Tanatos nie spuszczając krwawego oka z ciemnej przestrzeni pomiędzy drzwiami a barem i ani na chwilę nie odstawiając trzymanego w ręce krzesła syknął coś tylko ze złością pod adresem Madamme, po czym, wahając się tylko przez chwilę, dopadł do drzwi kabaretu, jednym susem wybiegł na ulicę i pomknął w kierunku Zakątka Żałobników mamrocząc coś pod nosem o grze nie wartej świeczki...
I looked. I shall not look again.
For yet I see them pass.
The hollow faces of the drowned
In mist beyond the glass.
W progu Kabaretu omal nie wpadł na nią jakiś dziwny osobnik. Zdążyła tylko uchwycić zapach maciejki i biel dominującą w jego stroju - chyba już go kiedyś widziała... Westchnęła i weszła do Absyntu
Po wejściu zatrzymała się na chwilę, przyzwyczajając wzrok do specyficznych warunków panujących w pomieszczeniu. Kiedy dostrzegła Madame, szybko podeszła do niej i dygnęła.
- Witaj, Pani. Czy mogła bym ci zająć chwilę? - powiedziała proszącym tonem.
"Każda wystarczająco zaawansowana Technologia jest nieodróżnialna od Magii"...
..."Każda technologia odróżnialna od magii jest niewystarczająco zaawansowana"
Pani Haremu zdziwionym - a może raczej rozbawionym? - spojrzeniem odprowadziła Żałobnika do drzwi; gdy zniknął, parsknęła cicho i pokręciła głową.
Poczuła lekki dotyk dłoni na ramieniu i odwróciła głowę, by napotkać spojrzenie swego syna.
Czy wszystko w porządku, matko?, zapytał Szept. Kiwnęła głową i uśmiechnęła się uspokajająco.
Tak, mój drogi. Cóż... Słyszałam, że Tanatos-Strzegący-Cmentarza jest ekscentrykiem, jednak muszę przyznać, czegoś takiego się nie spodziewałam. Pokręciła znów głową. Widziałeś to, synu? Próbował wprosić się do mych apartamentów. Na jej ustach wykwitł ledwo widoczny, złośliwy uśmieszek. Jakże by się pan Żałobnik zdziwił, gdyby zobaczył, kto tam teraz przebywa... Ciekawa jestem, cóż by zrobił... Och, zaczynam żałować, że go tam nie wpuściłam dla własnej rozrywki! Madame roześmiała się perliście. Szept milczał taktownie.
Wróciła na swój wysoki stołek i kiwnęła głową barmanowi. Po chwili kieliszek czerwonego wina tańczył już w jej dłoni.
"Czy rzeczywiście miał mi coś do powiedzenia?" Rzuciła okiem w stronę drzwi, jednak Tanatos najwyraźniej nie miał zamiaru próbować po raz kolejny. "Jeśli tak, kto go mógł wysłać?"
Zastanowiła się. "Czy nie mówią o nim, że rozmawia ze zmarłymi? Czy ktoś zza granicy śmierci... Ale kto?" Ku rozczarowaniu Madame, wino nie przynosiło odpowiedzi. Popijała je w milczeniu.
"Czyżby Klecha, mszczący się zza grobu? Wybacz, mój drogi, to nie ja doprowadziłam do twej śmierci! A może to Thairessa chciała skontaktować się ze mną?" To wydawało się być sensowne, jednak po chwili Madame odrzuciła tę myśl. "Nubuk zjawi się tutaj niedługo, jak sądzę, a ona wraz z nim... Więc kto..."
Nagła myśl zmroziła krew w jej żyłach.
Twarz. Tylko twarz, i smutne spojrzenie. Nigdy nie słyszałam jego głosu we snach - i nigdy nie przyznawałam się samej sobie, że tego pragnę. Nigdy nie wymawiałam jego imienia - ani głośno, ani szeptem, ani nawet w myślach.
Kolejna twarz, przesuwają się przed moimi oczyma jak szalony kalejdoskop udręki. Młoda dziewczyna, dziecko prawie, o wiecznie spuszczonym wzroku. Jej słowa dźwięczą w moich uszach.
Pani, wiesz, że jesteś całym moim życiem!
Kłamie, kłamie jak z nut, wiem to przecież, wiem na pewno... Więc dlaczego tak boli?...
