Regulamin 
Profil
Wyszukaj
Idź do strony:
Odpowiedz
Harem - Kabaret Absynt
Lublin Pod
Bulla
Postów: 70
Punkty: 215
Godzina, w której rozpocząć się powinna następna część przedstawienia już dawno minęła i, choć publika raz po raz, tłukąc kuflami o blaty stołów, domagała się dalszego ciągu, scena wciąż była pusta. Niektórzy tylko zauważyli tylko dziwne poruszenie w garderobach za sceną, większość jednak, choć niecierpliwiła się bardzo, zamroczona już była barowymi trunkami i w zasadzie nie widziała nic specjalnego w tym „niezwykle podobnym do tego przybytku opóźnieniu”. Nagle pod sceną pojawił się blady jak ściana konferansjer, wyłonił się z niewielkich garderobianych drzwiczek i niepewnie ruszył w kierunku stolika Madamme, przeciskając się pomiędzy zebranymi gośćmi. Ten i ów rzucił w jego kierunku jakąś niegrzeczną uwagę, lecz konferansjer zdawał się tego nie widzieć - brnął twardo w kierunku swojej pani.

- Królowo - szepnął zduszonym głosem, kiedy udało mu się do niej dotrzeć. Po jego czole spływała stróżka potu - Królowo... myślę, że powinnaś pójść za mną...- wyszeptał, po czym kurczowo chwycił Czerwoną Madamme za rękę i błagalnie na nią patrząc lekko pociągnął ją w stronę garderoby.

Nagle wpadł na jegomościa w białym płaszczu i cylindrze. Już miał go przeprosić i ruszyć dalej, kiedy ten nachylił się nad nim i drapieżnie szczerząc zęby szepnął do niego pytająco: - Czuję krew? - Zdumiony konferansjer pokiwał tylko głową, po czym sztywny jak słup soli ruszył dalej ku niedawno opuszczonym garderobom. Tanatos, nie pytając poszedł za nim i po wszyscy troje zniknęli za drzwiami zaplecza...


Krew była wszędzie. Cała podłoga lśniła od karmazynowej posoki. Ściany, lustra, drewniane regaliki zasłane najróżniejszymi kosmetykami, wiszące przy drzwiach kotary, pióra, ubrania, szarfy... Każdy element otoczenia jarzył się szkarłatną poświatą odbijającą stojące na sekretarzykach i wiszące u powały kandelabry z dziesiątkami świec. Pomieszczenie pachniało słodkawo i mdło, z drastycznego chaosu gdzieniegdzie wyłaniało się ciało tancerki. Było ich siedem, a każde rozpostarte w zakamarku garderoby, rozszarpane, rozprute jak szmaciane lalki. Konferansjer zatoczył się do tyłu i ciężko oparł się o drzwi, na czole miał roztartą ręką kropelkę krwi, jedną z tych, które leniwie skapywały z sufitu. Zgromadzeni na zewnątrz goście głośno domagali się drugiej części przedstawienia...
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Vesiculum
Skąd: Zakątek Żałobników
Postów: 45
Punkty: 92
Tanatos głośno przełknął ślinę, jak słup soli wpatrując się w to co pozostało po niedawno występujących aktorkach. W zdumieniu przestąpił z nogi na nogę, szorując płaszczem po zasłanej krwią podłodze. Niemym, pustym, pozbawionym mimiki wzrokiem spojrzał na Czerwoną Madamme. Przez chwilę uczynił gest jakby chciał podtrzymać ją na wszelki wypadek, gdyby chciała omdleć, lecz nie był w stanie zrobić nawet kroku. Oddychał szybko, wdychając słodkokwaśny zapach krwi... Była wszędzie.
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez Tanatos Żałobnik 2009-01-21 21:09:00
I looked. I shall not look again.
For yet I see them pass.
The hollow faces of the drowned
In mist beyond the glass.
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Harem
Postów: 66
Punkty: 134
Czerwona Madame stała przez chwilę osłupiała, po czym chwyciła konferansjera i Tanatosa za łokcie i wypchnęła z garderoby. Wbiła palec wskazujący w pierś swego pracownika.

Przestań trząść tyłkiem i słuchaj, mruknęła. W Kabarecie siedzi sześciu Legionistów, którzy przyszli z Ojcem. Sprowadź ich tutaj, ale szybko i cicho. Zrozumiano? I znajdź Kawkę, natychmiast!

Odwróciła się do Tanatosa i obrzuciła go zamyślonym spojrzeniem. Porozmawiamy, Baronie Cmentarny, jak chciałeś. Ale... Przedstawienie musi trwać.

Odwróciła się zamaszyście z szelestem spódnicy i poszła do przejścia, prowadzącego na scenę. Zawahała się chwilę; nie występowała od dawna, od kiedy przestała się pokazywać w pewnym ochrańskim przybytku. Ale po chwili raźno weszła na scenę, wprost w krąg światła.

