Misiek napisał:
I przepraszam, że tak mało namieszałem...
Drogi Klecho, po tym, jak zacząłeś mnie szantażować listem, miałeś przerąbane zarówno u Ojca, którego nawet nie powiadomiłeś o moim wyznaniu, jak i u Cara, który nie mógł dopuścić, by moja tożsamość jako ochrańskiego szpiega została ujawniona. Namieszałeś i to mocno, z tym, że chyba na swoją własną niekorzyść
Ojcze Legionu - wątek wprawdzie się do końca nie rozwiązał i nie wiem, co się właściwie z nami dalej stało, jednak cieszę się, że mi wybaczyłeś i próbowałeś mnie przekonać, bym uciekała z Tobą z Sanktuarium. Po tej rozmowie odzyskałam chęć życia.
Carze - o ile Ochranę jako taką miałam w "głębokim poważaniu" (Kornikowi i Spaślakowi nie ufałam od samego początku, a potem i Szmalcownik zaczął kręcić i zdał mi się zdrajcą), to Tobie pozostałam wierna, nawet w tych przykrych okolicznościach. Choć gdybyś mi nie powiedział, że zamierzasz dogadać się z Ojcem, to nie wiem, jak by się to potoczyło.
Nubuku - dziękuję za pomoc, zarówno tę niegdysiejszą, jak i w czasie Wiecu. Tobie jako jedynemu zaufałam bezgranicznie, i jak się okazało, nie ulokowałam zaufania źle. Współpraca z Tobą była czystą przyjemnością, zwłaszcza demaskacja Nisela i odkrycie ładunków wybuchowych.
Kawko - nawet, jeśli prosiłam o opiekę nad Lulu, to była gra. W rzeczywistości i tak bym Ci pomogła, z czystego szacunku i sympatii - jak jedna kobieta pracująca do drugiej
Dandysie - nie lubię Cię. Wiem, że grałeś, ale i tak Ci już nie ufałam. Po prostu Cię nie lubię.
Lulu, Nisel - przykro mi, byliście mi jedynie narzędziami. Oboje Was miałam gdzieś, potrzebni mi byliście jedynie do pomocy Ojcu i Carowi.
Charonito - wybacz, że potrąciłam ramieniem Twą ukochaną, jednak starałam się wyminąć Gargoylę...
Trinovantesie, Królu-na-Wieży - i co było dalej, nowy władco Pod?