Madame zacisnęła gwałtownie powieki, nie pozwalając łzom ściec po bladych policzkach. Siedziała chwilę bez ruchu, zaciskając dłoń na krawędzi blatu.
Matko? Zaniepokojony głos jej syna. Otworzyła oczy i spojrzała na niego wpół przytomnie.
Szept, kochany... Zostań tutaj. Przypilnuj wszystkiego, synu... Kiedy zjawi się Nubuk Pod-Nad-Krążca, wskaż mu drogę do mego salonu i mych szacownych gości. Ja... Zawahała się. Czy to słuszna decyzja? Czy warto próbować?
Czy lepiej żyć w nieświadomości?...
Zerwała się z krzesełka. Przynieś mój płaszcz. Szept w milczeniu oddalił się, by wrócić po chwili. Madame owinęła się czarnym, aksamitnym materiałem; wtedy dostrzegła Córkę Zegarmistrza.Wybacz mi, dziecko, muszę coś bardzo pilnie załatwić... Niedługo wrócę i porozmawiamy, obiecuję. Wybacz, jednak to bardzo ważne. Kiwnęła głową jej oraz Szeptowi, i szybkim krokiem wyszła z Kabaretu, kierując się w stronę Zakątka Żałobników.
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez Czerwona Madame 2008-12-19 01:35:35
Pozwól mi być jedną chwilą, wierszem poezji i snem...
Kiedy Madame wyszła z Absyntu, Maja przez dłuższą chwilę stała bez ruchu, zastygła niczym posąg. Jej twarz stężała w dziwnym grymasie - ni to złości, ni przykrości. Kiedy się otrząsnęła mruknęła coś o "wielkich ludziach i ich wielkich sprawach" i, nie zwracając uwagi na ostrzegawcze spojrzenie barmana, poszła na zaplecze.
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez Maja, Córka Zegarmistrza 2008-12-19 10:57:37
"Każda wystarczająco zaawansowana Technologia jest nieodróżnialna od Magii"...
..."Każda technologia odróżnialna od magii jest niewystarczająco zaawansowana"
Madame powoli weszła do Kabaretu, nie zwracając uwagi na spojrzenia gości i swoich pracowników. Jej twarz była jeszcze bledsza niż zazwyczaj, wzrok pusty, a policzki znaczyły dwie linie tam, gdzie czarnymi łzami spłynął makijaż kobiety.
Każdy był ciekaw, jednak wszyscy szybko odwracali oczy.
Madame sztywnym krokiem podeszła do baru i oparła się o niego dłonią.
Myślałaś, że mi uciekniesz? Że ukryjesz się w dalekim kraju, w nieprawdziwym mieście po drugiej stronie lustra?
I tak cię znajdę, a wtedy odpowiesz mi na moje pytanie! DLACZEGO?!
Potrząsnęła głową. Zostaw mnie, Henri, szepnęła, nie zwracając uwagi na ludzi wokół. Błagam... Zostaw mnie.
Siedziała chwilę bez ruchu, po czym odetchnęła głęboko, i odeszła na zaplecze w poszukiwaniu Córki Zegarmistrza.
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez Czerwona Madame 2008-12-19 12:51:16
Pozwól mi być jedną chwilą, wierszem poezji i snem...
Czerwona Madame weszła do Kabaretu od strony zaplecza. Nie chciała nic więcej, tylko usiąść, odpocząć, napić się wina... Zapomnieć o wizycie Tanatosa, o własnym strachu i o tym, co mogło dziać się teraz w jej prywatnych pokojach.
Nie było jej dane. Znów zamieszanie!, szepnęła cicho sama do siebie. Ostatnio kłopoty lubią Absynt... Nie zadając sobie trudu, by doprowadzić swój wygląd do porządku, podeszła do grupki, zgromadzonej przy jednej z kanap.
Leżała na niej nieprzytomna młoda kobieta. Jedna z córek Madame kończyła właśnie bandażować jej głowę pod okiem cyrulika, wezwanego z ulicy. Szept, klęczący obok, trzymał jej dłoń i próbował ją ocucić. Gdy ją zobaczył, wstał i podszedł do niej; Madame w milczeniu pozwoliła mu otrzeć jedwabną chusteczką jej czarne łzy. W jego ciemnych oczach widziała pytanie, ale pokręciła tylko głową. Już dobrze, synu, powiedziała, uśmiechając się łagodnie.
