Regulamin 
Profil
Wyszukaj
Idź do strony:
Odpowiedz
Harem - Kabaret Absynt
Lublin Pod
Papula
Postów: 9
Punkty: 18

Ciemność…

A w ciemności mały punkcik…

Jak gwiazda na niebie…

…zbliża się…

Rośnie coraz większa i większa…

To nie gwiazda…

...plecy kobiety… ubranej w jasną sukienkę… włosy rozpuszczone...

Cichy głos „Gdzie jest moje serce…” słowa powtarzane jak mantra…

Poznaję tą kobietę… to moja matka…

- Mamo nic ci nie jest?- wyciągam rękę i kładę ją na ramieniu kobiety…

Kobieta odwraca się do mnie powoli, wpatruje się na mnie pustym wzrokiem

Nagle łapie mnie za gardło i zaczyna dusić…

- Gdzie jest moje serce!!!

Patrzę na jej klatkę piersiową…

Brakuje mi tchu…

-GDZIE JEST MOJE SERCEEEEEE!!!

… rozerwane mięśnie i połamane żebra sterczą z torsu kobiety, ukazują wnętrzności… lecz czegoś brakuje wśród nich…
-…SERCEEEEE!!!




…krzyk, jaki usłyszeli goście górnego piętra kabaretu przeszył ich na wskroś...


Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Postów: 70
Punkty: 215
Zakapturzony, postawny osobnik raźnym krokiem wszedł do Kabaretu Absynt, głośno trzaskając drzwiami, czym zwrócił na siebie uwagę zebranych tam gości. Na scenie właśnie do fortepianu stroił się ubrany w lśniący żakiet młody klarnecista, a jego czarno-srebrny instrument połyskiwał w świetle skierowanych ku niemu reflektorów.
Przybysz zatrzymał się na moment przy wielkim, zawieszonym przy drzwiach plakatem:



...mruknął coś do siebie z zadowoleniem o gołych babach, po czym skierował się bezpruderyjnie w kierunku kontuaru, za którym stał młody, niewzruszony barman. Dopiero kiedy Kornik zsunął kaptur, młodzieniec otworzył szerzej oczy - krążyły słuchy, że Ochrańczyk nie żyje, a już na pewno, że zniknął z ulic Miasta Cieni, tymczasem on nagle wchodzi jak gdyby nigdy nic po kilku miesiącach do najbardziej chodliwego baru w mieście...
- Daj mnie no, koniak - powiedział do barmana Kornik, po czym oparł się o kontuar i rozejrzał po pomieszczeniu. Niestety, reflektory ostro dawały mu po oczach, niewiele więc dostrzegł pośród zadymionej sali - Jest tu może Car? Albo może szefowa? Ona będzie wiedzieć gdzie on jest...
Barman zapełnił kieliszek wybornym koniakiem, pamiętając o tym, że Ochrańczycy przed Czasem Wstrząsów mieli specjalne względy u Czerwonej Madamme, po czym gestem wskazał Kornikowi malutki stolik w ciemnościach, tuż przy wejściu na zaplecze. Przy stoliku ktoś siedział, Kornik więc ruszył z kieliszkiem poprzez salę licząc na to, że subtelny, odcinający się od ściany zarys sylwetki to nie kto inny tylko sama królowa Haremu.
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Harem
Postów: 66
Punkty: 134
Czerwona Madame, jak zwykle zagubiona wśród własnych myśli, początkowo zrzuciła odpowiedzialność za to, co widzi, na kolejny osuszony kielich wina. Zamrugała kilka razy, ale znajoma sylwetka nie znikła; wręcz przeciwnie - Ochrański Złodziej zdawał się być całkiem rzeczywisty.

"Thairessa, Porcelanowe Serce, a teraz on! Zmarli nie chcą spać w Mieście Cieni", pomyślała, wstając powoli.

