Regulamin 
Profil
Wyszukaj
Idź do strony:
Odpowiedz
Harem - Kabaret Absynt
Lublin Pod
Papula
Postów: 19
Punkty: 42
-Witaj... Korniku. Zaiste, dawno nie widziałem osoby, zwanej "Księciem Złodziei"

Na twarzy Cara pojawił się przez ułamek sekundy wyraz jakiegoś odległego bólu.

-Cóż masz mi do powiedzenia? Minęło dużo czasu, odkąd ostatnio rozmawialiśmy, zamieniam się więc cały w słuch. Wiedz przecież, że słuchać umiem doskonale...

Car patrzył głęboko w oczy Kornika. Rzec by można, że wzrok jego badał każdy szczegół duszy osoby, która właśnie się przed nim znalazła. Położył prawą dłoń na lewym ramieniu Madame.
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Harem
Postów: 66
Punkty: 134
Ktoś dotyka mojego ramienia. Odwracam się - czy ktoś tam jest?

Cheri? Henri trzyma moją dłoń mocno, jakby nie chciał, bym mu uciekła, jakby wiedział, że któregoś dnia to zrobię.

Patrzę znów na niego i potrząsam głową. Wydawało mi się. Nikogo nie ma, nikogo, tylko my, nasze wakacje nad morzem - ale nasz czas mija, muzyka milknie, taniec zamiera - czas wracać do domu, do Orleanu, do naszego pięknego życia - do MOJEGO pięknego życia, które skończy się już niedługo. Nie wiem o tym jeszcze, nie chcę tego, ale czas nadchodzi.

A może nie? Może nie tym razem?

Chodźmy, mój drogi, wracajmy. Tu zapada noc. Chcę zobaczyć słońce.

Mój Henri, mój piękny chłopiec, moja śliczna marionetka ciągnie mnie za sobą w mrok. W ciemniejące szybko fale.
Pozwól mi być jedną chwilą, wierszem poezji i snem...
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Postów: 70
Punkty: 215
Kornik zuchwale wyhylił swój koniak, po czym zaczął huśtać się w tył i przód na krześle, raźnym wzrokiem zerkając to tu to tam, obserwując wchodzących ludzi jak i tych, którzy już siedzieli w Absyncie. Nagle oparł ręce o stół i spojrzał Carowi prosto w oczy:
- Wiesz, Carze, ostatnimi czasy letko zaniemogłem, potrzebowałem chwili czasu dla siebie po tym całym Wiecu, rozumisz... - zawiesił głos i ziewnął ostentacyjnie- Teraz jednak czuję, żem gotów wrócić do służby. Nie czas próżnować, kiedy trzeba odbudować Twą potęgę w mieście. Zwłaszcza teraz, kiedy Ojciec zamknął się na cztery spusty w swym klasztorze i usuwa się w cień, co nie?

Odźwierny kończył zamiatać scenę, po chwili dwóch młodych mężczyzn wniosło nań kilka krzeseł. Ktoś ściereczką przecierał i tak lśniący maniakalnie fortepian, a barmani polerowali kufle. W powietrzu nadal unosił się ciężki, przejrzysty dym, pomiędzy stolikami raz po raz przemykał jakiś co bardziej spragniony wieczornych wrażeń mieszkaniec Lublina Pod. Wiele stolików jeszcze było pustych, lecz nikt nie miał wątpliwości, że wkrótce się zapełnią - Kabaret Absynt nigdy nie musiał narzekać na klientelę, zwłaszcza w te wieczory, kiedy odbywać się miało przedstawienie.

- Przez ostatnie dni udało mi się zebrać z powrotem swoich rozproszonych chłopaków, zagarnąłem też jedną opuszczoną kamienicę niedaleko deptaka dla naszej gromadki. W zasadzie gotowi jesteśmy do dalszej działalności i na twe rozkazy Carze - ciągnął dalej Kornik - Jak sądzę możemy się przydać, zwłaszcza teraz, kiedy w mieście zamieszanie z przybyciem tym mnichów o których, jak mniemam, już wiesz - Złodziej zerknął na carskie ręce, te jednak skryte były głęboko w połach płaszcza, nic więc nie ujrzał. Znał jednak swojego pana aż nazbyt dobrze...
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Miasto Cieni
Postów: 59
Punkty: 118
Kiedy Kornik skinął głową, jakby zapraszał ją do carskiego stolika, udała, że nie zauważyła gestu. Nie chciała, żeby wyglądało to na ucieczkę z miejsca spotkania. Z pewnością wywołałoby to niemałe poruszenie, a nie w smak było obciążenie jej kolejną plotką. Wiedziała, że i tak patrzą na nią z zaciekawieniem.

