Thairessa rozejrzała się i zobaczyła, że Nubuk siada sam, w pewnej odległości od innych. Westchnęła i wstała pospiesznie, zanim Car zdążył odpowiedzieć.
- Proszę o wybaczenie, ale wzywają mnie pilne sprawy - powiedziała, po czym oddaliła się pospiesznie.
Podeszła do Nubuka, stanęła za nim. Położyła dłoń na jego ramieniu.
- Jest inaczej, niż byś chciał. Kolejna karta została odsłonięta, ale nie za darmo - powiedziała, po czym zaczęła szeptać do ucha Krążcy...
___________________ Ostatnio zmodyfikowany przez Thairessa Wizjonerka 2009-01-24 23:08:17
Uduchowione Dziecię Ulicy... Tylko nieliczni ją słyszą, jeszcze mniej widzi
Sumati spojrzała bez emocji na Madame. Moja wiedza jest dla ciebie śmiertelnie niebezpieczna, Czerwona Pani. Stoisz na krawędzi a ja nie będę tą, która cię z niej zepchnie w otchłań. Musisz sama zdecydować teraz, dokąd zwrócisz swe kroki.
Sumati zwróciła się do Tanatosa: Chciałabym zamienić z tobą parę słów, Tanatosie Żałobniku. Czy zechcesz się do mnie przysiąść?
Hinduska odwróciła się, ale po chwili jeszcze raz spojrzała na Madame: Twoje siły nie są niewyczerpane. Źle się stanie, jeśli zawiodą cię wtedy, gdy będą najbardziej potrzebne Czerwona Pani. Po tych słowach powoli weszła do głównej sali. Szybko znalazł się stolik w najbardziej zacisznym kącie, usłużny kelner postawił na stole aromatyczną herbatę. Sumati rzekła kilka słów do towarzyszącego jej Bashkaryty i ten odszedł natychmiast i zajął miejsce przy drzwiach, za którymi przed chwilą zniknęła Kawka.
Zimnokrwista Najemniczka bez wątpienia była zbita z pantałyku. Poskrobała się dyskretnie za uchem, słysząc wzburzenie w głosie należącym dziwnego gościa Pani Kabaretu. „Skąd Madame wytrzasnęła tak dziwną personę? Wpadła tu przez króliczą norkę czy jak, do diaska?” – pomyślała z rozbawieniem.
Kiedy usłyszała pytanie o wydarzenia na dole, odzyskała czujność. Twarz jej stężała na moment. - Drobny... wypadek. – powiedziała wolno, dziwnie przeciągając ostatni wyraz. Po chwili milczenia wypełnionego tykaniem zegarów dodała: - Miej się na baczności. Miasto Cieni nie jest najbezpieczniejszym miejscem na świecie.
Otaksowała raz jeszcze dziwną postać naprzeciw siebie i uśmiechnęła się lekko. - Jak cię zwą, mała? – zapytała dużo łagodniejszym już tonem.
Madame chłodnym spojrzeniem odprowadziła Sumati do stolika. Powrócił Szept; przywołała go do siebie i wymruczała mu kilka słów do ucha.
Miej na nią baczenie, synu. Guru rządzi się w naszym domu, jakby było u siebie. Udaje, że coś wie, ale za zagadkami i pychą skrywa niewiedzę. W zamyśleniu pogłaskała go po włosach, po czym dodała, już na głos: W jednym ona i Nubuk mieli rację, muszę odpocząć po tym wszystkim.Spojrzała na Żałobnika i kiwnęła mu głową.Wybacz, Baronie Cmentarny, jednak potrzebuję samotności. Obiecuję jednak, że porozmawiamy przy następnej okazji.
