Regulamin 
Profil
Wyszukaj
Idź do strony:
Odpowiedz
Ulice Miasta
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Ulica
Postów: 68
Punkty: 139
Wczepiona niczym jakiś paranormalny pasożyt, czerpała siłę od Czystego. Dużo naraz, może wręcz aż za dużo jak na jego możliwości. Ale też nie była w stanie teraz się kontrolować. To była potrzeba, pierwotna, prymitywna... Ale silniejsza od wszystkich uczuć, które by ją powstrzymały. Jeszcze mocniej zacisnęła palce, które wniknęły w rękę Nubuka.
Uduchowione Dziecię Ulicy... Tylko nieliczni ją słyszą, jeszcze mniej widzi
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Papula
Postów: 14
Punkty: 30
"To nie dzieje się naprawdę... To się nie dzieje się naprawdę... To nie dzieje się naprawdę..."

Kiedy zdobył się na odwagę i spojrzał spomiędzy palców przed siebie, zobaczył Nubuka, który przyklęknął nieopodal niego, rzucił się w jego kierunku, chwycił rozdygotanymi dłońmi poły jego marynarki i potrząsając, z szaleństwem w oczach zaczął krzyczeć:
- Nubuku! Krążco! Ja tracę zmysły! Musisz mi pomóc! Zabierz mnie stąd! Zabierz mnie stąd! Słyszysz?!

Kolejna fala chłodu była niczym tsunami. Sprawiła, że jego oddech niemal zbrylił się w lód, usta i palce zaciśnięte na marynarce zsiniały, łzy napływające do oczu zmieniły się w dwie perły.
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez Dandys 2008-12-15 17:40:26
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Miasto Cieni
Postów: 59
Punkty: 118
Wściekłość wypłynęła wezbraną, żrącą falą. Szła nie zwracając na nikogo wokół uwagi, zaciskając dłonie raz po raz w pięści. Wyminęła mężczyznę, w którego Dandys wpatrywał się ze zgrozą i ruszyła ku elegancikowi. Nagle ogarnęła ją nieprzeparta ochota, żeby wcisnąć mu tę jego piękną buźkę wprost do jakiejś głębokiej, mętnej kałuży i trzymać ją tam tak długo, aż przestanie już na zawsze miotać się i wić.

- Ale nie możesz się wycofać. Wyzwiesz go, taka jest moja wola. - głos Dandysa, w którym brzmiała nutka udawanego żalu i skruchy, na którą nigdy nie pozwoliła się sobie nabrać. I to uczucie, znów to uczucie, ze jest niczym, jest tylko narzędziem. Użytecznym, nie zadającym pytań, nie sprawiającym kłopotów, pozbawionym woli narzędziem!
Zamurowany pokój, Car wykładający pokera, kaleka, pozbawiony rąk i nóg, uśmiechający się lodowatym, triumfującym uśmiechem...
I Dandys.
Dandys szepcący to swoje: – Przepraszam...


Jednym szarpnięciem poderwała go na nogi i zmusiła do spojrzenia sobie w twarz. Wciąż trzymając go lewą ręką za klapy surduta sięgnęła do twarzy i zdjęła okulary.
- I znowu się spotykamy, Dandysie. – wysyczała, mrużąc oczy.
Dandys jednak sprawiał wrażenie zupełnie otumanionego i otępiałego, przez chwilę przemknęło jej przez myśl, że może oszalał po wydarzeniach Wiecu. Patrzył na nią - a może przez nią? – jakby nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, co wokół niego się dzieje.

Fala wściekłości opadła. Pozostała po niej tylko litość.
Litość dla człowieka, który nawet przez chwilę nie odważył się żyć własnym życiem, który przemykał jak zwinna żmija, wciąż pozostając w ochronnym cieniu wielkich Lublina Pod. Dla człowieka, który kiedy zdał sobie sprawę, jak głęboko zabrnął w sieci własnych intryg, znów postanowił uciec – tym razem skutecznie i na zawsze, wykorzystując do tego kulę Spaślaka z jej imieniem. Los jednak lubi sobie drwić z tych, którzy zwykli zasiadać z nim do gry... Kim był teraz?
Puściła go.
Był słaby. Może szalony. Nie wart jej uwagi.

Odwróciła się, postanawiając odejść w kierunku Absyntu.

Człowiek w bieli klęczał na bruku, obok niego leżał śnieżny cylinder. Twarz miał dziwną i zmienioną, a oczy – czerwone oczy nocnego drapieżnika – puste i szkliste.

Niedaleko niego Nubuk wpatrywał się niewidzącymi oczyma w przestrzeń.

- Co do diabła... – Najemniczka rozejrzała się wokół.

