A ja czytam Wasze posty i zazdroszczę. Przez ostatni rok przeczytałam dziesiątki książek które nie mają bohaterów i dialogów, hipertony gazet i... żadnej zwykłej, takiej z fabułą którą można poczuć i postaciami które można lubić albo nielubić. Co dziwne stos takich właśnie książek "do przeczytania" rośnie, bo kupuję z solennym postanowieniem przeczytania a potem odkładam je na półkę bo nie mam na nie siły.
Mam wrażenie, że coś ważnego przez to tracę.
Squirel - a próbowałaś tak chociaż po 2 zdania przed snem? Zanim wróciłam do 3miasta, to głównie tak czytałam. Co prawda to zwykle było krótkie czytanie zanim zasnęłam, ale zawsze coś
Selket - trudno powiedzieć, chyba o tym, że w Polsce to fantastom wszystko jedno, bo Solaris wydaje głównie fantastykę chyba, albo że Sedeńce wszystko jedno (może głównie utrzymują się z Festiwalu Fantastyki dla dinozaurów?).
No ja do niedawna czytałam przez godzinę przed zaśnięciem, nieważne jakbym nie była zmęczona. Teraz zaczęłam literaturę brytyjską, więc kradnę czas na przerwach żeby czytać lektury nie wiem, co będę robić, jak dojdziemy do dłuższych książek, ale póki co były: Beowulf, Opowieści Kanterberyjskie (tylko prolog) i Sir Gawain i Zielony Rycerz, wszystkie w przekładzie z staro/średnioangielskiego na współczesny. Tak, wiem, mięczaki z nas, ale to tylko kolegium przecież
Hej, Heretyku! Masz ogień?!
Rzeczywistość budzi u mnie głęboki sprzeciw.
Całe szczęście, że rzeczywistość to coś, co przytrafia się innym.
Ja właśnie połknęłam "Zemstę Nekrarchy", w świecie WH, oczywiście. Autor: Steven Savile. Po przeczytaniu książki a tym bardziej notki o autorze - jestem w ciężkim szoku. Byłam prawie pewna, że książka jest debiutem literackim jakiegoś amatora. Bełkot, pełen truizmów, przegadany, pełen bezsensownych powtórzeń, niespójny.
Nie spotkałam się do tej pory z tym, by armia nieumarłych musiała odpoczywać. W jednym momencie książki umarlaki kwilą, bo zbliża się świt a one nie mają się gdzie ukryć, w drugim walczą w pełni dnia. Autor pisze, że przejście armii umarlaków "rysuje" wyraźną ścieżkę, bo powoduje śmierć wszystkiego, co żyje, pozostawiając jałową, chorą krainę, w drugim umarlaki zastawiają pułapkę w krzakach (pomyślałabym, że to martwe jałowe krzaki i trawa, gdyby nie to, że stanowiły tylko "bezużyteczne piękno przyrody" - więc raczej zdechłe nie były). To, że gość ginie od włóczni, a gdzie indziej piszą, że zginął od strzały, stawiam na byka tłumacza. Autor miał fajny pomysł, na tytułowanie poszczególnych rozdziałów, szkoda, że najpier jest zima, potem wiosna, potem zima, potem wiosna - wszystko tego samego roku. Ale to raczej niedopatrzenie polskiego wydania. A to, że na okładce (na okładce!) autor nazywa się Steven Savle, to już jest wisienka na szczycie...
I jeszcze cytat, który mnie urzekł:
"Tymczasem tuzin kościanych włóczni wzbiło się w powietrze i uderzyło w beczki ze zbożem. W locie wydawały z siebie piekielny dźwięk. Kość gwizdała jakby długi trzonek nie był bronią, ale częścią upiornego instrumentu. Wokół rozległa się melodia rzezi. Kolejny tuzin pocisków wbił się w wozy z prowiantem, ja jedna dobrze wycelowana włócznia trafiła w drewnianą beczkę z brandy. Dookoła rozniósł się ostry zapach alkoholu, który zaraz wziął w deski wozu i sakwy ze zbożem".
Jak rozumiem, "pieśń rzezi" dotyczyła rzezi beczek ze zbożem i brandy? Bo w tym momencie akcji do żadnej walki jeszcze nie doszło ani żaden człowiek nie został trafiony, celem były wozy. Wzruszająca ta pieśń o rzezi worków ze zbożem.
A w notce o autorze dowiaduję się, że autor jest szanowany, nagradzany i w ogóle świetny. Ojej...
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez Selket 2013-03-21 09:31:49
Ojoj, tak krytykowałam, a sama palnęłam byka Oczywiście, że "Klątwa..." Nie wiem, skąd mi się ta zemsta wzięła, chyba dlatego, że mam ochotę się na autorze za bzdety zemścić
AndrzejB napisał:
Wielu takich "przyjemności" oszczędza przyjęcie założenia, że książek na podstawie erpegów nie należy ruszać (choćby i kijem).
