Glenn Cook, "Kroniki Czarnej Kompanii" (wreszcie!). A dokładnie "Księgi Północy" ("Czarna Kompania", "Cień w ukryciu", "Biała róża", czyli te pierwsze, najbardziej kanoniczne i koszerne). W skrócie:
- Przekład miejscami ssie jak młody cielaczek (kto, na Bogów Translacji, tłumaczy "witchdoctor" jako "widmowy doktor", no kto? :-)). A w wielu miejscach (najgorzej w pierwszej części) tekst bywa mocno chaotyczny i nieskładny.
- Pomimo tego rozmach i fabuła wgniatają oczy w mózg, mózg w zadek a zadek w fotel.
- W zasadzie nie ma dynamicznych opisów, które lubię, ale jakoś to nie przeszkadza.
- Ilość kombinacji wzajemnych zdrad, podstępów, knowań i spisków przechodzi wszelkie wyobrażenie.
Polecam każdemu. Tyle. Tymczasowo spadam do Khatovaru, gdzie wyczekuję dostawy Heinleinów.
When you have eliminated the impossible, watch out for its vengeful friends.
AndrzejB - Księgi Północy rządziły, rządzą i rządzić będą :]
A ja dorwałam książkę, która wznieciła we mnie płomyczek nadziei jeśli chodzi o polską fantastykę, a mianowicie "Zadrę" Krzysztofa Piskorskiego, tom 1.
Co mogę powiedzieć po połowie książki... WOW. o prostu przeczytajcie fragment opisu z tylnej okładki:
Cytat
Rok 1819. W Europie nastał wiek etheru. Cesarstwo Francji pod władzą Bonapartego jest potężniejsze niż kiedykolwiek. W Paryżu, centrum naukowej rewolucji, niebo zarasta trakcjami kolejki etherowej. Uczeni projektują maszyny liczące, a cewki Morthiena zasilają równie potężne, co niestabilne bramy. (...)
Oto świat, jakiego nie znacie. Szable i etherowe kulomioty. Cylindry i telepatyczne obręcze. Dorożki i powietrzna kolej. Francuscy gwardziści, carscy szpiedzy, angielscy inżynierowie, szaleni mnisi oraz dziwne moce z drugiej strony bramy.
W migotliwym świetle etheru znane nam pojęcia rozpadają się w pył. Kto zdoła odkryć jego naturę?
Dodam jedynie, że w książce poza tym mamy starcia wielkich armii, podbój nowych terenów i życie na pograniczu, Polaków walkę o niepodległość, zombie, tragiczny romans, szpiegów, etherowo-naukowe dysputy, bardzo wyrazistych bohaterów i malownicze opisy koszmarnych wypadków. Osobiście jestem zachwycona - choć mój zachwyt czasami przygasa, kiedy rzuca mi się w oczy literówka (korekta nieco nawaliła, jeśli mam być szczera).
Zastanawiam się, czy autor inspirował się systemem Etherscope, bo podobieństwa są naprawdę wielkie, jeśli chodzi o fizykę świata i prawa rządzące etherem - choć historie obu światów przedstawionych nie mają ze sobą wiele wspólnego.
Wracam do czytania, odkładam pieniążki na tom 2 i polecam.
"Nie ma żadnej drogi do szczęścia. To szczęście jest drogą." (Budda Siakjamuni)
Ja też pamiętam swój zachwyt "Czarną kompanią", szczególnie drugi tom, "Cień w ukryciu", wbił mnie w ziemię. Jeden z moich ulubionych cyklów fantasy (aczkolwiek nic nie przebije "Amberu" Zelaznego).
Out of the night that covers me,
Black as the pit from pole to pole,
I thank whatever gods may be
For my unconquerable soul.
