Milena Wójtowicz: "Załatwiaczka"
Właśnie jestem „po”. Muszę przyznać, że gdy dwoje przyjaciół zobaczyło mnie z „Załatwiaczką” w ręku, unisono odradzili czytanie. Cieszę się, że nie posłuchałam. Chociaż książka nie wbija w fotel, czytało się ją przyjemnie i z zaskoczeniem stwierdziłam, że ciągnęło mnie, by czytać dalej, ciekawiło, co będzie dalej? Jaka kolejna przygoda? Jakie następne zlecenie? Jak się rozwiną wątki postaci? Jaki jeszcze rąbek tajemnicy „branży” zostanie uchylony? I chętnie siadałam znów do lektury. Takie relaksujące czytadełko.
Bardzo podoba mi się pomysł na taką rzeczywistość alternatywną, na postaci i organizacje z „branży”.
A na koniec szkoda, że już koniec. Niedosyt, ale…
Podobno powstaje druga część. Z jednej strony czekam z ciekawością, z drugiej – z obawą, bo wiele kontynuacji dobrych książek okazywało się być tylko słabymi, cienkimi już i rwącymi się od naciągania w serię, produkcyjniakami. "Uwidim" skazal slepoj...
...............
Po "Załatwiaczce" sięgnęłam po "Zakon Krańca Świata" Mai Lidii. Zapowiada się bardzo dobrze, ale jakoś tak włączyły mi się klimaty bardziej techniczne niż mistyczne, przerzuciłam się chwilowo na poleconą przez kumpla "stare s-f"
Oto i czytam: Henry Kuttner "Świat należy do mnie". Nawet wydanie takie jak lubię: cienka okładka, zeszytowe, skromne, socjalistyczne, od razu czujesz, że czytasz starą fantastykę
Przeczytałam pierwsze kilka stron na razie i... zakochałam się
Od pierwszych stron cieszę się jak głupia, czytając tę książkę. Mam nadzieję, że będzie taka wciągająca i pełna lekkiego humoru aż do końca.