Panie, panowie... Moi drodzy goście, powiedziała głośno, ukrywając zdenerwowanie. Tylko dzisiejszego wieczoru... Specjalnie dla was...

Wyprostowała się i dała znak pianiście, by zaczął grać. Po chwili słowa powolnej, zmysłowej piosenki same popłynęły z jej ust.

"Przedstawienie musi trwać", pomyślała.
Pozwól mi być jedną chwilą, wierszem poezji i snem...
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Postów: 70
Punkty: 215
Przez miasto przetoczyła się potężna fala uderzeniowa. Wszystko, dosłownie wszystko, budynki, ulice, bramy, wnętrza, drzwi i okna zafalowały lekko, jakby zbudowane były z ciepłego budyniu, po czym całe miasto zadrżało, jakby było tylko wielką, dwuwymiarową taflą wody, do której ktoś przed chwilą wrzucił kamyk. Wszystko to stało się niemal bezdźwięcznie i w jednej krótkiej chwili. Sekundy później nikt już nie wyczuwał tego co się stało, echo dziwnej „fali” widząc jedynie w przerażonych oczach towarzyszy.
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Papula
Postów: 12
Punkty: 24
- Mein Frau... - zanucił Franz ironicznie. Był wyraźnie rozbawiony tym przecudnym kabarecikiem. Kończył właśnie kolejne piwo, gdy kobieta w czarnym stroju zeszła ze sceny. Zanim konferansjer przyszedł po Czerwoną Madame, Niemiec skończył kolejne. Stwierdził, że chyba już czas powiedzieć "Guten Abend.".
Wbrew kilku innym gościom nie nucił już piosnki o jakimś anonimowym i abstrakcyjnym Panie, z jego ust wypływały takie oto słowa:
- Bo piekła nie ma, tkwimy w nim od dni, miesięcy, lat. I czy warto śmierci się dziś bać? Czy warto, skoro z życiem skończyłem już...
Rozweselony Schmeling powiódł powoli głową w kierunki drzwi, przez które chwilę temu wyszła Kawka.
- Czy skuszę się zabić? Zabić za Pod? Czy to uczyniło Cię tym, kim jesteś dziś?
Goście Haremu nie zwracali na niego uwagi. W powietrzu unosił się papierosowy dym, delikatny zapaszek kobiecych perfum, nieco mniej delikatny smród męskiego potu i coś jeszcze... Coś, co przypominało Franzowi jego ostatnią noc w Niemczech...
Jego kroki zmierzały jednak zupełnie gdzie indziej, niż do wyjścia. Stuk stuk, nie zaczepiony przez nikogo - spojrzał w kierunku Wieży Jak możesz zwać siebie bogiem... - podszedł do najciekawszego stolika w całym Absyncie. Szybkim ruchem podstawił sobie krzesło. Car i Kornik usłyszeli tylko ciche Odpowiedz mi... Czego ode mnie chcesz?!. Franz uniósł głowę i spojrzał prosto w nieprzeniknione oczy Cara.
- Scheisse... Bo jeśli Boga nie ma, to co z Ciebie za Szatan?
Sehnsucht versteckt
Sich wie ein Insekt
Im Schlafe merkst du nicht
Dass es dich sticht
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Postów: 62
Punkty: 128
<<< W drzwiach kabaretu stanęła Sumati Dhanray Bashkar Wyglądała wyjątkowo skromnie w ciemnym salwar-kameez i purpurowej pashminie z bardzo dyskretnym złotym ornamentem. Tylko złota tikka i kolczyki pobłyskiwały delikatnie. W kabarecie było tłoczno, ludzie siedzieli i stali zasłuchani w głęboki, zmysłowy głos madame, więc tylko nieliczni, najbliżej drzwi, odwrócili głowy. Na tych kilku twarzach odmalowało się lekkie zdumienie. Hinduska stała przez moment, najpierw jakby zaskoczona tym, co zastała, ale zaraz rozejrzała się czujnie po pomieszczeniu, ni to wypatrując, ni to nasłuchując... Za chwilę, bez wahania, ale spokojnie, starając się iść dyskretnie jak najbliżej cieni pod ścianą, by mimo wszystko jak najmniej zwracać na siebie uwagę, ruszyła wprost w stronę garderoby tancerek. Przy drzwiach stał na straży rosły mężczyzna, jednak Sumati nawet nie zwolniła kroku przy nim. Podeszła do drzwi z absolutną pewnością siebie i stanowczością godną najwyższej przywódczyni zgromadzenia a ponadto jej obecność w Absyncie była czymś tak niecodziennym, że strażnik, bezgranicznie zdumiony, przepuścił bez słowa Hinduskę. Dwaj Bashkaryci zatrzymali się przed drzwiami i cofnęli nieco w cień pobliskiej kotary, a ich guru weszła do garderoby.

