane okna padało na stojący na środku spory stół. Nosił on na sobie wiele znaków świadczących o tym, że bywał używany zarówno podczas pracy
ciesielskiej, jak i chirurgicznej... przynajmniej taką nadzieję miała Kawka.
W powietrzu unosił się delikatny zapach sosny. Po podłodze walały się narzędzia, mniejsze z nich ukryte były we wszechobecnych trocinach.
Gdzie niegdzie stały wytwory zręcznych rąk Alberta. Spośród nich Nubuk wybrał dwa taborety. Podał jeden Charonitce, sam siadł na drugim.
Spojrzał w oczy Kawki. Zdjął z kapelusz z głowy, rękawiczkę z martwej dłoni. - Od czego powinniśmy zacząć?
T:
Po chwili zastanowienia Thairessa mimo wszystko poszła za Nubukiem. Zamykające się drzwi nie były dla niej żadnym problemem, w końcu zdarzało się jej wędrować przez grube mury, a co dopiero kilka desek. Usiadła sobie, swoim zwyczajem, w powietrzu, czekając spokojnie na rozwój wydarzeń. - Nubuk – rzuciła jednak. – Jedno Twoje słowo, że mam nie podsłuchiwać, a wyjdę za drzwi. To nie będzie mocno dalej. Nic mi nie będzie, obiecuję.
Spróbowała się uśmiechnąć, ale trochę sama nie wierzyła swoim słowom. Poczuła się jak niepotrzebny Nubukowi balast.
K:
Zdmuchnęła trociny z otrzymanego stołka i postawiła go na ziemi. Idąc za przykładem Bajarza ściągnęła nieco już poszarzałe koronkowe rękawiczki i rozpięła suwak kurtki. Z przyjemnością wciągnęła w płuca zapach świeżo heblowanego drewna.
Na stole dostrzegła staromodną naftową lampę, obok niej zaś leżące zapałki. Trzasnęło odpalane drewienko, płomień lampy zakołysał się i rozjaśnił. Kawka uwięziła swawolnie podskakujący ognik w szklanym, lekko przydymionym kloszu. Pomieszczenie rozświetliło się złotawym blaskiem.
Zasiadła naprzeciw rozmówcy, zdejmując okulary. Przetarła je wyciągniętą z kieszeni, nieco nadstrzępioną, białą chusteczką, po czym zerknęła na nie pod światło, jakby upewniając się, czy nie została na nich najmniejsza choćby ryska. Uśmiechnęła się lekko, chowając okulary do kieszeni.
Jej zimne, martwe oczy skrzyżowały się z jasnym wejrzeniem Nubuka. - W Mieście Cieni ostatnio wiele się zmieniło, nieprawdaż..?
Miękkie trociny i solidne drzwi tłumiły odgłosy toczącej się rozmowy.
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez Kawka 2008-12-17 19:24:58
Jakiś człowiek przechodzący ulicą mógłby skusić się i zaryzykować szybkie zerknięcie w okno warsztatu Alberta. Być może zobaczyłby wtedy, że po zniknięciu Krążcy i Charonitki, jakiś mężczyzna wychyla się lekko zza odsuniętej od ściany szafy, rozgląda się szybko i podchodzi do cieśli . Jest to wysoki mężczyzna w skórzanej kurtce. Przechodzień pewnie nie zainteresowałby się tym - w końcu czymże jest jakiś Niemiec w porównaniu do dwójki tak nietypowych osób? Also... wracając do naszej rozmowy. Du sprechst, że masz plan, pomysł. I coś wiesz. Gut... Sehr gut. Ale zanim to omówimy...
Z ulicy nie można było też zobaczyć, jak Franz gestem ucisza cieślę i podchodzi do najsolidniejszych drzwi w całej kamienicy...
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez Franz Schmeling 2008-12-18 01:24:33
Sehnsucht versteckt
Sich wie ein Insekt
Im Schlafe merkst du nicht
Dass es dich sticht
N:
Spojrzał na Thairessę. W trocinach były ślady kroków trzech osób, tak, że nawet Kawka mogła widzieć, gdzie znajduje się Wizjonerka. - Zrób, co zechcesz Dziecko. Nie zmuszam Cię do niczego. Tylko nie zrób sobie krzywdy. - mówił z lekkim wyrzutem.