___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez Kawka 2008-12-15 19:39:41
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Ulica
Postów: 68
Punkty: 139
Nie widziała nic poza roztańczoną falą błękitu przemieszanego z czerwienią. Było to coś, czego nie rozumiała, co było dla niej dziwne, choć jednocześnie dziwnie podobne... Jakby znajome...

I nagle poczuła, że jej chwyt słabnie. Dandys, ten, który wtargnął naprzeciw Nubuka, w gruncie rzeczy wtargnął w Thairessę... Wbił się swoim ciałem w jej eteryczne jestestwo, otrzeźwiając ją, wybijając z tego... Pasożytnictwa? Tak... Jak inaczej nazwać to, jak teraz czerpała siłę od Nubuka?

Skorzystała z tego, że pomógł jej niejako wyrwać się z tego transu. Odsunęła się na jakieś dwa kroki. Żeby nie być za daleko. Przez chwilę wciąż widziała splecioną, czerwono-niebieską nić, która jednym końcem wnikała w jej prawą dłoń, drugim zagłębiając się w dłoni Krążcy... Thairessa w końcu zauważyła, że widoczność nici zanika, ale ich połączenie wciąż było. Była na tyle blisko, by czerpać energię od Czystego, a jednocześnie na tyle daleko, by nie ssać go niczym, nie przymierzając, wampir.

Dandys... Dziękuję... - szepnęła, choć pewnie jej nie słyszał. - Uratowałeś go ode mnie...

I rozpłakała się.
Uduchowione Dziecię Ulicy... Tylko nieliczni ją słyszą, jeszcze mniej widzi
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Vesiculum
Skąd: Zakątek Żałobników
Postów: 45
Punkty: 92
Wtem Żałobnik, zdający się do tej pory być kamiennym posągiem o nietypowych gabarytach, kształtach i kolorach, gwałtownie poderwał się do góry i wstał.
Patrząc wciąż w bliżej nieokreśloną przestrzeń przetarł krwiste oczy i czoło, po czym założył uprzednio zdjęte gogle. Kaszlnął, roztarł zgrabiałe od zimna ręce, otrzepał płaszcz i rozejrzał się przytomniej po otoczeniu.
- A ty co się gapisz..? - rzucił niegrzecznie w stronę wybałuszającego w jego kierunku oczy Dandysa. Dostrzegł też Nubuka i zmarszczył brwi w kierunku pustej przestrzeni pomiędzy nim a elegancikiem, jakby chciał powiedzieć: Skądś znam to powietrze.... Wtem jego wzrok napotkał sylwetkę Kawki, a jedna z dwóch końcówek jego ust na chwilę powędrowała kokieteryjnie ku górze. Nie pozostała tam jednak długo, Tanatos bowiem westchnął ciężko i mamrocząc coś o tym, że to nie zbiegowisko, ruszył w stronę Dandysa. Ten jakby zamarł w oczekiwaniu, Żałobnik jednak, stanąwszy tuż przy nim, rozejrzał się jakby w poszukiwaniu schowanych za winklem szpiegów, chrząknął raz jeszcze, wyjął z przepastnej kieszeni płaszcza zawiniętą w złoty papierek czekoladkę, po czym wsunął ją elegancikowi do kieszeni kamizelki, jednocześnie przygłośnym barytonem szepcząc mu do ucha: Tooo... zostanie między nami, co nie bracie?
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez Tanatos Żałobnik 2008-12-15 19:11:51
I looked. I shall not look again.
For yet I see them pass.
The hollow faces of the drowned
In mist beyond the glass.
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Papula
Postów: 14
Punkty: 30
"To nie dzieje się naprawdę... To się nie dzieje się naprawdę... To nie dzieje się naprawdę..."

- Nubuku! Krążco! Ja tracę zmysły! Musisz mi pomóc! Zabierz mnie stąd! Zabierz mnie stąd! Słyszysz?!
Oczy Pod-Nad-Krążcy były puste, a twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Potrząsnął nim, błagając o pomoc.
- Nubuku! Co się dzieje?! - wykrzyczał, wypuszczając z ust obłoczek pary. Złapał go za ręce i jeszcze raz potrząsnął.

Przez ułamek sekundy poczuł niewyjaśniony lęk. Lęk, że może zabić Nubuka. Wiedział, że musi natychmiast poluzować swój chwyt, tak jakby jego zaciśnięta na ramieniu Krążcy ręka odcinała dopływ krwi do serca. Rozluźnił palce. Nagle ogarnęła go niemoc i wszystkie siły uleciały z niego niczym opary kamfory. W tym samym ułamku sekundy, jak przebłysk światła pojawiła się ulga i wdzięczność. Ogarnęło go uczucie, że oto uratowane zostało życie. Że Dandys zrobił dla niego coś, za co będzie mu wdzięczny. - Dandys... Dziękuję... - wyszeptał ledwie dosłyszalnie, a jego oczy zaszkliły się.