Wraz z Szeptem przeszła do głównej sali i skrzywiła się lekko na widok Bashkaryty, który włóczył się tam, gdzie nie powinien. Niech mają na niego oko, żeby nie wsadzał swego śniadego nosa w nie swoje sprawy. Spojrzała na syna uważnie i uśmiechnęła się łagodnie. Ty też odpocznij, mój drogi. To był ciężki wieczór dla nas obojga. Pocałowała go w czoło i skierowała się do swej loży; zauważyła Cara, wciąż siedzącego przy swym stoliku - czy przy nim dym nie owiewał Thairessy?... - i posłała mu poważne spojrzenie.
Weszła do loży, otworzyła przejście i znikła w swych prywatnych apartamentach.
Pozwól mi być jedną chwilą, wierszem poezji i snem...
Zmarszczyła brwi. Wciąż zastanawiając się nad tym, co powiedziała Kawka grzecznie odpowiedziała:
- Maja, Córka Zegarmistrza, do usług... proszę pani - odetchnęła głośno, zdecydowawszy się. - Proszę mi powiedzieć. I tak się dowiem, ja TU mieszkam - ostatnie dwa słowa wymówiła z naciskiem - Ktoś... Coś stało się którejś z tancerek, prawda? Stałyście panie tuż przed garderobą... A teraz pani pewnie przeszukuje Harem... Bo wątpię, żeby ktokolwiek zainteresował się właśnie mną - w jej głosie pojawiła się skrywana gorycz, jednak wydawała się być już pogodzona z tym faktem. - Więc nie przyszła tu pani by się ze mną zobaczyć. Może w przyszłości, kiedy poznam więcej tajemnic różnych mechanizmów - może wtedy ktoś będzie przychodził żeby zobaczyć się właśnie ze mną... - zacisnęła dłonie w pięści, co wyglądało niemal śmiesznie, nieco powagi nadawało jej tylko zdecydowanie malujące się na jej twarzy. - Ale teraz chciała bym pomóc, w jakikolwiek sposób, pomóc Madame - nagle gwałtownie wciągnęła powietrze. - Potwór... To nie ma związku z potworem o którym mówił mnich, prawda? - jej oczy rozszerzyły się pełne przerażenia i zdumienia. - Prawda? - zapytała natarczywie, podchodząc jeszcze o krok bliżej Kawki.
"Każda wystarczająco zaawansowana Technologia jest nieodróżnialna od Magii"...
..."Każda technologia odróżnialna od magii jest niewystarczająco zaawansowana"
Parsknęła cicho. Korzystając z chwili nieuwagi Karo, która odwróciła się, słysząc skrzypienie drzwi, Najemniczka pochyliła się i mruknęła: - „Panią” zostaw Madame i Sumati. – uśmiechnęła się szerzej, wyprostowała. Głośniej dodała: - Kawka. – i wyciągnęła rękę w geście powitania.
Podobała jej się ta smarkula. Miała charakter.
Nawet teraz, kiedy pytała o potwora, którym straszyli mnisi, w jej oczach poza lękiem lśniła ciekawość. W niczym nie przypominała zwiewnych, eterycznych, pozbawionych ducha i emocji lalek, których pełno kręciło się po kabarecie. Między Bogiem a prawdą winne były temu zapewne gęste opary haszyszu i opium, których tu nigdy nie brakowało... „Będą z ciebie ludzie, mała.” – przemknęło jej przez myśl.
- Kornik dawno temu stwierdził, że nie stajesz się 'kimś' na dzień dobry, Maju. – zmrużyła lekko oczy. Omiotła wzrokiem pomieszczenie za dziewczyną. - Taak, nie da się ukryć, że chyba się tu zadomowiłaś. Wybacz, ale nie ode mnie zależy, do czyich uszu dotrą wydarzenia dzisiejszego wieczoru. Jeśli wolą twej chlebodawczyni będzie, byś się dowiedziała, z pewnością tak się stanie. A jeśli nie... – znów lekki uśmiech – ...wszak sama stwierdziłaś, że sama się dowiesz. W co nie wątpię. – Tu pochyliła się nad Mają i dobitnie podkreślając słowa, stwierdziła: - Ale miej się na baczności, mała. Coś niedobrego czai się w pobliżu.