Wyciągnął nogi przed siebie. Kopnięte przypadkiem narzędzie wzbiło w powietrze chmurę strużyn. Przez chwilę wpatrywał się w podłogę, z trocin wokół siebie wydobył hebel i dłuto, rzucił je na stół. Podniósł głowę i zaśmiał się wesoło. - Nubuk, postrach Lublina Pod! Na dźwięk jego imienia drży nawet Trinovantes! - sarkazm wylewał się z jego słów całymi strumieniami. – Kto się kogo boi, Kawko? Czy to nie Ty byłaś straszną Najemniczką, a ja tylko włóczęgą, Handlarzem Opowieści? Nie musisz się mnie bać.
Westchnął cicho. Spojrzał na plamę krwi na stole... - Czy wiesz, jaki kształt ma teraz Miasto Cieni? Nie, nie wiesz. Nikt nie wie. Każdy stara się zbudować je od nowa, poskładać te klocki w coś, w czymś będzie mógł żyć. Niestety, każdy, kto uczestniczy w tym tańcu buduje inną konstrukcję, drużyny nie są pewne, albo nawet ustalone, a z licytacji niewiele wynika... Smutne.
- Miasto się zmieniło, to prawda. Znikły zasady, bo nie ma kto ich pilnować, ale każdy ich przestrzega, żeby zasugerować innym, że lepiej jest, kiedy nie walczymy na noże. W tym wszystkim jesteśmy my, zwykli mieszkańcy. - w tym momencie spojrzał w oczy Kawki, uśmiechnął się drwiąco – Możesz liczyć na zlecenia. Wiele osób nie będzie chciało, żebyś zmieniła profesję. Jeśli tylko będziesz potrzebowała trochę adrenaliny, wiesz, gdzie zbierają się najważniejsi gracze. - Lublin Pod to miejsce, w którym cuda się zdarzają, a bajki mają miejsce. Z resztą pomyśl sama! Pewien pustelnik został bogiem-królem, włóczęga, żebrak stał się bogaczem, a źli przywódcy gangów zostali ukarani, stracili swoich najlepszych ludzi. Niestety, nasza bajka nie jest dla dzieci. Nie będziemy żyli długo i szczęśliwie, jeśli się o to nie postaramy.
- Jednak w pewien sposób cieszę się z tego, co się stało. Wiele masek roztrzaskało się o nasz Pod-lubelski bruk. Na Wiecu wiele osób pokazało prawdziwą twarz... Odeszło też wielu z tych, którzy powinni żyć. Nic nowego. Mimo wszystko, nie zamierzam skakać w Otchłań.
Póki życia, póty nadziei.
- Nie sądzisz, Kawko?
K:
Słuchała zgorzkniałego tonu Krążcy. Nie znała go od tej strony. Co prawda, nie mieli okazji widywać się zbyt często - ponadto Nubuk prowadził rozmowy tylko z tymi, do których sam wyszedł z propozycją opowieści - jednak Krążca, jakiego pamiętała sprzed wydarzeń Wiecu był uśmiechniętym zawadiacko wagabundą, ulicznym filozofem i bezdomnym dobroczyńcą. Teraz, choć nadal wyglądał młodo, zdawał się postarzony o wiele, wiele lat... - Pustelnik został królem... - uśmiechnęła się lekko, zaledwie kącikiem ust, choć jej oczy pozostały nieruchome, nie odbijając nawet cienia wesołości. – Tylko po to, by znów zostać pustelnikiem. Myślisz, że dla ludzi ulicy cokolwiek się zmieni?
Przetarła dłonią twarz, nagle zmęczona i przygnębiona. - Nic się nie zmieniło, Krążco. Nic. - odruchowo zasypała krwawą plamę garścią suchych wiórów. – Tak, jak nie mieliśmy króla, tak mieć go nie będziemy. Czy to jakaś różnica, czy rządzi nami od dawna martwy Król - Słońce, czy wiecznie zamknięty na wieży Trinovantes? A pozostali... - wygięła usta w grymasie. – Pozostali są słabi. Ojciec stał się bezwolnym narzędziem Madame, a Car... Car został sam.
N:
Parsknął. Zaczął obracać kapelusz na palcu, spoglądał na Kawkę z lekkiego ukosa, cały czas uśmiechając się z rozbawieniem. - Jednak nie. Zmieniło się wszystko, Lublin Pod nie jest ten sam, inne Opowieści toczą jego losy. Dawniej mieliśmy ukrytego króla, teraz mamy mojego martwego brata... - uśmiech na chwilę zniknął z jego twarzy.
Mówiąc te słowa Nubuk drgnął, kapelusz upadł na podłogę. Zmieszał się.