Niedawno skończyłem pierwsze trzy tomy na nowo podane nam przez Rebis. Kurna, rewelacja. Książka mnie masakrycznie wciągnęła i momentami nie mogłem się od niej oderwać. Z tych trzech nie mogę wybrać najlepszej ani najsłabszej. Tylko "Białą Róża" się coś długo rozwijała, ale zwieńczenie tej "pierwszej części" to po prostu cudo. Aby czekam na kolejne wydawnictwo Rebisu, zawierające kolejne trzy pozycje.
Żelaznego nie czytałem (tak, wstyd ), ale o Kronikach Amberu słyszałem tyle, że wkrótce zamierzam nadrobić.
tvn24: "naukowcy odkryli odległy o setki lat świetlnych układ słoneczny zadziwiająco podobny do naszego, na miejscu jest nasz reporter..." (Bash)
Żelaznego nie czytałem (tak, wstyd ), ale o Kronikach Amberu słyszałem tyle, że wkrótce zamierzam nadrobić.
Zdecydowanie warto. Szczególnie pierwsze dwa tomy: "Dziewięciu książąt Amberu" i "Karabiny Avalonu" wymiatają. Zresztą cały pięcioksiąg o Corwinie rządzi.
Przez pewien czas pogrywaliśmy trochę w "Amber". Bardzo dobry system bezkostkowy z kapitalną mechaniką tworzenia postaci. Do gry jednak trzeba się orientować w świecie opisanym przez Zelaznego przez "Z" ;-)
Ja obecnie czytam "Nocny patrol" i na razie bardzo ok.
Out of the night that covers me,
Black as the pit from pole to pole,
I thank whatever gods may be
For my unconquerable soul.
"Count Zero" Gibsona.
Wrażenia: 1. Ponieważ mam jeszcze "Mona Lisa Overdrive" to chyba obleję najbliższy egzamin. :-) 2. Cyberpunk zmienia się ze śmiesznego we wciągający gdy nie próbuje się go traktować jak wizji przyszłości.
When you have eliminated the impossible, watch out for its vengeful friends.
Braids, nie no, nie są *wcale* śmieszne implanty w postaci magnetofonu kasetowego (CP2020), brak komunikacji bezprzewodowej (np. Gibson), ludzie mieszkający na orbicie pomimo braku ekonomicznych środków transportu tamże (znowu Gibson), miliony/miliardy ludzi żyjące jakoś pomimo braku sensownego zajęcia, wojny korporacji (chyba niemal wszędzie) i to czasem z użyciem ciężkiego sprzętu/broni ABC, kilkuletnie deck-i nadal potrafiące wyczyniać cuda, setki opuszczonych budynków w których jakimś cudem działają nadal wszystkie media i takie tam dekoracje. ;-)
Tak, okej, nie bij, to tylko taka konwencja, ale właśnie tym silniejsze jest wrażenie, że Gibson trochę się w niej zmarnował. Właśnie dlatego, że jego dekoracje i gadżety się starzeją. A są, zaraz po języku (czy jak to nazwać), drugim jego największym atutem. Może pozostanie klasykiem, może klasykiem nie czytanym, może eksponatem muzealnym dla fanatyków. Się zobaczy.
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez AndrzejB 2010-01-17 12:36:12
When you have eliminated the impossible, watch out for its vengeful friends.
Andrzeju, różnica polega na tym, że Gibson tworząc cyberpunk wzorował się na Ameryce, a nie Europie. Dlatego setki opuszczonych budynków, w których działają media (de facto niemalże tak jest w tej chwili) i miliony żyjące bez wyraźnego zajęcia. Ameryka, która nie boryka się z takim przeludnieniem jak Europa, może sobie na to pozwolić.