Wyprostowała się słysząc zniecierpliwione chrząkniecie Karo. - Wybacz, ale obowiązki wzywają. – skinęła na pożegnanie lekko głową i ruszyła w głąb korytarza.
Maja oniemiała. Nie spodziewała się takiej reakcji po Kawce Najemniczce. Nie w stosunku do jej osoby. Wciąż pozbawiona możliwości wydania głosu z radością w sercu podała jej rękę i uścisnęła. W jej sercu po raz pierwszy od dawna pojawiło się jakieś dziwne ciepło. Kiedy Kawka odwróciła się i odeszła uśmiechnęła się szeroko. Kimkolwiek był ten kornik - miał rację. A ona przecież wcale nie chciała być KIMŚ. Chciała UMIEĆ. WIEDZIEĆ. Cała reszta - może przyjść sama. I od teraz zdwoi wysiłki, żeby spełnić to postanowienie.
Zanim Kawka zniknęła za rogiem zawołała jeszcze:
- W piwnicy jest moja pracownia, byłaś już tam? - i zrobiła zawstydzoną minę pod tytułem: "przezorny zawsze ubezpieczony".
"Każda wystarczająco zaawansowana Technologia jest nieodróżnialna od Magii"...
..."Każda technologia odróżnialna od magii jest niewystarczająco zaawansowana"
Kołdra nasunięta na głowę dawała nikłe poczucie bezpieczeństwa. Jednak w obecnej sytuacji nie mogła liczyć na nic więcej.
Powoli zaczęła się uspokajać. Serce przestało bić jak oszalałe, oddech się wyrównał. Już nie zakrywała dłońmi swoich uszu. Nadal siedziała skulona na podłodze.
Rozmyślała.
Jakież to fatalne zrządzenie losu wpłynęło na moje życie, że tak mi się w nim pomieszało?! Najpierw budzę się z rozbitą głową na jakiejś ulicy a potem to morderstwo… -dziewczyna zadrżała na samo wspomnienie tego zdarzenia-... a jeśli to coś jest nadal w budynku...?
Przerażenie na nowo ogarnęło serce Blanki. Nie poruszając się zamknęła oczy i czułym słuchem zaczęła wyłapywać dźwięki z otoczenia.
Z początku usłyszała wszystko, co się działo w budynku-nieskładną plątanina głosów i kakofonię dźwięków. Jednym słowem za dużo niepotrzebnego „szumu” zakłócającego odbiór. Blanka zaczęła usuwać z pola słyszenia najpierw dźwięki które mogła łatwo dopasować.
… jęki… jęki rozkoszy, sapanie zmęczonego mężczyzny… wrzaski po rosyjsku…?!
-Gdzie ja kurwa jestem?!-zdziwiła się zszokowana dziewczyna. Po chwili koncentracji już wiedziała co to za miejsce… -Trafiłam do burdelu… DO BURDELU!!! – „Z deszczu pod rynnę” jakby powiedział filozof.
Westchnęła ciężko. Po chwili inna myśl zaniepokoiła ją jeszcze bardziej
A jeśli oni mają tu nie tylko burdelowy interes? Ponownie zaczęła wyłapywać dźwięki.
Ktoś szedł korytarzem szybkim sprężystym krokiem. Zatrzymał się na chwilę przy drzwiach do pokoju Blanki jakby chciał zapukać i wejść, ale się rozmyślił. Mruknął tylko pod nosem „… najpierw sprawdzę pokój matki” i odszedł.
Dziewczyna odetchnęła z ulgą, ale już po chwili „złapała” inny dźwięk.
Dwie osoby… kroki raczej kobiece… co chwilę przystają… echo kroków lekko odbija się od ścian…
To brzmi jakby szły… za ścianą?! Wąski korytarzyk ciągnący się wzdłuż ścian pokoi gdzie przebywają „klienci”!
Dziewczyna wstrzymała oddech, gdy spostrzegła, że kobiety zbliżają się do jej pokoju. Przystanęły na chwilę i po chwili poszły dalej.