Podniósł nakrycie głowy i otrzepał je, ale werwa znikła z jego wypowiedzi... słowa stały się jakieś płaskie. - Jak mówiłem, nie mamy już odwiecznego Króla Słońce, mamy za to w Lublinie Pod boga, którego ruchów nikt nie jest w stanie przewidzieć. Wszyscy zamarli patrząc na Wieżę Trynitarską, zastanawiają się co z niej spadnie. Bo król-pustelnik ma ogromną moc... Nie jesteśmy w stanie jej objąć.
Powoli wracał mu polor. Odłożył kapelusz na stół, przekrzywił głowę.
Dziwny uśmieszek wykwitł na jego twarzy. - Ojciec i Car, Car i Ojciec... Dwóch przyjaciół, który znaleźli się po przeciwnych stronach barykady... Ojciec rzeczywiście zmalał, skurczył się. Tak myślę, tak to wygląda... Ale nie należy go lekceważyć, to ten sam człowiek, którego mój brat wybrał na swoją prawą rękę. Dalej otacza go grupa oddanych ludzi, chociaż on... On ich zdradził. A Cesarz nigdy nie będzie na dnie. Nie uwierzę w jego śmierć, dopóki nie zobaczę grobu. Do tego czasu będzie stale wypływał na szczyt. Zastanów się dobrze, kto jest największym władcą marionetek w Lublinie Pod, zanim go zlekceważysz. Czerwona Madamme już dała mu się oszukać...
Oparł łokcie na kolanach, a głowę na złożonych dłoniach. - Dla ludzi ulicy wszystko się zmieni, jeśli Trinovantes okaże się być konsekwentny w swoich słowach. - mówił cicho, poważnie, świdrując wzrokiem Kawkę - W końcu to Gangi są ich jedynym oparciem, one były życiem Miasta Cieni przez ostatnie dziesięciolecia. Już Triada położyła fundament pod ich powstanie. Jeśli Gangi zostaną rozwiązane, co się będzie działo w Lublinie Pod? Kto będzie sługą, a kto panem?
Kto będzie kupował, a kto sprzedawał?
- Czy rozumiesz już problem, przed którym stanęliśmy?
K:
Wykrzywiła twarz w gorzkim grymasie. - O nie, ja Cara nie lekceważę nigdy. Jeżeli ktokolwiek miałby prawdziwie rządzić ulicą, to będzie to tylko on. Człowiek, który nigdy nie podnosi głosu, a mimo to wszyscy wytężają słuch, aby nie uronić żadnego z jego słów. - Ton zdradzał więcej, niż Kawka chciałaby powiedzieć. Szacunek, strach, gniew... i podziw. Przez myśl przemknęło jej wspomnienie wypranego z emocji uśmiechu Cara tasującego karty. I jej włosy, padające na stolik, jak jesienne, zmarłe liście...
Nerwowo sięgnęła do kieszeni kurtki, wyciągnęła paczkę primek. Etykietka zadrukowana cyrylicą bez wątpienia wykonana była przez kogoś z miasta Pod. Takich papierosów nie znalazłby nikt na targu świata, w którym rządziło słońce. - Car został bez oddanych ludzi. Ci, którzy go otaczają, to płotki. A on nadal kroczy sam, wystukując rytm kroków nieodłączną parasolką... Tylko kto go teraz poprze, Nubuku? Nie sądzisz, że zabicie samego Cesarza stałoby się świetnym startem dla kogoś, kto postanowi sięgnąć po władzę w Mieście?
Zdjęła kurtkę, jakby nagle pomieszczenie stało się za małe, za ciasne. Podeszła do okratowanego okna. - A Ojciec? Ojciec od wydarzeń Wiecu wodzi tylko oczami za Madame. Kto pójdzie za człowiekiem, który nie potrafi rządzić nawet własną kobietą? Gdyby tylko ona chciała rzucić Lublin Pod na kolana...
Odwróciła się powoli, obracając pomiętą paczkę w dłoniach. - Trinovantes nie będzie rządził sam. Nie sądzę, żeby chciał pokalać sobie delikatne dłonie czyjąś krwią. Będzie wolał pozostać niedostępnym, wielbionym Bogiem-Z-Wieży, niż prawdziwym królem Miasta Cieni. Prawdziwy Król, Król, który kroczył pomiędzy swymi poddanymi, umarł dawno temu... - dokończyła głucho, a w jej głosie słyszeć dało się jakiś dziwny żal.
Na powrót odwróciła się do okna i oparła rozpalone czoło o drewnianą futrynę.
N: - Umarł Król, wróciła jego twarz... - Gdyby Kawka patrzyła na Nubuka, zobaczyłaby jego twarz zeszpeconą przez żal. Jednak Czysty nie pozwolił zobaczyć tego nawet Thairessie.
