|
Akashne
|
|
Skąd: Nowa Aleksandria :D Postów: 797
Punkty: 1735
|
Cytat Trzeba też Brzezińskiej przyznać, że świat sprawia wrażenie oryginalnego, nietolkienowskiego.
Kto pamięta zeszłoroczny Katharsis i rozmowę z Brzezińską ten pamięta też, że mówiła, iż świat ten opierała na renesansie - nie średniowieczu, jak w klasycznym fantasy. 
Hej, Heretyku! Masz ogień?!
Rzeczywistość budzi u mnie głęboki sprzeciw.
Całe szczęście, że rzeczywistość to coś, co przytrafia się innym.
|
|
Offline
|
Profil
Wiadomość
|
|
|
AndrzejB
|
|
Skąd: Wzgórze Postów: 731
Punkty: 1720
|
Mhm, Rensansowe Włochy, chyba nawet napisali to na ostatniej stronie okładki (np. dla tych, którzy przegapią m.in. wszystkie nazwy własne ;-)).
A klasyczne fantasy nie dzieje się w średniowieczu. Kropka. :->
When you have eliminated the impossible, watch out for its vengeful friends.
|
|
Offline
|
Profil
Wiadomość
|
|
|
Akashne
|
|
Skąd: Nowa Aleksandria :D Postów: 797
Punkty: 1735
|
Czy pisałam, że "się dzieje"? oO
Hej, Heretyku! Masz ogień?!
Rzeczywistość budzi u mnie głęboki sprzeciw.
Całe szczęście, że rzeczywistość to coś, co przytrafia się innym.
|
|
Offline
|
Profil
Wiadomość
|
|
|
Marco REqam
|
|
Skąd: ż daleka Postów: 1445
Punkty: 3020
|
Całkiem niedawno wstąpiłem do księgarni, żeby uciec przed zimnem i wyszedłem z książką w ręku.
"Głową w mur" Rafała W. Orkana.
Wspominała o nim Milena Wójtowicz na tyciKONie, a nie pierwszy raz wpadło mi to w oko, więc wziąłem. Ad rem.
Chyba najlepszy twór polskiego postmodernizmu, jaki czytałem. Wyjątkowy, oryginalny świat (chociaż, jak to w postmodernizmie, te cegiełki skądś się zna), ciekawa stylistyka, spora sprawność językowa. Z początku odrzuca od siebie, zbytnio epatując obrzydliwością, ale potem to wrażenie przechodzi. Nie wiem, czy przestaje to robić wrażenie, czy znika z tekstu. Te obrzydliwości pomagają tworzyć ciężki klimat miasta Vakkerby. Z jednej strony skrajna bieda i degeneracja, z drugiej przepych i hipokryzja. Przypomina mi to trochę światy wzorowane na wiktoriańskich, gdyby tylko zwiększyć odstępy i różnice między sferami co najmniej dziesięć razy.
Opowiadania możę nie są szczególnie odkrywcze, ale na pewno poruszające. Nie czytałem chyba jeszcze żadnej książki napisanej z taką konsekwencją - każdy wprowadzony element jest wykorzystywany, a nawet wstawki, które wydają się z początku nie mieć sensu lub być tylko elementami tworzącymi nastrój później powracają i okazują się być istotne dla fabuły. No i - tutaj nawet happyendy nie są amerykańskie.
Podsumowując, jest to najdziwniejsze fantasy, jakie czytałem i jedno z ciekawszych. Polecam, choć na pewno nie każdy przez to przebrnie.
"Próbujecie uwolnić smoka z rąk kobiety? To nie powinno być na odwrót?"
|
|
Offline
|
Profil
Wiadomość
|
|
|
gwyn_blath
|
|
Skąd: Niflheimr Postów: 1784
Punkty: 3984
|
Fanów serialu True Blood pewnie zainteresuje fakt, iż ukazała się po polsku pierwsza część cyklu The Southern Vampire Chronicles, na podstawie którego serial ów nakręcono. Książka nosi tytuł, jeśli dobrze pamiętam, Martwy aż do zmroku. Jako, że po angielsku są dostępne już wszystkie dotychczasowe tomiki, i to w tej samej cenie, zdecydowałam się na oryginalną wersję językową - Dead Until Dark. Właśnie skończyłam lekturę.
Cóż, przypomina mi się sytuacja sprzed kilku miesięcy, gdy czytałam Demony dobrego Dextera, na podstawie których nakręcono pierwszy sezon Dextera - przeciętna w sumie książka zaowocowała świetną ekranizacją. Tutaj jest w zasadzie tak samo, choć i tak Dead... podobało mi się o wiele bardziej niż Demony....
Jeśli chodzi o samą książkę, nie bardzo jest się do czego przyczepić, ani czym się specjalnie zachwycać. Historia w większości odpowiada fabule pierwszego sezonu TB, choć z paroma bardzo istotnymi różnicami, które - jak się spodziewam - będą przyczyną dalszych poważnych rozbieżności w kontynuacji. Napisana językiem dość fajnym, czyta się szybko i przyjemnie, bez żadnych zgrzytów - choć nie wiem, jak jest z tłumaczeniem.