Oboje pochylili się nad młodą kobietą. Szept znów trzymał jej dłoń, gdy Madame delikatnie poklepała jej policzek.
Pozwól mi być jedną chwilą, wierszem poezji i snem...
Madame próbowała ocucić Blankę, ale jej wysiłki nic nie dawały.
Dziewczyna nie reagowała.
Do jej małego zamkniętego świata nie docierał żaden dźwięk z Kabaretu.
Pip Pip Pip Pip…
Elektroniczny dźwięk zaburzał harmonię w pomieszczeniu...
Pip pip pip…
Rozmowa dwóch mężczyzn…
-To jej pan szukał aspirancie?
-Jej… chciałem ją przesłuchać jak najszybciej-powiedział aspirant zmęczonym głosem - kiedy to będzie możliwe panie doktorze?
-Nie wiem… jak na razie pacjentka przeżyła silny wstrząs psychiczny- mówił lekarz - niema z nią żadnego kontaktu i nie wiem jak długo to potrwa…
- Zamknęła w swoim światku… nie dziwię się jej - burknął aspirant - sam bym to zrobił na jej miejscu
Zamilkli na chwilę.
Pip pip pip
Ktoś nowy wszedł do pomieszczenia.
Policjant wyprosił lekarza.
- Coś nowego? - zapytał aspirant. - Technicy zabezpieczają ślady w kamienicy Boińskiego i będą tam mieli robotę przez najbliższy tydzień. Do tej pory wiemy, że dziewczyna zadźgała skalpelem swojego ojczyma, dwóch ludzi, którzy pomagali Boińskiemu postrzeliła - mówił młodszy policjant – w tej chwili przesłuchiwani są już na komendzie... W piwnicy domu lekarza znaleźliśmy gotowe do transportu organy... Już zaczęliśmy sprawdzać listy zaginionych…
Policjant zamilkł na chwilę
-Pan widział tamten pokój szefie?
-Widziałem i bardzo bym chciał wymazać to wspomnienie z pamięci-odpowiedział po chwili aspirant- ten lekarz był jakimś cholernym pojebem… żeby trzymać tą kolekcję
- W jego … kolekcji brakuje jednego przedmiotu szefie…
Pip pip pip…
… pewnie, że brakuje-pomyślała Blanka - sądziłeś, że zostawię ją wśród innych trofeów tego mordercy?! Pip pip pip
- Madame może lepiej było by położyć ją gdzieś żeby odpoczęła - powiedział ktoś obcy- dziewczyna straciła dużo krwi i nie wiemy, co się stało…
Dlaczego czuję jakbym była zawieszona między dwoma światami?
Kiedy się to skończy?
Dźwięki ucichły…
...ciemność gęstniała, otulała szczelnie wszystkie zmysły…
Madame westchnęła ciężko. Nie podoba mi się to. Ostatnio zbyt wiele tu się dzieje. Odsunęła się od nieprzytomnej kobiety. O tak, kłopoty lubią Absynt...
Szepnęła słowo jednej ze służących; dziewczyna kiwnęła głową i pobiegła na piętro. Po chwili wróciła wraz z jedną z córek Madame, chudą dziewczyną o niedbałym ubiorze, ekstrawaganckiej fryzurze i makijażu arlekina. Dziwka skłoniła się.
Wezwałaś mnie, matko.
Tak. Zabierzcie ją do jednego z wolnych pokoi na górze.Madame wstała. Nic jej nie będzie, ale musi odpocząć. Zajmijcie się nią. Jeden ze służących podniósł kobietę, ale umalowana dziewczyna nie ruszyła się z miejsca. Madame nachyliła się w jej stronę.
Nie wiem, kim jest ani kto jej to zrobił, ale nie podoba mi się to, szepnęła swej córce. Pilnuj jej, Karo. Jak oka w głowie. Niech oprócz ciebie i tego służącego nikt tam nie wchodzi. Jak tylko się obudzi, zawołaj mnie. Dziwka kiwnęła głową i wraz ze służącym, niosącym nieprzytomną, znikła na schodach.
Posprzątajcie tutaj, westchnęła Madame. Musiała się napić i obiecała sobie w myślach, że tym razem nic jej nie przeszkodzi - nawet, gdyby Król-z-Wieży miałby zarządzić prohibicję.
Pozwól mi być jedną chwilą, wierszem poezji i snem...