Wstał z taboretu. - Trinovantes będzie zabijał, jeśli będzie musiał. Taki jest los bogów, a on żył ponad ludźmi na długo przed Wiecem. Wiedziałem to, kiedy rzuciłem mu oskarżenie w twarz. Nie jestem pewien, czy uważa nas za coś więcej niż zwierzęta. - śmiech Krążcy zagrzmiał za plecami
Charonitki. – Pierwszy raz w życiu mam okazję być szczurem laboratoryjnym. Tylko czy ci, którzy będą wsypywać nam pokarm będą świadomi, że są dla niego równie... mali?
Bajarz powoli chodził wokół stołu. Kroki były tłumione przez miękką wyściółkę pomieszczenia. - To prawda, ale nikt się na to nie odważy. Chyba że ktoś, kto dopiero co znalazł się w Mieście Pod, ktoś, kto jeszcze nie drży słysząc jego kroki. Tylko taka osoba mogłaby się na to odważyć. Reszta... nie jest dość szalona. Nie zapominaj też, że Madamme dalej jest lojalna wobec Cesarza. na tym polega ironia sytuacji - ona zastanawia się, dlaczego ją "porzucił"... Czy nie stało się jasne, komu służyła przez te wszystkie lata? Taki prosty zabieg dla zmylenia przeciwnika... Tylko w kogo celuje Karmazynowy Pan, skoro Ojca trzyma pod obcasem mojej czerwonej przyjaciółki?
Zatrzymał się przy drugim oknie. Zaczął kreślić palcem znaki na zapylonej szybie. - Cały czas zapominasz o dwóch osobach, które dysponują swoimi własnymi taliami kart. Dokładniej - o moich braciach. Kat jest niewolnikiem Więzienia, ale Sędzia... On wie kim jest i co mu się należy. Sprawiedliwość nie zniknęła z ulic Lublina Pod.
K:
Oderwała czoło od chłodnej szyby, odwracając w stronę Krążcy. Niebieska poświata księżyca podkreślała zmęczoną twarz osoby pozbawionej złudzeń, podczas gdy złotawe światło naftowej lampy łagodziło lewy profil. - Kat... - patrzyła w oczy Bajarza. – Tak. Kat nie jest graczem. Ale bez wątpienia jest jedną z najsilniejszych kart. Tylko kto będzie trzymał w garści tego jockera? - westchnęła. - Mam dziwne wrażenie, że Sędzia nie wróci już na ulice Miasta Cieni... Że wycofał się z gry. A to nie wróży nic dobrego.
Otworzyła paczkę i ruszyła do stołu. Trzasnęła zapałka, czerwony żar zadrżał na końcu papierosa. Zaciągnęła się powoli tytoniem, spoglądając na wielkie dłuto leżące w kupce trocin. Była niemal pewna, że na ostrzu widać przyklejonych kilka włosów...
Wydmuchnęła dym i zerknęła na Krążcę. - A ten dziwny człowiek w bieli? Nie znam go, choć zachowuje się, jak ktoś od dawna mieszkający Pod... Twój nagły... - zawahała się i uśmiechnęła lekko – ...atak słabości. To była jego sprawka? Mam wrażenie, że to on stoi za tym, co stało się z Dandysem.
N: - Ten człowiek to Tanatos Żałobnik, Baron Cmentarny. Troszczy się o Zakątek, a ostatnio, nie wiedzieć czemu, zaczął opuszczać swoją budę. Kolejna niewiadoma - gracz, czy karta? Nie wiem, czy to on wpłynął na Dandysa, ale moja... - uśmiechnął się krzywo do swojego bladego odbicia w oknie. – ...słabość, jak to ładnie ujęłaś, nie była jego sprawką. Musiałem dać Thairessie... trochę życia. Była słaba, na krawędzi śmierci... kolejnej. I bardzo głodna. - mówił bardzo powoli, ostrożnie dobierając słowa – A ja... Jestem tym, który poświęcił się dla niej. Tak powinno być. Ale muszę przyznać, że pierwszy raz zajrzałem tak głęboko w Otchłań...
Odwrócił się do Kawki. Na jego twarzy było widać napięcie. Zaczął iść w jej stronę, krok za krokiem... - Kat jest nie jokerem, ale całą talią kart w ręku mojego brata. Sędzia... Sędzia.