Nie zgadzam się, ja nie uogólniam i wiele fabularnych książek w klimacie Warhammera mi się podobało. Ale wszędzie może się trafić słabszy egzemplarz.
Myślę, że "książki oparte na Warhammerze" wcale nie muszą być gorsze niż "książki klasyczne fantasy" - bo zawsze można się upierać, że "to już było". A przynajmniej wiele już było. Jeśli nie spodziewa się człowiek jakiegoś powalająco nowatorskiego pomysłu fabularnego, bo o to w tego typu literaturze trudno, to można się całkiem przyzwoicie bawić. W książkach WH szukam bardzo klimatu WH po prostu. Jeśli tego nie czuję, to mi czegoś brakuje. Co nie zmienia faktu, że jak jest słaby egzemplarz, to po prostu jest słaby i żaden klimat nie pomoże
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez Selket 2013-03-22 17:29:15
A ja się z Andrzejem zgodzę - unikam czytania książek osadzonych w światach erpegowych. Pewnie kolejne zadawnione uprzedzenie (jak do DeDeków), bo dużo słyszałam o tym jak wiele z nich jest naprawdę słabych... a te trzy, które przeczytałam (uniwersum Warhammera 40K) były ani słabe, ani dobre - a na pewno nie spełniły intencji, z jaką zostały mi pożyczone: nie sprawiły, że poczułam klimat czterdziestki ani się do tego systemu nie przekonałam. Niby bardzo zbliżony do moich ukochanych Gasnących Słońc, ale jednak mniej mi się podoba.
Hej, Heretyku! Masz ogień?!
Rzeczywistość budzi u mnie głęboki sprzeciw.
Całe szczęście, że rzeczywistość to coś, co przytrafia się innym.
Nio cóż, w takim razie w samotności poczytam swoje książki A teraz, by było lepiej, gryzę książkę opartą nie tylko na WH, ale nawet na WH online Tytuł napiszę w następnym poście, bo mi się nie chce wstawać, by przypomnieć sobie tytuł
Ja czytałam jeden z tomików opowiadań z WH, ale nie pamiętam tytułu. Była tam Wieczna Genevieve, Vukotich, był Feliks Jaeger i Gotrek Gurnisson i nic więcej nie pamiętam. A, i opowiadanie o zbroi Chaosu, która spacza nosiciela, walczącego z Chaosem właśnie.
I książka była dokładnie taka - ani dobra, ani zła. Ot, czytadło do autobusu.
Człowiek o wąskich horyzontach lepiej widzi to co przed nim.
Ja czytałam jeden z tomików opowiadań z WH, ale nie pamiętam tytułu. Była tam Wieczna Genevieve, Vukotich, był Feliks Jaeger i Gotrek Gurnisson i nic więcej nie pamiętam. A, i opowiadanie o zbroi Chaosu, która spacza nosiciela, walczącego z Chaosem właśnie.
I książka była dokładnie taka - ani dobra, ani zła. Ot, czytadło do autobusu.
Hehe, wiedziałam, że Med wygra ten kłiz : albo zbiór opowiadań Czerwone Pragnienie wydawnictwa MAG albo zbiór opowiadań Śmiech Mrocznych Bogów W tej pierwszej - zgadza się Gotrek, Feliks, Vukotich i Genevieve ale nie ma zbroi, a w drugiej jest wszystko oprócz Genevieve. Tzn. jeśli chodzi o zbroję - wojownik Kurt von Diechl walczący na Pustkowiach Czaosu.
A ta moja książka nazywa się Chaos w Imperium. Jeszcze nie skończyłam, ale oto spostrzeżenia: książka ewidentnie napisana pod grę, tzn. tak jakby wprowadzająca w świat - widzę to po tym, że jest wszystkiego po trochu: różne klasy, rasy i, nazwijmy to, elementy charakterystyczne dla świata WH. Czyli o wszystkim wspomniane, wszystko liźnięte, by dać jak najszerszy obraz.
Książka, jak można się spodziewać, jak jedna z wielu. Po prostu takie sobie czytadełko fantasy. Nie mogę się jednak nadziwić, że naprawdę mi się podoba. Dawno nie miałam tak pozytywnych odczuć, ostatnio takie wrażenia miałam jako nastolatka i jak nastolatka jestem zapalona tą książką. Zupełnie nie rozumiem, czemu, bo już jestem dość stara i zrzędliwa, by podchodzić z półuśmiechem do takich fantasy-czytadełek
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez Selket 2013-03-28 16:16:13