Uśmiechnęła się szeroko, przywołując na twarz maskę sztucznej wesołości. Uchyliła okularów zerkając w oczy młodego barmana.
- Znajdziesz tam pod ladą jakieś zawieruszone primki? - starała się, aby ton był swobodny. Zaciekawienie w spojrzeniu przygasło, Kawka miała nadzieję, że chłopak jej dziwne zachowanie złoży na karb chwilowej słabości. - Do licha, zaskoczył mnie, drań.
Barman skinął głową, sięgnął pod ladę i wyciągnął spod niej niebieski kartonik. Papier, z którego wykonane było opakowanie, przywodził na myśl stare makulaturowe okładki od zeszytów.
- Proszę. - przesunął paczkę po blacie w jej stronę. Najemniczka sięgnęła do kieszeni. Chłopak uśmiechnął się dyskretnie. - Do rachunku. - dodał znacząco i mrugnął.
Uśmiechnęła się z przymusem, siląc się na wesołość.
- Dzięki. Idę się przewietrzyć. Zanim się zacznie. No wiesz. - Chłopak skinął głową.

Nasunęła okulary na oczy, przeciągnęła ręką po włosach i ruszyła ku drzwiom prowadzącym na ulicę.
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Vesiculum
Skąd: Zakątek Żałobników
Postów: 45
Punkty: 92
Tanatos przybywa z Ulic Miasta

W drzwiach niemal zdeżył się z Kawką. Ta jednak, zatopiona jakby w swoich myślach, minęła go nie poświęciwszy mu ni jednego spojrzenia. Tanatos zmarszczył brwi i podrapał się niepewnie po szyi, po czym niezbyt energicznie wzruszył ramionami.

W środku panował zaduch, przedzierając się pomiędzy podpierającymi wejściowe ściany klientami, ruszył do baru.

- Setkę wódki i sok pomidorowy - przekrzyczał szum rozmów, barman jednak najwidoczniej doskonale wiedział czego mu potrzeba, bez dopytywania bowiem sięgnął po butelki i przygotował Żałobnikowi Krwawą Mary. Tanatos ze szklanką odwrócił się w kierunku sceny, kątem oka zauważając Czerwoną Madamme i Cara siedzących przy jednym stoliku z postawnym lecz giętkim nieznajomym, po czym pogwizdując pod nosem i raz po raz rzucając okiem w kierunku drzwi, czekał na przedstawienie.
I looked. I shall not look again.
For yet I see them pass.
The hollow faces of the drowned
In mist beyond the glass.
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Vesiculum
Postów: 22
Punkty: 52



Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Postów: 70
Punkty: 215
Światła zwiastowały rozpoczęcia przedstawienia. Wpierw przygasły trochę, aby za chwilę rozbłysnąć różnymi kolorami. Operujący nimi młodzieniec wprawnie manipulował przesłonami, więc salę szybko wypełniła wielokolorowa, tworząca unikalny klimat, poświata. W Kabarecie Absynt, przy stolikach, przy barze i przy ścianach, tłoczyli się ludzie. Nie było ciasno, o nie, na to Absynt był zdecydowanie za duży. Było po prostu gęsto, jakby czasy świetności sprzed Wstrząsów nigdy nie odeszły. W powietrzu wibrowały głosy rozmów dziesiątek ludzi. Przy niektórych stolikach grano w karty, przy innych pito pokaźne ilości dobrych alkoholi, gdzieniegdzie, pomiędzy gośćmi, przechadzały się na szpilkach pięknie umalowane i odświętnie choć kuso ubrane kurtyzany, w piórach i kabaretkach. Pomiędzy stolikami kręciły się urocze, nieco kompletniej ubrane kelnerki, a panowie w cylindrach podszczypywali je zaczepnie w pośladki.

Konferansjer - opowiadający tanie dowcipy wysoki, chudy mężczyzna w muszce z przylizanym włosem, wybrany do tej roli za swój niebywale donośny, jazgotliwy głos, niecierpliwie wpatrywał się ze sceny w Czerwoną Madamme, oczekując jej znaku. W końcu i ten nastąpił i przedstawienie się rozpoczęło.



Światła na scenie zgasły, kiedy pierwsza część kabaretu została zakończona. Przed zebranymi była jeszcze, po krótkiej przerwie, druga, wszyscy wrócili więc tymczasem do swoich stolików, towarzyszy, rozmów i trunków, na chwile dając wytchnienie swym oczom i uszom. Było gwarnie. Rozochoceni klienci zachowywali się głośno, gdzieniegdzie słychać było chichoty dziewek z haremu, szkło uderzane o szkło w wieloosobowych toastach, szuranie krzeseł i wielotonowe skrzypienie drewnianej, przetartej lekko, podłogi. W Kabarecie Absynt, jak nigdzie w całym Lublinie Pod, tętniło życie.
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Bulla
Skąd: Harem
Postów: 66
Punkty: 134
Woda sięga mi już do szyi. Henri ciągnie dalej. Zimno. Wiatr...

!!!

Wiatr przynosi czyjś krzyk. Odwracam się. Ciemne sylwetki na brzegu.

Na samym skraju mokrego piasku - mężczyzna w czarnym płaszczu i cylindrze. Za nim drugi, w czerwieni, opiera się na... Parasolce?