Stała przez moment nieruchomo, patrząc na miejsce masakry. Wpatrywała się w matowiejące kałuże i smugi krwi, słuchała cichego kapania lepkich kropel. Oddychała gęstym od krwi powietrzem garderoby i po chwili w ustach poczuła żelazny posmak krwi.

Stało się...
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez Sumati 2009-01-21 22:14:28
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Vesiculum
Skąd: Zakątek Żałobników
Postów: 45
Punkty: 92
Miasto próbowało mu coś powiedzieć. Coś ważnego. To nie było przeczucie, to była pewność. Gdy tylko Madamme wypchnęła go z garderoby, gdy tylko stanął na zewnątrz, frontem do sali Kabaretu Absynt, gdy po chwili dziwna fala niemal przewróciła go na ziemię, gdy tylko, gdy złapał równowagę, zdjął gogle.

Miasto próbowało mu coś powiedzieć.

Były ich dziesiątki. Rozłupane głowy, rozwarte klatki piersiowe, urwane kończyny, gdzieniegdzie tkwiący jeszcze nóż, blade, rozdęte ciała, zgniłe tkanki... Jeszcze nigdy, przenigdy, nawet gdy pozwalał im przyjść aby nie nękały go tak często, nie widział ich tak wielu w jednym miejscu. Zgromadzeni w Kabarecie ludzie śmiali się, klaskali do rytmu pięknej, choć jakby smutnej, piosenki wykonywanej przez Madamme, tymczasem pomiędzy nimi, na podłodze, stołach, przy oknach i drzwiach, przy barze i w pustych przestrzeniach pomiędzy ludźmi, nieruchomo, wpatrując się martwymi nienawistnymi oczyma prosto w Tanatosa, stali oni. Umarli. Miasto próbowało mu coś powiedzieć.
I looked. I shall not look again.
For yet I see them pass.
The hollow faces of the drowned
In mist beyond the glass.
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Harem
Postów: 66
Punkty: 134
Madame ukłoniła się i posłała widowni pocałunek - nieco wprawdzie drżącą dłonią, jednak jej uśmiech był słodki, uwodzicielski, perfekcyjny. Panie i panowie, kwadrans przerwy, zanim przejdziemy do następnego punktu programu tego cudownego wieczoru!

Za kulisami omal nie zemdlała, jednak udało jej się wziąć w garść. Posłała po Szepta; gdy przyszedł, nachyliła się ku niemu, opierając się na jego ramieniu, i szepnęła: Zamknij garderobę na klucz i nie wpuszczaj nikogo, zanim nie przyjdą Legioniści i pani Kawka. Widziałeś? Dopiero gdy kiwnął głową, zobaczyła, jak jest przerażony. Uspokajająco pogładziła jego policzek, równie blady jak jej własny. Wszystko będzie dobrze, synku, nie bój się. Nie bój się, kochany... Przytuliła go, czując, jak jego strach miesza się z jej własnym. Już dobrze. Pocałowała go w czoło. Idź na górę, do Karo... Ona pilnuje tej kobiety, ale weź od niej kilka lepszych dziewczyn, niech zatańczą i się rozbiorą. Przedstawienie musi trwać...

Zorientowała się, że Tanatos wciąż tam był, oparty o ścianę. Podeszła do niego. Żałobniku? Co ci...

Dopiero wtedy dostrzegła Sumati przy drzwiach do garderoby. Skłoniła się. Pani Sumati... Proszę nie patrzeć. To... Pokręciła głową bezradnie.

Szept zamknął drzwi od garderoby, ukrywając straszliwy widok przez ich wzrokiem, i odszedł.
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez Czerwona Madame 2009-01-21 22:20:10
Pozwól mi być jedną chwilą, wierszem poezji i snem...
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Postów: 62
Punkty: 128
Jak ociężała, Sumati powoli odwróciła się i wyszła z garderoby. Koncert się skończył. Za drzwiami stał Tanatos Żałobnik i Czerwona Madame.

Uśmiechnęła się zagadkowo do bladej kobiety.
Już popatrzyłam...

Podniosła wzrok na salę kabaretu.
...Widzę.
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez Sumati 2009-01-21 22:20:54
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Harem
Postów: 66
Punkty: 134
Pani Sumati... Madame pochyliła głowę. Jeszcze przed chwilą pewna siebie, teraz rzeczywistość przygniotła ją do ziemi; oparła się o ścianę, odetchnęła i wyprostowała się. Skąd...? Skąd pani wiedziała?
Pozwól mi być jedną chwilą, wierszem poezji i snem...
Offline
Profil
Wiadomość
Odpowiedz