Właśnie skończyłam oglądać pierwszy odcinek
Desperate Romantics. Obiecałam sobie zapoznać się z serialem nie zważając na żadne recenzje i na to, czy nie okaże się nudny, tak ze względu na tematykę (w końcu rozchodzi się o jednego z moich dwóch największych idoli, D. G. Rossettiego). I cóż mogę rzec... Jestem
zach-wy-co-na. Pilot nie tylko jest bardzo "ładny", ale też żywy, wciagający, zabawny. Dawno nie miałam czegoś takiego, by po pół godziny oglądania czegoś pragnąć, by to trwało jeszcze, i jeszcze, i jeszcze, a nie tylko następne pół godziny. Dawno nie miałam takiej frajdy.
A jak zobaczyłam aktorkę, która gra postać Elizabeth Siddal, prawie dostałam zawału serca. Po prostu
perfect. Mam nadzieję doczekać się Jane Burden, zastanawiam się, jak ją sportretują. Pewnie znalazłabym stosowne zdjęcie na internetach, ale nie odmówię sobie pierwszego wrażenia, jakie zrobiła na mnie ta pierwsza.
Słowiku, dziękuję za info, uwielbiam Cię