Czy mnie oczy nie mylą? uśmiechnęła się do Ochrańczyka, w rzeczywistości zaniepokojona tą wizytą. Czy to nie szanowny, choć od jakiegoś już czasu ponoć martwy, Kornik? Kiwnęła mu głową, przyglądając mu się uważnie, choć z niedowierzaniem.
Pozwól mi być jedną chwilą, wierszem poezji i snem...
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Postów: 70
Punkty: 215
Kornik, jak gdyby nigdy nic, szedł w kierunku zaskoczonej Czerwonej Madamme, z charakterystycznym dla siebie krzywym uśmieszkiem na twarzy. Kiedy doszedł do jej stolika, ujął jej dłoń i lekko ją ucałował - zdawać by się mogło że to objaw wyższych manier, nic jednak z tych rzeczy, Car przez lata tyle razy karcił Kornika za to, że traktuje kobiety jak kawałki mięsa, że w końcu Kornik dla świętego spokoju nauczył się podstawowych gestów dobrego wychowania. Madamme o tym wiedziała.
- Witaj piękna pani - złodziej uśmiechnął się do Królowej Haremu krzywo - Ruch na ulicy straszny, ledwom się tu przedarł... Ale do rzeczy, nie będę cię niepokoić, szukam jedynie Cara, czy masz o nim wieści?
To mówiąc zawiesił głos i uważnie przyjrzał się Madamme, nieomieszkając nie zauważyć jej zmęczonych oczu.
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez StaryLublin 2009-01-06 20:22:33
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Papula
Postów: 9
Punkty: 18
Serce…

Blanka zerwała się z łóżka na którym leżała. Zaplątała się w pościel i upadła na podłogę.
Nie zważając na ból w kolanach, mrużąc oczy żeby lepiej widzieć szukała czegoś. Na klęczkach dotarła do krzesła, na którym leżały jej rzeczy. Chwyciła swoją torbę jakby była ona ostatnią kamizelką ratunkową na tonącym statku. Z zamachem ją otworzyła i wysypała całą jej zawartość na podłogę. W kąt potoczyło się kilka monet, ale nie wzbudziły one większego zainteresowania kobiety. Podobnie pozostałe rzeczy które wypadły z torby… oprócz jednej.
Przedmiot ten miał kształt sześcianu i był owinięty starannie w przepiękną, jedwabną apaszkę. Kobieta wzięła zawiniątko z namaszczeniem w swoje szczupłe, trzęsące się dłonie. Znalazła to czego szukała, nikt jej tego nie zabrał. Fala ulgi ogarnęła całe jej ciało. Przytuliła zawiniątko do piersi, a po twarzy zaczęły jej spływać łzy.

Po chwili usłyszała zza drzwiami pokoju stukot obcasów o drewnianą podłogę. Ktoś podszedł szybko do drzwi i nie bawiąc się w pukanie otworzył na oścież. Gość – kobieta szybko podeszła do Blanki i kucnęła przed nią.

- Nic ci nie jest?- zapytała nieznajoma-krzyczałaś przez sen

Blanka nadal tuliła zawiniątko do piersi. Potem wytarła twarz rękawem i spróbowała się uśmiechnąć do nieznajomej.

- Miałam…- zaczęła niewyraźnie gdyż głos odmówił jej posłuszeństwa. Odchrząknęła i powiedziała - miałam straszny sen

Blanka spojrzała na kobietę i zdziwiła się widząc na jej twarzy makijaż arlekina. Cała jej postać była jak wyjęta z innej bajki-włosy upięte nie wiadomo jak, wyzywający, niedbały strój.

- Przepraszam bardzo czy mogłaby pani mi powiedzieć gdzie jestem?- zapytała nieśmiało.

Kobieta spojrzała na nią przeciągle z wyraźnym zdziwieniem.

-W Absyncie … to znaczy w Kabarecie Absynt- odpowiedziała i dodała po chwili- muszę lecieć na dół zawiadomić Matkę, że już się obudziłaś

Wyprostowała się i spojrzała łagodniej na dziewczynę siedzącą na podłodze.

- Potrzebujesz czegoś?- zapytała
- Szklankę wody… strasznie mi zaschło w gardle- odpowiedziała Blanka.

Nieznajoma kiwnęła głową i wyszła z pokoju.