Ktoś szarpnął go i podniósł do góry. Nie miał siły, żeby stawić jakikolwiek opór. Nie był w stanie pojąć, co dzieje się wokół niego. Przed oczami nie wiadomo skąd wyrosła zjawa, której w miejscu twarzy ziała czarna dziura. Czy to sama śmierć po niego przyszła? Czerń zawirowała i przybrała ludzkie kształty. Ostry nos, ściągnięte nad nim brwi oraz wyblakłe, trupie oczy, od których biła nienawiść. "K a w k a ?" Linia brwi nabrała łagodności. Kobieta mówiła coś do niego, ale nie był w stanie zrozumieć słów.

Siła utrzymująca go w pionie na powrót przygniotła do ziemi. Kolana zgięły się pod nim i przysiadł na bruku. Jego pusty wzrok utkwiony był w przestrzeni. Tam zmasakrowane ciała układały się do snu, okrywając ciepłym i miękkim brukiem. Gazowa latarnia wyrozumiale odwróciła się, by światło nie przeszkadzało im we śnie. . . . . . . . . . . .

Stanął przed nim człowiek w eleganckich białych butach. Spojrzał ze zdziwieniem w górę. Ujrzał spodnie, gustowną marynarkę oraz cylinder wieńczący całość. Mężczyzna uśmiechał się do niego serdecznie "Willie Wonka! Z fabryki czekolady!" Ucieszył się, a jego oczy rozszerzyły się jak dwie lśniące pięciozłotówki. Willie wyjął owiniętą w złotko czekoladkę i wsunął mu do kieszonki na piersi. Schylił się i powiedział na ucho:
- Bądź grzecznym chłopcem Piotrusiu!
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez Dandys 2008-12-15 20:13:44
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Vesiculum
Skąd: Zakątek Żałobników
Postów: 45
Punkty: 92
Tanatos spojrzał na Dandysa dziwnie zza swych grubych, lustrzanych gogli i tylko skrzywiona pod kątem lewa brew świadczyła o uczuciach które obijały się rytmicznie od wewnątrz o jego puszkę mózgową. Przez chwilę stał tak, zastygnięty niby figura z wosku, przyglądając się z góry rozchełstanemu elegancikowi u swoich stóp, by w końcu zamruczeć coś do siebie pod nosem, machnąć ręką i odwróciwszy się na pięcie, skierować swe długie, choć nie nazbyt energiczne kroki ku uliczce prowadzącej ku Bramie Krakowskiej. Na jego twarzy gościł wyraz refleksyjnego zasępienia pomieszanego z niesmakiem, mimo to przez tę gamę uczuć przebijało coś jeszcze - śmiertelne zmęczenie sprawiające, że naciągnięta do granic wytrzymałości skóra na jego twarzy przybrała ziemistopopielaty kolor.
Żałobnik minął Nubuka niemal ignorując jego obecność, rzucił tylko jedno przeciągłe spojrzenie w kierunku znajomego powietrza, po czym, mijając Kawkę, wyszczerzył w jej kierunku zęby w idealnie śnieżnobiałym uśmiechu i odzianą w rękawiczkę dłonią dotknął lekko ronda cylindra.
I looked. I shall not look again.
For yet I see them pass.
The hollow faces of the drowned
In mist beyond the glass.
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Triada
Postów: 80
Punkty: 160
Na środku mostu zamkowemu, oświetlonego mdłym światłem lamp gazowych, klęczał Nubuk. Prawą rękę trzymał wyciągniętą przed siebie, jakby położył dłoń na jakimś nieistniejącym przedmiocie, lewą opierał na kolanie. Na twarzy zastygł mu wyraz zaskoczenia. Właśnie, zastygł.
Krążca nie ruszał się nawet o cal. Jakby jakaś siła trzymała go w tym miejscu. Nieobecne spojrzenie wwiercało się w chodnik za prawą dłonią. Jedyne pozory życia stwarzały wiatr poruszający jego szalem i para unosząca się z ust przy każdym, słabym oddechu.
Czysty był coraz bardziej blady. Kiedy tu przyszedł, był czerwony i rozgrzany od wysiłku, teraz jego skóra powoli przybierała niemal mleczny kolor. Usta i knykcie miał sine. Po jego skroni powoli spływała kropla potu.
Od wewnątrz pożerał go chłód. Brama, którą otworzył, kiedy oddał rękę Thairessie została brutalnie wyważona. Siły życiowe przepływały z niego prosto do eterycznej Wizjonerki. Wiedział, do czego może to doprowadzić, ale nie potrafił temu zapobiec. Nie był pewien, czy chce. Nie chodziło o poczucie winy, miłość czy dziwnie pojmowane poczucie obowiązku. Tak powinno być. To było mocniejsze niż jakiekolwiek uczucie, pozornie racjonalna myśl, poniekąd mająca swoje źródło w zdroworozsądkowej analizie.