Na pierwszym planie również mamy serię morderstw i romans, choć to pierwsze w serialu jest bardziej rozbudowane i lekko zmienione; wiele wątków zostało dodane przez scenarzystów TB i w książce w ogóle ich nie ma. Książka koncentruje się na głównej bohaterce, Sookie - reszta postaci jest przedstawiona bardziej pobieżnie; tutaj na plus wychodzi serial, który lepiej nakreśla resztę bohaterów i dodaje ich własny czas antenowy. Na przykład cały wątek z V, czyli narkotykiem z wampirzej krwi, występuje tylko w wersji telewizyjnej - nie ma całego zamieszania z ćpającym Jasonem, a ekologiczna ćpunka Amy występuje jedynie jako wspomniany przez bohaterów zimny trup. Z kolei Tara, która w serialu jest najlepszą przyjaciółką Sookie i postacią bardzo prominentną, nie jest nawet wspomniana, tak jak kilku innych bohaterów ważnych w serialu. Jest garstka osób, których nie ma w TB, jak na przykład nie do końca rozgarnięty wampir o pseudonimie 'Bubba' (swoją drogą - bardzo zabawny motyw), ale w sumie nikt specjalnie ważny, o ile mogę na razie ocenić.
Jedna kwestia za to mi się podobała bardziej niż w serialu, w mianowicie - wampir Bill, który w True Blood jest romantycznym-bardzo-ludzkim-trochę-emo-wampirem, a w książce - choć również jest trochę staroświecki i stara się żyć w zgodzie z ludźmi - jest wyraźniej bardziej bestią niż człowiekiem, i jego tok rozumowania jest bardziej właściwy nieludzkim istotom, jakimi są wampiry.
Bardzo mnie zastanawia, jak będą wyglądać następne części. Drugi sezon serialu jest zupełnie inny niż pierwszy - bardziej nastawiony na akcję i grozę niż na romans, a z tego co wiem, twórcy serialu wciąż starają się zachować schemat "jedna książka - jeden sezon". Być może niedługo się dowiem :]
Ciekawostka: Przez całą książkę ANI RAZU nie pada nazwa "True Blood". Cudowny wynalazek japońskich naukowców to po prostu "syntetyczna krew". Nazwy marki nigdzie się jak dotąd nie dopatrzyłam.
|
|
Offline
|
Profil
Wiadomość
|
|
|
chimera
|
|
|
|
"Żmija" Sapka ok, ale bez rewelacji. Za to niesamowite są "Listy z Hadesu" Jeffreya Thomasa. Swoją wizją Piekła kojarzy mi się z "Karą większą", ale ma pewne optymistyczne elementy - nie tracąc nic ze swojej siły.
Out of the night that covers me,
Black as the pit from pole to pole,
I thank whatever gods may be
For my unconquerable soul.
|
|
Offline
|
Profil
Wiadomość
|
|
|
Ayame(Irys)
|
|
|
|
Jako że z tegorocznej Mantikory przywiozłam 4 zdobyczne książki postanowiłam podzielić się moimi odczuciami po przeczytaniu dwóch z nich.
Na początek "Klan Wilczycy" M. Carranza-najkrócej można to opisać jako czytadełko dla podlotków zachwyconych lekturą "Zmierzchu"-tylko że za miast wampirów mamy czarownice (płaskie to czytadełko jak naleśnik).
Za to "Popiuł i kurz" Grzędowicza mile mnie zaskoczył i czasem przeraził. Ciekawe pomysły na akcję, opisy stworów ze świata Pomiędzy sprawiły, że książka bardzo dobrze się czytała.
Recenzje pozostałych książek napiszę w późniejszym terminie.
|
|
Offline
|
Profil
Wiadomość
|
|
|
chimera
|
|
|
|
"Popiół..." jest w porządku. A z opowiadań tego autora polecam bardzo gorąco "Wilczą zamieć", zwycięzcę Zajdla w 2006. Jest w antologii "Deszcze niespokojne" (pozostałe opowiadania do zapomnienia) i w zbiorze opowiadań Grzędowicza "Wypychacz zwierząt" (całkiem dobry).
Out of the night that covers me,
Black as the pit from pole to pole,
I thank whatever gods may be
For my unconquerable soul.
|
|
Offline
|
Profil
Wiadomość
|
|
|
|
|
|
|
Ayame(Irys) napisał: płaskie to czytadełko jak naleśnik
Offtop: naleśniki Lashla czasem mają górki i dołki. :-P
|
|
Offline
|
Profil
Wiadomość
|
|
|
chimera
|
|
|
|
Drakula: Nieumarły - przez większość książki całkiem fajne czytadło z klimatem, ale koszmarna końcówka i fatalne przedstawienie samego Drakuli.
Święty Wrocław - niezła rzecz, którą przeczytałem z dużą przyjemnością. Moim zdaniem na pewno lepsza od serii "Pies i klecha". Troszkę mam jednak wrażenie, że rozwój Orbitowskiego skończył się na "Tracę ciepło".
Out of the night that covers me,
Black as the pit from pole to pole,
I thank whatever gods may be
For my unconquerable soul.
|
|
Offline
|
Profil
Wiadomość
|
|