Blanka nadal na klęczkach pozbierała swój rozrzucony dobytek do torby i usiadła na łóżku. Okryła się starannie kołdrą i przymknęła oczy wciąż ściskając zawiniątko.

Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Harem
Postów: 66
Punkty: 134
Madame milczała przez chwilę, wpatrując się w dawno niewidzianego Ochrańczyka.

Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale cieszę się, że cię widzę, Korniku, powiedziała wreszcie, ale miły uśmiech nie sięgał jej zimnych oczu. Jego łaskawość, Cesarz, też na pewno ucieszy się, gdy wytłumaczysz mu, gdzie zniknąłeś na tak długo. A będziesz miał ku temu okazję niedługo, jak sądzę. Westchnęła i skinęła na służącego dłonią, w której trzymała pusty kielich. Chwilowo jest zajęty swymi sprawami, jak się obawiam, ale sądzę, że już niedługo się tu pojawi. Tymczasem proszę, usiądź i napij się czegoś.

W tym momencie podbiegła do niej jedna z jej córek; dziwacznie umalowana dziewczyna obrzuciła Kornika nieufnym spojrzeniem, po czym szepnęła Madame kilka słów do ucha. Ta uczyniła delikatny gest dłonią. Dobrze. Przypilnuj jej i zadbaj, by niczego jej nie brakowało. Później z nią porozmawiam; na razie, jak widzisz, mam gościa, z uśmiechem - tym razem jakby bardziej szczerym, ale nie do końca - wskazała pierwszego złodzieja Lublina Pod. Dziewczyna znów zmierzyła go wzrokiem, po czym odeszła i znikła na schodach.

Madame również ponownie omiotła Kornika spojrzeniem, może nieco bardziej przyjaznym niż wzrok jej córki, a może nie - i gestem wskazała mu stolik.
Pozwól mi być jedną chwilą, wierszem poezji i snem...
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Miasto Cieni
Postów: 59
Punkty: 118
Pchnęła drzwi. Maleńki dzwoneczek nad nimi zawieszony, uprzedzający obsługę i gości Absyntu o pojawieniu się kolejnego klienta wkraczającego od strony ulicy, brzęknął cicho. Dźwięk szybko jednak utonął w gwarze rozmów i pośród cichego akompaniamentu dyskretnej muzyki.

Kabaret zaludnił się w większości tymi, których zgromadziło mnisie przemówienie. Większość stolików była już zajęta, kelnerzy odziani w nienagannie białe koszule o mankietach wykrochmalonych tak mocno, że można byłoby w razie konieczności bez wahania użyć ich jako broni siecznej, uwijali się wśród gości zbierając zamówienia i roznosząc drinki.

Skinęła lekko Madame w geście powitania, ale widząc, że ta zajęta jest rozmową z mężczyzną całującym jej dłoń, postanowiła zasiąść przy barze. Zerknęła jeszcze na plecy odwróconego do niej tyłem rozmówcy Czerwonej Pani, nie mogąc oprzeć się wrażeniu, że chyba skądś go zna. Jako, że dalsze spoglądanie w tamtym kierunku mogłoby zostać uznane za zbyt nachalne, Najemniczka zwróciła twarz w kierunku barmana. Chłopak bez słowa skinął głową i sięgnął pod blat, stawiając na nim szklankę z rżniętego szkła i butelkę bursztynowego alkoholu. Zasiadła na wysokim barowym stołku, opierając się niby od niechcenia łokciem w taki sposób, by dojrzeć twarz towarzysza Madame, gdyby ten miał okazję się obrócić.
Zagrzechotały kostki lodu, które po chwili zatonęły w szkockiej.
___________________
Ostatnio zmodyfikowany przez Kawka 2009-01-07 03:20:11
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Postów: 70
Punkty: 215
Odpowiedź Czerwonej Madamme była Kornikowi widocznie nie wsmak, mimo to uśmiechnął się krzywo, choć promiennie i duszkiem opróżnił kieliszek z koniakiem, jednocześnie rozsiadając się buńczucznie na drugim przystolicznym krzesełku. Rozejrzał się po Absyncie, taaak... przytulnie tu. Ciemno i przytulnie. Może nikt nie zauważy. Nagle, na tle zadymionego mroku dostrzegł przy barze śnieżnobiałą plamę, a jego oczy zwęziły się w szparki. Nie wiedział, czy Kawka dostrzegła go w ciemności, ale na wszelki wypadek posłał jej przez całą salę krzywy uśmiech.
- Widzę Madamme, że po katastrofie Absynt zbiera wciąż doborowe towarzystwo... - Królowa Haremu nie dostrzegła rozciągniętego na jego twarzy, potwornie upiornego uśmiechu, gdyż odwrócił głowę w drugą stronę...
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Harem
Postów: 66
Punkty: 134
Madame widziała niezadowoloną minę Kornika, ale nie miało to dla niej większego znaczenia. Nigdy nie darzyli się przyjaźnią czy choćby szacunkiem - prawdziwym, nie tym wywoływanym na użytek Cara.