Kolejna rzecz - dziwne wszczepy i brak komunikacji bezprzewodowej . W każdej dekadzie ludzie inaczej wyobrażali sobie rozwój techniki i jej następstwa. Verne chciał zbudować wielkie działo, którym możnaby wystrzelić kapsuły z ludźmi na księżyc. Huxley w "Nowym, wspaniałym świecie" opisywał kino, w którym bez żadnego sprzęgnięcia z układem nerwowym przekazywano odczucia dotykowe i węchowe. W latach pięćdziesiątych i dużo później wróżono rychłe kolonizacje Księżyca, Marsa i innych planet - ot, choćby Heinlein i Leiber, nawet Strugaccy i Lem. To wydawało się prawdopodobne i działało na wyobraźnię. Tak samo, brak taniej komunikacji z orbitą - każde sf zakładało coś takiego jak "progress" bez wnikania w szegóły. Dosyć rozsądne założenie. Ale nigdy nie da się do końca przewidzieć przyszłości, dlatego nawet teraz w pokazując nam slajdy na wykładzie facet śmieje się, że kiedy je robił, procesor z 10Ghz na zegarze był tak absurdalnym pomysłem, że takie taktowanie mogło posłużyć do udowodnienia, że coś jest "niemożliwe", a dziesięć lat później jest w zasięgu ręki.
Dlatego przykładanie naukowej miarki do wszystkiego w science fiction mija się z celem. Jasne, że pomysły Verne'a są śmieszne, ale nie zmienia to faktu, że to kawał dobrej literatury. Skreślanie go dlatego, że "się pomylił" jest kiepskim pomysłem.
Krótko mówiąc, czepiasz się szczegółów. Tak czy inaczej, cyberpunk działa i będzie działał na wyobraźnię - kiedyś powiedziano, że cyberprzestrzeń będzie wyglądała tak jak wyobraził ją sobie Gibson nie dlatego, że tak być powinno, ale ze względu na magię jego wizji.
Są jeszcze inne sprawy, jak uproszczenie w literaturze czy głupi błąd autora.
Ale prawda jest taka, że jeszcze nikomu nie udało się wycisnąć esencji z cyberpunku i pewnie nieprędko to się stanie (jeśli w ogóle).
Ble, rozpisałem się i to zupełnie OT. No to teraz ode mnie:
Ostatnimi czasy dużo czytam - bo dużo czasu spędzam w tramwaju i mam dostęp do niezłej "biblioteki" . Jeszcze raz przeszedłem przez "Piknik na skraju drogi" Strugackich - niesamowicie wciągająca i naładowana emocjonalnie książka. Z każdym kolejnym razem coraz więcej z niej wyciągam.
"Obcy w obcym kraju" Heinleina - genialna lektura. Z gatunku takich, co już nużą, ale człowiek chce się dowiedzieć co się stanie w następnym rozdziale. Końcówka trochę męczy, ale co się chwiali - książka zostawia więcej pytań niż odpowiedzi.
"Frajerzy" - zbiór felietonów literackich Ziemkiewicza z najprzeróżniejszych czasopism i biuletynów. Poświęcony przede wszystkim fantastyce i tym, co się z nią działo w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Wzbogacone o wywiad z Lechem Jęczmykiem.
Więcej z tego co było po drodze nie pamiętam - najwyraźniej nie zwróciło na tyle mojej uwagi.
W tej chwili czytam zbiorek opowiadań Poego, a w kolejce jest kilkutomowy klocek Zofii Kossak. W ramach klasyki literatury .
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez Marco REqam 2010-01-17 15:29:13
"Próbujecie uwolnić smoka z rąk kobiety? To nie powinno być na odwrót?"
Dlatego przykładanie naukowej miarki do wszystkiego w science fiction mija się z celem.
- Dlatego tego nie robię. Przykładanie jej gadżetów - to już ma sens.
Jeśli jednak do gadżetów (czytaj: techniki) nie można przyłożyć "naukowej miarki", to powiedz mi, proszę, do czego można ją przyłożyć, bo chyba niewiele rzeczy zostaje.
I powiedz mi, w którym momencie Twojego wywodu nietrafione przewidywania przyszłości powinny przestać być śmieszne. Bo jakoś nadal są.
When you have eliminated the impossible, watch out for its vengeful friends.