Ścierpły jej nogi od siedzenia na podłodze. -Burdelowy patrol – prychnęła pod nosem wstając z podłogi.
Podeszła do łóżka i się na nim położyła. Podkuliła nogi i nakryła się kołdrą.
Pozwoliła odpocząć trochę umysłowi i tylko z przyzwyczajenia słuchała co się działo w najbliższym otoczeniu.
Ktoś szedł korytarzem…
Blanka przypomniała sobie o mężczyźnie który wcześniej przystanął przy jej drzwiach. Zamknęła oczy i udawała, że śpi cały czas słuchając…
Młody mężczyzna zapukał cichutko w drzwi, a nie usłyszawszy zaproszenia sam wszedł do ciemnego pokoju. Zamknął za sobą drzwi i zapalił zapałką niedużą lampę. Wziął ją i podszedł do śpiącej kobiety. Stał tak chwilę obserwując jej równy oddech. Wyciągnął dłoń żeby ją pogłaskać po czole, ale nie zrobił tego. Chrząknął jakby był zakłopotany tym faktem i odszedł od łóżka dziewczyny. Podniósł wyżej lampę tak żeby widzieć ciemne zakamarki pokoju, a gdy sprawdził, że nic tam się nie kryje wyszedł na korytarz cicho zamykając drzwi za sobą.
Blanka otworzyła oczy i słuchała jak młody mężczyzna odchodzi. Po chwili otworzyły się inne drzwi i ktoś z niego wyszedł na korytarz. Zatrzymał się przed drzwiami pokoju dziewczyny i złapał za klamkę
Chrobot przekręcanego klucza zaalarmował mężczyznę.
- Ojcze. – powiedziała jedna z kobiet. Były to te same „patrolujące„ które słyszała wcześniej. - Chyba przyłapałyśmy kogoś na gorącym uczynku...
Przyłapany mężczyzna odszedł. Po chwili obie kobiety ruszyły w dalszy obchód Kabaretu.
Zwinięta w kłębek Blanka zaczęła zastanawiać się co robić…
Zdawało się, że Nubuk drzemie. Sługa postawił herbatę i nachylił się nad nim. Wtedy Krążca otworzył oczy i kiwnął głową, po czym znowu zasnął...
Niekiedy mówił przez sen. Wzywał czyjeś imię. ci którzy siedzieli blisko, mogli słyszeć:
- Czy to moja lub twoja rzecz, Thairesso? Czy naprawdę straciliśmy? - Krążca zadrżał przez sen, po chwili dodał - Dobrze. Zrobię co w mojej mocy... ale nie oczekuj zbyt dużo.
Nad filiżanką stojącą na stoliku unosiła się para, powoli mieszając się z tytoniowo-opiumowym dymem. Jakie sny dręczyły Czwartego?
Lubelski Pod-Nad-Krążca, Handlarz Opowieściami i Innym Towarem Jakimkolwiek
- Oczekuję tylko tyle, ile oczekiwać od ciebie mogę. Nie więcej... Ale i nie mniej - odpowiedziała.
Usiadła na krawędzi stołu. Ciężkie, przesycone dymem powietrze co rusz odznaczało jej sylwetę, tak że przy odrobinie wysiłku chyba każdy mógł ją dostrzec choć przez chwilę. I zauważyć, że chyba się zmieniła. Tak jakby... Nieco dorosła.
- Teraz myślę, że w sumie nie straciliśmy... W każdym razie nie ty. A ja dostałam uczciwą zamianę. Nawet jeśli wymuszoną, to sprawiedliwą i uczciwą - tłumaczyła spokojnie. - Wydaje mi się, że to może pomóc Miastu, a nie zaszkodzić.
Zaczęła odganiać parę znad filiżanki, śmiejąc się cicho.
Uduchowione Dziecię Ulicy... Tylko nieliczni ją słyszą, jeszcze mniej widzi