Młody chłopak, ładny, o pomalowanych oczach. Trzyma za rękę dziewczynę o ekstrawaganckim makijażu.

Kobieta w dziwacznej, białej sukni. Zimne oczy, jak oczy drapieżnego ptaka.

Gdzieś daleko z tyłu jeszcze jedna sylwetka – najbliżej i najdalej – w czasie i przestrzeni.

Mon cheri... Henri ponagla mnie – ale jak? Przecież ma już usta pod wodą...

Nagła świadomość. Nie mogę iść z nim. Nie mogę. Utopię się!

Mężczyzna w płaszczu – kim jest? czy ja go znam? dlaczego łzy płyną mi po twarzy? - wyciąga do mnie rękę, krzyczy coś, co zagłuszają rozszalałe nagle fale. Człowiek w czerwieni przywołuje mnie gestem dłoni. Młody chłopak krzyczy, łzy płyną mu po twarz, chce biec ku mnie, ale coś trzyma go w miejscu.

Próbuję się wyrwać, ale Henri trzyma mocno. Ma już twarz pod wodą. Drugą dłoń zaciskam na czymś, tak mocno, że palce drętwieją mi z bólu i zimna.

Henri, non! Non!!! Ale on ciągnie dalej, zimna toń pochłania mnie, woda wlewa się do ust, duszę się, duszę...

Nadludzkim wysiłkiem wyciągam dłoń nad wodę. Ze zdrętwiałych palców zwisa sznur białych pereł.

Nieeee!!! Ojczeeeeee!!!


Czerwona Madame gwałtownie wciągnęła powietrze i rozkaszlała się, niczym niedoszły topielec, którego w ostatniej chwili wyciągnięto z wody. Po chwili uspokoiła się i oparła ciężko o blat stolika.

Gdzie ja... Rozejrzała się, jakby już przytomniej – po czym zerwała się z krzesełka, schowała za Cesarzem i zmierzyła Kornika nienawistnym spojrzeniem. Przypominała najeżonego kota, który zaraz zasyczy.

Ty... Co ty zrobiłeś?, wycedziła. Co ty mi zrobiłeś?!

Rozejrzała się znów i niecierpliwym ruchem dała znak do rozpoczęcia show.
Pozwól mi być jedną chwilą, wierszem poezji i snem...
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Vesiculum
Postów: 22
Punkty: 52
tyyyyyyy

heeeen riiiiiii
Offline
Profil
Wiadomość
Lublin Pod
Vesiculum
Skąd: Zakątek Żałobników
Postów: 45
Punkty: 92
Tanatos z uwagą oglądał przedstawienie. Tancerki i wokalistka były dla niego zdecydowanie zbyt jędrne i rumiane, mimo to podobało mu się. Choć nie znał języka w którym było wykonane, zdawało mu się, że piosenka opowiada o rozstaniu, a to zawsze kojarzyło mu się ze śmiercią.

Jeszcze raz zerknął w kierunku drzwi zastanawiając się mniej lub bardziej świadomie, dlaczego Najemniczka tak nagle wyszła, po czym wyhylił swoją Mary i wrócił do kontemplowania przedstawienia.

Kiedy pierwsza część się zakończyła i światła na scenie zgasły, poczuł się jakoś dziwnie. Przez rękawiczkę sprawdził sobie puls, przetarł oczy, odkaszlnął badając zapach swojego oddechu, ale tutaj wszystko zdawało się być w porządku. Coś jednak zmąciło jego wewnętrzny spokój, jakby...

Zsunął gogle.

Tuż przy nim znowu stała ona. Śmiertelnie blada, z podkrążonymi oczyma, patrzyła na niego z cynicznym wyrzutem. Dlaczego nie przekazałeś mojej wiadomości - bezgłośnie poruszyła ustami. Tanatos pocił się i jąkał, czując jak strach powoli bierze nad nim górę. Czuł ją, wiedział jak bardzo jest silna. Nagle zjawa wykrzywiła się potwornie i rzuciła się na niego z twarzą jak dzikie zwierzę. Żałobnik zatoczył się do tyłu, potknął o czyjąś nogę i runął jak długi na jeden ze stolików. Zapanował chaos, ktoś go podniósł i wyzwał od pijaków, ktoś inny wyzwał tamtego pierwszego, żeby trzymał się swoich spraw, ktoś trzeci popukał się w głowę. Tymczasem zjawa zniknęła, Żałobnik więc podniósł się ciężko i powoli, nasuwając gogle głęboko na oczy, wrócił na swoje miejsce przy barze. Jego płaszcz był mokry i śmierdział whiskey.

Nagle poczuł jeszcze jakiś zapach... O tak, dobrze go znał... Dlatego włoski na całym ciele stanęły mu dęba.
I looked. I shall not look again.
For yet I see them pass.
The hollow faces of the drowned
In mist beyond the glass.
Offline
Profil
Wiadomość
Odpowiedz