Kiedy Dandys potrząsnął Krążcą, ten stał się zupełnie wiotki. Osunął się na ziemię i zaczął się krztusić, niemal jakby się zadławił. Gdy atak ustał, Handlarz Opowieści powoli wyciągnął chustkę z kieszeni i wytarł usta, potem obrócił się na wznak. Przez oddychał głęboko, a wzrokiem śledził bieg nieistniejących gwiazdozbiorów. Jego usta poruszały się powoli, jakby chciał coś powiedzieć, jednak nie padło ani jedno słowo. Powoli podniósł się na klęczki. Rozejrzal się błędnym wzrokiem. Świadomość napływała do niego partiami, najpierw zmysły, potem zrozumienie.
Spróbował wstać, ale był to zbyt duży wysiłek. Zakołysał się i byby upadł, gdyby nie stojący obok elegancik. Krążca oparł się na nim całym ciężarem ciała i powiedział do niego cicho:
Dziękuje, Dandysie. Jesteś... zupełnie zdrowy, zaraz ci to wszystko wytłumaczę...
Wyciągnął jedną rękę w kierunku Kawki, przywołał ją oszczędnym gestem.
Dawno się nie widzieliśmy, moja droga. Chyba nie próżnowałaś od tego czasu, skoro od naszego ostatniego spotkania w Mieście Cieni mamy już trzech nowych mieszkańców, prawda?
Lubelski Pod-Nad-Krążca, Handlarz Opowieściami i Innym Towarem Jakimkolwiek
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Ulica
Postów: 68
Punkty: 139
Siedziała z boku całej tej sceny. W sumie, to nawet wdrapała się na barierkę. Teraz miała już dosyć sił, by się tam utrzymać. Wciąż była trochę zapłakana, ale nie zważała już na to zupełnie. Siedziała, spokojnie pozwalając, by jeszcze trochę energii od Nubuka podążyło do niej, teraz już spokojnym strumyczkiem zamiast rwącym potokiem.

Nie patrzyła, kto jest naokoło. Zatopiła się chwilę w swoich rozmyślaniach, a te ewoluowały w wizję.

Nubuk szedł ulicą. Kroki stawiał niepewnie, powoli, chybotał się. Jego wzrok, taki pusty, taki nieprzytomny, patrzył, nie widząc. Szedł tam, gdzie rozkazywała mu istota, doczepiona do jego ramienia. Półwidoczna, blada, bezkształtna masa przyrośnięta do jego ramienia, szepcząca mu w ucho, co ma robić...
Uduchowione Dziecię Ulicy... Tylko nieliczni ją słyszą, jeszcze mniej widzi
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Miasto Cieni
Postów: 59
Punkty: 118
Spojrzała przeciągle za odchodzącym chudzielcem, mrużąc oczy w wąskie szparki. ”Któż to, do cholery, jest?” Sprawiał wrażenie tak pewnego siebie, że nie mógł być tu nowy. Wydawało jej się, że zdążyła poznać większość z tych, których w Lublinie Pod warto było znać, albo tych, których nieznajomość mogła być dużym błędem... A jednak nie pamiętała jego twarzy. Mimowolnie zmarszczyła brwi. I czy nie było to dziwnym zbiegiem okoliczności, że w obecności biało odzianego jegomościa nagle ni stąd ni zowąd Dandys zgłupiał, a Nubuk zasłabł..?

Jej uwagę odwrócił głos Krążcy, który najwyraźniej doszedł już do siebie.

- Nie jestem „twoja droga”, Nubuku. – rzuciła chłodno, przywdziewając na powrót ciemne okulary. Bajarz słaniał się na nogach, czepiając się rękawa Dandysa. Podtrzymała go z drugiej strony, kiedy zachwiał się gwałtowniej. - Dasz radę iść? – czekała, aż Krążca wyrówna oddech. - I nie przeceniaj mnie. Skąd pewność, że przeprowadziłam kogokolwiek? - Słowom towarzyszył cyniczny uśmieszek.

___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez Kawka 2008-12-17 01:06:54
Offline
Profil
Wiadomość
Odpowiedz