Stanął twarzą w twarz z Charonitką. Jego jasne spojrzenie skrzyżowało się z jej. Przestrzeń wymykała się spomiędzy nich... Położył trupio zimny palec na podbródku Najemniczki. Niemal stykali się nosami. - Ufamy sobie? - zapytał szeptem tak cichym, że ledwie dotarł on do jej uszu.
To było śmiertelnie poważne pytanie...
T:
Thairessa, która dotąd spokojnie siedziała, ćwicząc zawzięcie wiązanie buta jedną ręką, nagle się zerwała. Tak mocno, że aż trochę wiórów uniosło się z podłogi i zawirowało w powietrzu. - Nubuk... Posłuchaj mnie, a potem powtórz. Niektóre rzeczy wiesz, ale nie wszystko zdążyłam powiedzieć.
Podeszła do Krążcy, znacząc na podłodze swoje ślady. Rozmasowała po drodze ramię ręki w temblaku. - Ten mężczyzna... Nie wiem o nim wiele, ale pochodzi z cmentarza. Ma władzę... Władzę nad zmarłymi. Ja sama to czułam, mimo że jestem... Przywiązana do ciebie. - uśmiechnęła się kwaśno, dotykając martwej dłoni Nubuka. – Dandys... On zobaczył, co się działo, gdy ten cmentarny facet zaczął wzywać zmarłych. On... On też jest Bajarzem... W pewnym sensie. Zbiera opowieści umarłych, ale ich nie rozpowiada. My chcemy mówić, a on może słuchać - wzruszyła ramionami. – Ale jak Dandys to zobaczył, nie wiem.
Umilkła, czekając, aż Nubuk powtórzy Kawce, co usłyszał.
K:
Patrzyła na plecy Nubuka, kiedy opowiadał o Żałobniku. Spoglądał długo w wysrebrzoną światłem księżyca powierzchnię bruku za oknem. Widziała jego uśmiech, kiedy wspomniał o Thairessie, uśmiech przypominający bolesny grymas, odbijający się w tafli brudnego szkła. Zaciskał i rozprostowywał palce trupiej ręki, opartej na framudze. Noc kroiła podłogę warsztatu Alberta na prostokąty barwy zatrzymanej w czasie błyskawicy, ograniczane cieniami krat. „A więc to jest ten, którego nazywają Trupojadem... Mówca umarłych. Nie przypuszczałam, że jednak jest prawdziwy, że nie jest tylko kolejną opowieścią Pod-Nad-Krążcy...” Patrzyła na wirujący w powietrzu niebieskawy dym.
Odwrócił się gwałtownie od okna i ruszył ku Najemniczce.
To nie był już Nubuk Bajarz, Handlarz Opowieściami i Innym Towarem Jakimkolwiek.
To był Nubuk Czysty, Czwarty.
Podszedł tak blisko, że słyszała jego oddech, widziała delikatną siateczkę zmarszczek wokół oczu. Dałaby słowo, że kiedy spotkała go poprzednim razem, jego skóry nie znaczyła żadna skaza czasu. Przechylił głowę, spoglądając nieustępliwie, badawczo, pochylił się ku niej. - Ufamy sobie? – tchnął jej w ucho.
Cofnęła twarz przed zimnym dotykiem martwej dłoni i zaciągnęła się głęboko. Powoli, z rozmysłem skinęła głową, nie odrywając wzroku od jego nieugiętego spojrzenia, wydmuchując dym. Konająca dusza papierosa zatańczyła pomiędzy nimi i uleciała ku powale.
Zdusiła niedopałek pod butem, kątem oka zauważając nagłe zawirowanie suchych, jasnych sosnowych wiórów.
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez Kawka 2008-12-18 21:37:59
W głowie trochę mu szumiało, czuł tępy ból w potylicy. Znał go, ten ból, przychodził zawsze wtedy kiedy chór głosów z dna najgłębszej Otchłani, odzywał się dookoła, próbując wypchnąć wszystko na raz, oddać całość swej goryczy, niespełnienia zimna jemu, Żałobnikowi. Dobra mina do złej gry - pomyślał. Skąd mógł wiedzieć, że zleci się ich tam aż tyle - Mieć oko na Dandysa - zanotował w pamięci.
Czas wprawdzie nie naglił - Nigdzie się przecież nie spieszą - zarechotał, ale i tak postanowił jedną ze spraw załatwić od razu. Idąc szybko, w rozwianym niewidzialnym zefirem płaszczem, jedną ręką przytrzymując, by nie spadł, cylinder, skręcił gwałtownie ku Kabaretowi Absynt.
I looked. I shall not look again.
For yet I see them pass.
The hollow faces of the drowned
In mist beyond the glass.