Usiadła; służący przyniósł wino. Gdy Ochrańczyk odezwał się ponownie, powędrowała wzrokiem w stronę, gdzie patrzył. Dostrzegła Kawkę i kiwnęła jej głową. "Jednak wróciłaś, Kawko", pomyślała z ulgą. "Cieszę się."

To prawda, powiedziała po prostu, myśląc nie tyle o Charonitce, co o mężczyznach w jej salonie i o wcześniejszej wizycie Porcelanowego Serca.

"Brakuje jedynie pana Trinovantesa do kompletu", pomyślała, i mimowolnie zacisnęła szczękę. Jedna z dziewcząt doniosła jej o słowach Króla-z-Wieży, które wypowiedział przy całym zgromadzonym tłumie; w sercu Madame zaiskrzyła emocja, która u zwykłego człowieka byłaby wściekłością. U niej mogła być tylko cichą, lodowatą nienawiścią. "Nie jestem chłopcem na posyłki. A jeśli Ojciec i Car zjawili by się tam, od razu widać by było, że nie kłamał." Wiedziała, że Trinovantes i tak by ich nie słuchał, dlatego zwyczajnie posłała tam jednego ze swych synów, by podsłuchał rozmowę.

Skrywany gniew rzucił cień na jej twarz. "Nigdy nie powiedziałam na pana Trinovantesa złego słowa i zawsze wyrażałam się o nim z szacunkiem. Szkoda, że nie potrafił tego docenić", pomyślała.
Pozwól mi być jedną chwilą, wierszem poezji i snem...
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Papula
Postów: 12
Punkty: 24
Do Haremu wchodzi znany już tutejszej obsłudze Franz.
Przechodząc obok ochroniarza, Franz zatrzymał się na chwilkę, dmuchnął mu w twarz papierosowym dymem i nie czekając na reakcję, ciężkim krokiem podszedł do kontuaru. Uśmiechnął się szelmowsko do barmana, który na jego widok odsunął się lekko.
- Was ist das? - powtórzył swoje pierwsze wypowiedziane w tym przybytku zdanie po czym zarechotał głośno.
Młody chłopak nerwowo zerknął na ochroniarza, ale ten na razie pozostawał niewzruszony na zaczepki "tego nazistowskiego przybłędy" (jak określał go w swym małym, ochroniarskim, rozumku). Przybłęda swoim zwyczajem rozejrzał się po pomieszczeniu. Zauważywszy Kawkę przy jednym ze stolików, rzucił barmanowi krótkie Bier, aber bez dolewania wody czy innego gówna, bo nogi z Arsch powyrywam i skierował się do swej starej znajomej.
- Na ja! Mein Gott, kogo ja widzę! - niemalże zakrzyknął Franz, czym zwrócił na siebie uwagę części kabaretowych gości - Kawko, a du nie poszłaś za Mönchem?
Wypowiedź zaakcentował odstawiając głośno otrzymany przed chwilką kufel z piwem.
- Sehr gut! Das ist herrlich Bier!
Sehnsucht versteckt
Sich wie ein Insekt
Im Schlafe merkst du nicht
Dass es dich sticht
Offline
Profil
Wiadomość
Odpowiedz